Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Poznajcie chór ze szczególną misją

Treshold Choir
Udostępnij

„Trehold Choir” towarzyszy chorym i umierającym w ostatnich chwilach ich życia. To grupa ochotników – wolontariuszy, dla których liczy się przede wszystkim pomoc innym. Z roku na rok w różnych zakątkach świata działa ich coraz więcej.

Ich słuchaczami są osoby przebywające w hospicjach i domach dla emerytów. Wielu pacjentów nie jest w stanie już nic powiedzieć, są unieruchomieni. W ten sposób chór wraz ze swoim śpiewem wnosi w ich życie radość i poczucie jedności.

 

Początkiem były własne doświadczenia

Inspiracją do założenia chóru była historia, która wydarzyła się w życiu Kate Munger. To właśnie ona założyła pierwszy chór w Bay Area w 2000 roku. Czuwała wtedy przy łóżku swojego przyjaciela, który zmarł na AIDS i znajdował się w śpiączce. Kobieta, ilekroć w swoim życiu czuła strach, to zaczynała nucić piosenkę. Śpiew dodawał jej odwagi. Pomyślała, że w podobny sposób może pomóc swojemu przyjacielowi.

Robin Rose jest odpowiedzialna za powstanie chóru w Seattle. Mieszkała kiedyś w Sainta Cruz w Kalifornii i tam dowiedziała się o pomyśle Kate.

„Chór Przejścia” śpiewa dla tych, którzy są umierający i znajdują się na mecie swojego ziemskiego życia. Niektórzy już przebywają w hospicjum, nie mogą nawet porozmawiać.

Robin Rose po raz pierwszy doświadczyła pomocy „Threshold Choir” gdy zachorowała na raka i była po poważnej operacji. „Znajdowali się na końcu mojego łóżka i śpiewali piękną muzykę, spojrzałam na nich, a wyraz ich twarzy był tak ciepły i pełen miłości” – wspomina w jednym z wywiadów Rose. Kobieta około 10 lat temu zachorowała na raka i przeszła skomplikowaną operację.

„Threshold Choir” składa się z 30 wokalistek. By stać się jedną z nich, nie trzeba przechodzić specjalnych przesłuchań.  Wolontariusze są zobowiązani do uczestniczenia w dwóch próbach miesięcznie i do comiesięcznych występów.

 

Liczą się intencje

Dla Karen Ward, jednej z członkiń, w byciu częścią zespołu liczy się przede wszystkim intencjonalność, a nie muzykalność: „Jak długo będziemy połączeni wspólną modlitwą i intencjami, które ofiarowujemy, to wszystko będzie dobrze. I odwrotnie, nawet jak wszystko zaśpiewamy doskonale, ale nie będzie tego połączenia, to nie jest to dobre”.

Niektórzy ludzie znajdują się już tak blisko śmierci, że dla ochotników-wolontariuszy z „Threshold Choir” to jedyna szansa, by im zaśpiewać przed odejściem.

Marcia McLaughlin, która śpiewa w chórze, wyjaśnia:

Myślę, że to ważne, by osoba, której śpiewamy nie została nagle skonfrontowana z czym, co ją kompletnie nie idzie w parze z jej systemem wartości.

Wolontariusze śpiewają również w domu dla emerytów, dając starszym, schorowanym ludziom wiele radości i spokoju, którego tak bardzo potrzebują. Gdy ktoś umiera, to bliscy dzwonią i pytają, czy chór może przyjść. „Jeśli tylko mamy wolną chwilę, to tak robimy” – tłumaczy Vickie Pellecchia.

 

 

Zgodnie z indywidualnymi potrzebami

Chór przyjeżdża także do tych osób, które nie mają już rodziny. Piosenki są krótkie i proste w swojej treści. Nie nawiązują do żadnej religii ani ideologii. Nie chodzi, by narzucać komuś wiarę. Repertuar dostosowany jest do indywidualnych potrzeb. Słowa odnoszą się do miłości, nieraz przepełnione są nutką smutku. Nigdy nie wiadomo, jak konkretna osoba zareaguje na śpiew. „Jeśli piosenka jest religijna, a ktoś ma złe doświadczenia z religią to piosenka może wywołać smutek lub gniew” – przyznaje jedna z członkiń chóru z Seattle.

Jeśli ktoś jest niespokojny, nie może się wyciszyć to chór dobiera muzykę uspokajającą.

Jak tłumaczy Collen Fiegel, która śpiewa w „Thershold Choir” w Seattle, niektórzy słysząc słowo „chór” myślą o dużej grupie ludzi, ale „nasza grupa jest bardzo kameralna”.

 

Zmiana podejścia do śmierci

W tym wszystkim nie chodzi o naukę muzyki. Podczas organizowanych sesji treningowych członkowie na zmianę siadają w rozkładanym fotelu. Pozostałe osoby wtedy śpiewają. Ćwiczenia mają umożliwić doznania publiczności podczas koncertu.

Wokalistki na swoje występy zabierają rozkładane krzesełka, by mieć pewność, że osoby, którym będą śpiewać będą na wysokości ich oczu.

Sesje muzyczne trwają od 10 do 15 minut. Czasami osoby, które nie mogą mówić, „odpowiadają” ruchami ciała. Jeśli ich stan pozwala im na śpiewanie, to robą to razem z chórem. Emocje są nieraz tak duże, że trudno wokalistkom powstrzymać łzy. Mimo wzruszeń, śpiewanie jest dla nich radością i przyjemnością, a nie przymusem.

Okazuje się, że pacjenci nieraz sami podejmują rozmowę, opowiadają o czasach młodości i żałują tego, czego nie zrobili. W ostatnich chwilach wielu osobom towarzyszy nie tylko radość i spokój, ale również niemoc, często płaczą.

Obecnie na świecie działa 150 chórów.

Źródła: threshold.choir.org; crosscut.com; nola.com

Czytaj także: Ich bliscy wyszli z domu i nie wrócili… Poruszający występ w „Mam Talent”

Czytaj także: Jak śpiewać chorały gregoriańskie? Zobacz ten prosty przewodnik!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail