Aleteia

Szkaplerz św. Michała Archanioła i walka duchowa, bez której życie wewnętrzne zamiera

ARCHANGEL MICHAEL
Udostępnij

Myliłby się ten, kto by sądził, że zwalczanie zła to zwalczanie człowieka, który źle postępuje. Linia frontu w wojnie duchowej przebiega gdzie indziej.

Trzy zobowiązania

To był ciepły jesienny dzień w środku tygodnia, pięć lat temu. Po odwiezieniu dzieci do szkoły wstąpiłam do kościoła na mszę świętą. Okazało się, że w tej parafii akurat była figura św. Michała Archanioła z Gargano, która w ostatnich latach robi „tournée” po Polsce. Po mszy można było przyjąć szkaplerz św. Michała.

Zanim się zdecydowałam, dowiedziałam się dokładnie, do czego się zobowiązuję. Były to trzy rzeczy: noszenie szkaplerza, codzienna modlitwa do św. Michała i szerzenie jego kultu. Dwie pierwsze udaje mi się, jak na razie, robić. Na trzecią jakoś nie miałam pomysłu. Więc postanowiłam napisać coś na ten temat.

 

Plaża i Geonosis

W modlitwie, którą codziennie odmawiam:

„Św. Michale Archaniele, wspomagaj nas w walce, a przeciw podstępom i niegodziwości złego ducha bądź dla nas obroną. Niechaj go Bóg pogromić raczy, a ty, wodzu niebieskich zastępów, szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą strąć do piekła. Amen”

są dwa kluczowe dla mnie słowa: „wspomagaj” – bo dobrze wiem, że bez pomocy z góry byłoby ze mną marnie; i słowo „walka”, które przypomina mi, że moje życie to nie piaskownica ani plaża, tylko raczej – trzymając się piaskowej stylistyki – bitwa na pustynnej planecie na Geonosis z „Gwiezdnych wojen”.

 

Walka nie jest zła

„Walka”, „wojna”, „bitwa” – te słowa nie kojarzą się dobrze. Trudno, żeby się dobrze kojarzyły konflikty zbrojne, walka o przetrwanie za marną pensję czy choćby konflikt teściowa-synowa.

Ale przecież nie każda walka jest zła. Zwłaszcza w życiu duchowym zmagania i trud wydają się czymś niezbędnym. W końcu my, ludzie wierzący, mówimy o sobie, że jesteśmy „Ecclesia militans”, czyli Kościołem wojującym.

Póki żyjemy na tym świecie, mamy do czynienia nie tylko z dobrem i miłością, ale również ze złem. I na to drugie musimy reagować. Nie bez powodu w modlitwie za zmarłych prosi się dla nich o wieczny odpoczynek. Widać tu założenie, że doczesność to przede wszystkim trud i walka.

 

Linia frontu

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że zwalczanie zła to zwalczanie człowieka, który źle postępuje. Owszem, istnieją chore idee oraz ludzie, którzy krzywdzą innych i samych siebie. Ale wtedy: „grzeszących upominać”, „nieumiejętnych pouczać”, „wątpiącym dobrze radzić” – a wszystko to z szacunkiem i miłością dla grzeszącego, nieumiejętnego czy wątpiącego.

Linia frontu w wojnie duchowej przebiega przez środek mojego serca. Mam walczyć ze swoją pychą, lenistwem, egoizmem, niecierpliwością i wieloma innymi grzechami. To musi być walka na serio – choć toczona z Bożą pomocą.

Jak mówi powiedzenie, z prądem płyną tylko zdechłe ryby. Te, które żyją, poznaje się po tym, że walczą z nurtem. Jeśli o nic nie walczę w życiu duchowym, to może znaczy, że życie we mnie zamiera?

 

Furia złego

Chyba każdy, kto stara się żyć z Bogiem, doświadcza czasem przedziwnego zjawiska, że kiedy stara się o coś dobrego, napotyka zastanawiające, niespodziewane i nieproporcjonalne przeciwności. Najwyraźniej dobre postanowienia i plany wywołują furię złego ducha.

Warto o tym pamiętać, kiedy zabieramy się za coś dobrego, i być przygotowani na trudności. A kiedy przeżywamy miły i przyjemny etap, możemy dziękować Bogu, że pozwala nam „odpocząć przy Swoim sercu” (jak pisała św. Faustyna), i gotować się do następnej batalii.

Wielu dobrych, pięknych walk życzę wam i sobie!