Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Dzięki Bogu” – film o ofiarach pedofilii, które domagają się sprawiedliwości. Nie zemsty

Jean Claude Moireau/Collection Christophel/East News
Udostępnij

„Dzięki Bogu” François Ozona trudno odczytywać jako atak. Raczej jak kubeł zimnej wody. To film, którego celem jest przede wszystkim uwrażliwianie na ofiary, ich krzywdę, emocje.

„Dzięki Bogu”, najnowszy obraz François Ozona, to oparta na faktach opowieść o molestowanych przed laty przez księdza mężczyznach. Film pokazuje nie tylko ich historie, to, jak próbowali radzić sobie z cierpieniem, którego doświadczyli. To także wstrząsająca opowieść o latach zaniedbań ze strony Kościoła, o przenoszeniu pedofila na kolejne placówki, o zamiataniu sprawy pod dywan…

 

„Dzięki Bogu”: Film o walce z przypadkami pedofilii w Kościele

Punktem wyjścia do opowiedzenia o dramacie sprzed lat jest historia Alexandre’a. Na pierwszy rzut oka mężczyzna ma dobre życie – uśmiechnięta żona, piątka wspaniałych dzieciaków, świetna praca. Ten pozorny pokój burzy przypadkowe odkrycie, że kapłan, ze strony którego bohater jako dziecko doznał krzywd, nie tylko nie został w żaden sposób ukarany, ale nadal ma kontakt z dziećmi.

Alexandre rozpoczyna walkę. Robi to nie z chęci zemsty, tylko ze względu na sprawiedliwość. I z troski o dzieci, które nadal mogą być narażone na niebezpieczeństwo. Śle kolejne listy do kościelnych instytucji. Dochodzi do konfrontacji z oprawcą, który – i to wciskający w fotel moment – nie prosi nawet o wybaczenie. Co więcej, ks. Bernard Preynat nawet nie okazuje skruchy, nie wygląda na kogoś, kto żałuje swoich czynów.

To budzi złość Alexandre’a. Zaczyna działać śmielej, naciskać. Wysyła kolejne listy, także do Watykanu. Domaga się odpowiedzi, a te nie nadchodzą albo są banalne, ogólnikowe. Z wielu stron (także od swych rodziców) bohater słyszy, że nie ma co rozgrzebywać sprawy sprzed lat, przecież jest dorosły, po co do tego wracać, ks. Preynat cieszy się dobrą opinią i tak dalej. To napawa go jeszcze większą wściekłością, składa pozew.

 

„Dzięki Bogu” – ofiary chcą sprawiedliwości, nie zemsty

Sprawą zaczynają się interesować media. Tak odnajduje się kolejna ofiara ks. Preynata. Co ważne, przypadek François, w odróżnieniu od Alexandre’a, nie uległ przedawnieniu. Jest to kluczowa postać w całej historii, która sprawia, że machina postępowania przeciwko bezkarnemu od lat księdzu nabiera tempa.

Widząc opieszałość kościelnych instytucji, niechęć mediów, François postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, choć z początku nie zamierzał publicznie mówić o krzywdach z czasu dzieciństwa. Z jego inicjatywy powstaje Stowarzyszenie La Parole Libérée („Swobodna mowa”), która ma zrzeszać ofiary ks. Preynata, a także być formą nacisku na władze (tak kościelne, jak i państwowe), by wreszcie winny otrzymał należną mu karę.

Dzięki stowarzyszeniu ujawniają się kolejne ofiary. Tak w filmie pojawia się trzeci bohater, Emmanuel, który nadal boryka się z traumą sprzed lat.

 

Ksiądz pedofil ukarany

Ks. Preynat wykorzystał 80 chłopców (tyle przypadków zgłoszono). W styczniu 2016 został oskarżony i umieszczony pod nadzorem sądowym za napaść na tle seksualnym. Sprawy większości z ponad 70 ofiar, jakie zidentyfikowało stowarzyszenie, były przedawnione. Zmieniło się to 3 sierpnia 2018 r., gdy okres przedawnienia został wydłużony z 20 do 30 lat po osiągnięciu przez ofiarę pełnoletniości. Preynat czeka obecnie na proces. 4 lipca 2019 został wydalony ze stanu duchownego.

Nigdy nie zaprzeczyłem faktom, które mnie obciążają. Są dla mnie głęboką raną w moim kapłańskim sercu – napisał w jednym z listów.

 

„To nie antykatolicki film. Nie oskarża instytucji ani wierzących”

Film Ozona trudno odczytywać jako atak. Raczej jak kubeł zimnej wody – dla Kościoła, kapłanów i wiernych. To obraz, którego celem jest przede wszystkim uwrażliwianie na ofiary, ich krzywdę, emocje (np. dlaczego tak trudno im o doznanym cierpieniu mówić, dlaczego wracają do tego dopiero po latach). Sam reżyser, choć może wydawać się postacią kontrowersyjną (ze względu na swoje wcześniejsze filmy czy publiczne wypowiedzi), jak zapewnia, nie miał intencji atakowania. Deklarował:

Założeniem nie było potępianie Kościoła, a raczej przyglądanie się jego wewnętrznym sprzecznościom i złożoności sprawy. W pewnym momencie jeden z bohaterów opisuje swoje zaangażowanie w działalność stowarzyszenia, mówiąc:„robię to dla Kościoła, nie przeciw niemu”.

Z kolei odtwórca jednej z głównych ról, Melvil Poupaud, dodawał:

Tak, François nie zrobił antykatolickiego filmu. Nie oskarża instytucji ani wierzących. To oczywiste, że winny jest Preynat. To, co zrobił jest szokujące i niedopuszczalne. Kościół jest tu pokazany jako instytucja z wieloma szarymi strefami, dość przestarzała i wymagająca odnowy, zwłaszcza w kontekście postawy przyjmowanej wobec pedofilii. Uważam jednak, że wierzący nie poczują się obrażeni tym filmem. François był bardzo ostrożny (…). François twierdzi, że jest niewierzący, ale ja uważam, że film „Dzięki Bogu” to film człowieka, który doskonale rozumie złożoność wiary.

Zaś Ozon przekonywał:

Pokazałem film księdzu, który po jego obejrzeniu powiedział: „Ten film może być szansą dla Kościoła. Jeśli go przyjmie, być może w końcu weźmie odpowiedzialność za pedofilię i zwalczy tę plagę raz na zawsze”. Miejmy taką nadzieję.

Oczywiście, film może być wykorzystany do atakowania Kościoła przez niechętne mu środowiska czy tworzenia uogólnień (skoro we Francji przez tyle lat Kościół niewiele zrobił ws. Preynata to znaczy, że zawsze tak postępuje), ale osobiście odbieram obraz raczej jako zachętę do zrobienia rachunku sumienia, bardzo wpisującą się zresztą w zdecydowaną postawę papieża Franciszka ws. przypadków pedofilii wśród księży.

Ciekawym motywem w filmie (pokazującym, że nie jest jednostronny) jest fakt, że część bohaterów to, mimo doznanych krzywd, osoby nadal głęboko wierzące, walczą o sprawiedliwość dla dobra Kościoła (niektórzy rozważają apostazję i na tym tle dochodzi między nimi do spięcia).

Najciekawsze jednak wydaje się pytanie bez odpowiedzi, jakie zadaje Alexandrowi syn: czy wierzysz jeszcze w Boga? Cisza, która po nim zapada, dźwięczy w uszach. I daje do myślenia. Co stanie się z wiernymi w Kościele, jeśli takich sytuacji będzie więcej? Jak odpowiedzą na pytanie o to, czy nadal wierzą?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail