Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Kobiece kompleksy – jak z nimi żyć?

Udostępnij

Dlaczego jako małe dziewczynki potrafimy biegać z rozkosznie grubiutkimi nogami w kolorowych rajstopach i być najszczęśliwsze, a potem słyszymy jedno, drugie negatywne słowo i chcemy te kolory schować pod długą i szeroką spódnicą?

Komedia czy dramat?

Oglądałam niedawno komedię, która w zasadzie mogłaby się nazywać dramatem, bo mówi o czymś, co dla wielu kobiet dramatem właśnie jest – o kompleksach. Główna bohaterka, zapatrzona w swoje fizyczne niedoskonałości pracownica biurowa, pewnego dnia ulega wypadkowi, po czym wydaje jej się, że jest niezwykle piękna i atrakcyjna.

Momentalnie staje się pewną siebie radosną kobietą, a zmianę tę widać od razu w wyrazie jej twarzy i spojrzeniu. Mimo kilku nadprogramowych kilogramów i raczej przeciętnej urody swoją osobowością przykuwa uwagę wielu osób, które dotychczas przeszłyby obok niej obojętnie. Poznaje wartościowego mężczyznę, a ten zakochuje się w jej niebanalnym charakterze. Dostaje pracę, o której do tej pory tylko śniła.

Po jakimś czasie czar pryska i znowu widzi w lustrze tę samą niedoskonałą kobietę. Chwila załamania zmienia się w szczęście, kiedy uświadamia sobie, jak wiele osiągnęła, będąc w tej samej skórze, a zmieniając tylko swój sposób myślenia i podejście do życia.

 

Kompleksy, znikajcie!

Ilu nam, kobietom, przydałby się taki wypadek? No dobrze, może nie wypadek, ale żeby tak ktoś wyłączył w naszych głowach przycisk z napisem „kompleksy”. Żebyśmy umiały żyć tak, jakby ich nie było. O ile zmieniłoby się nasze życie, nasze relacje? Jak wiele byłybyśmy w stanie zrobić, gdyby nie one? Na jak wiele wrażeń się otworzyć?

Prawie każda z nas widzi w sobie jakąś niedoskonałość. Nie mylmy tego z pokorą. Za szerokie biodra, za szczupłe ramiona, zbyt krzywy nos, rozstępy, małe piersi, nieatrakcyjny pieprzyk. Porównujemy się z modelkami na bilbordach i wciąż nie jesteśmy takie, jak one.

Wielu ludzi myli się co do siebie. Upatrują sobie jakąś złą cechę i mają na jej punkcie obsesję, przez co umyka im to, co czyni ich wspaniałymi. Ty wiesz, kim jesteś, i masz gdzieś, co świat o tobie myśli. Jesteś idealna, bo jesteś sobą.

Tak mówił chłopak głównej bohaterki filmu. Piękne, prawda?

 

Dwa portrety, jedna kobieta

Firma kosmetyczna Dove stworzyła jakiś czas temu w internecie filmik „Jesteś piękniejsza niż myślisz” (Dove Real Beauty Sketches). Kilka kobiet wzięło udział w eksperymencie. Każda z nich musiała opisać swój wygląd i na tej podstawie rysownik tworzył jej portret. Potem jej wygląd miała opisać inna osoba i artysta tworzył drugi portret tej samej kobiety.

Różnice były znaczące. Na pierwszych dziełach kobiety były zdecydowanie brzydsze, ich rysy i niedoskonałości bardziej zaznaczone. Kobiety stawały przed rysunkami ze łzami w oczach. Dotarło do nich, że inni widzą je zupełnie inaczej niż one same. Piękniej.

 

Lustereczko, powiedz przecie…

Dlaczego tak jest? Dlaczego jako małe dziewczynki potrafimy biegać z rozkosznie grubiutkimi nogami w kolorowych rajstopach i być najszczęśliwsze, a potem słyszymy jedno, drugie negatywne słowo i chcemy te kolory schować pod długą i szeroką spódnicą?

Dlaczego wciąż potrzebujemy lustra, które powie nam: „jesteś najpiękniejsza w świecie”? Tym lustrem mają być inni ludzie. Szukamy tych słów najpierw w oczach ojca, a potem u innych mężczyzn, wreszcie męża, ale także wśród obcych. Przejmujemy się komentarzami innych i bierzemy je do siebie.

 

Bóg zachwyca się naszą kobiecością

Nawet gdyby nasz mąż codziennie rano mówił nam, że jesteśmy najpiękniejsze na świecie, (a oczywiście powinien!), nie zmieni to wiele, dopóki same nie odkryjemy piękna, które jest ukryte w nas, kobietach, w takim zamyśle, w jakim stworzył nas Bóg. Dopóki nie uzdrowimy swoich serc ze wszystkich negatywnych słów, które kiedyś o sobie usłyszałyśmy, i tych wszystkich przykrych wyobrażeń o sobie zagnieżdżonych gdzieś w środku.

Tylko On może sprawić, że poczujemy się doskonałe takie, jakie jesteśmy. Z każdą naszą wadą i słabością. Z wielką rolą, którą dał każdej z nas – bycia kobietą – to jest zaszczyt. Bóg kocha nas od stóp do głów i widzi w nas piękno. Piękno, które nie jest opakowaniem.

Boża definicja piękna zdecydowanie odbiega od kryteriów stwarzanych przez dzisiejszy świat. Jest czymś znacznie głębszym. Jeśli uda nam się to odkryć, staniemy się znowu jak małe dziewczynki, które niesione w ramionach Ojca, czują się jak prawdziwe księżniczki. Ba, królowe.

W artykule wykorzystałam fragment wypowiedzi bohatera filmu „Jestem taka piękna” reż. A. Kohna, M. Silversteina.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail