Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Annalena Tonelli – żyć i umrzeć z miłości do najbardziej pogardzanych

ANNALENA TONELLI
Udostępnij

Zgromadzeni pod szpitalem chcą „tej kobiety”, grożą jej. „Śmierć Annalenie” – krzyczą. Sytuacja trwa przez wiele miesięcy. Annalena Tonelli nie zrobiła niczego złego, a całe życie poświęciła najuboższym z ubogich, w tym swoim ukochanym trędowatym. Wiedziała, że ją zabiją. A jednak nie żałowała niczego i protestowała, kiedy ktoś mówił o jej poświęceniu.

Delikatna Włoszka, która w wieku pięciu lat postanowiła całe życie poświęcić dla tych najbardziej odrzuconych. Kiedy po raz pierwszy spojrzałam na jej zdjęcie, od razu zachwyciło mnie jej jasne spojrzenie. A przecież jej oczy patrzyły na ludobójstwo w Kenii, na tyle śmierci i cierpienia w Somalii, którą nieliczni odwiedzający ludzie Zachodu nazywali piekłem na Ziemi.

 

Afrykańska mama z Włoch

Annalena Tonelli nie należała do żadnej organizacji pozarządowej, nie była też zakonnicą. O sobie mówiła „Jestem nikim” – nie chodziło jej o fałszywą skromność, ale o to, że nie chciała, żeby poświęcano większą uwagę jej niż jej biednym, którzy dla świata byli „nikim”.

Wyjechała do Kenii zaraz po skończeniu studiów prawniczych. „Nie była normalna – w najlepszym znaczeniu tego słowa” – mówili o niej przyjaciele. „Swoje życie uczyniła piątą Ewangelią, była chrześcijanką jutra” – dodawali.

Bardzo zdolna, mogła spełniać się w karierze prawniczej, wieść wygodne życie. Postępuje wbrew powszechnej logice, zawsze szuka najbardziej odrzuconych, najmniejszych. Jest niesamowicie czuła, nie boi się głaskać okaleczonych ciał trędowatych. Zawsze znajduje dla nich czas, więc śpi zaledwie kilka godzin na dobę. Nocami studiuje na własną rękę medycynę. I modli się. Ubodzy jej nie rozumieją – dlaczego biała chrześcijanka, w dodatku niezamężna, przyjeżdża do niemal całkowicie muzułmańskiej Somalii, z której ucieka, kto tylko może? Nie rozumieją, ale zaczynają nazywać swoją mamą.

 

Niech świat się dowie

Rok 1984, kenijskie siły bezpieczeństwa atakują etnicznych Somalijczyków, ludobójstwo które przejdzie do historii pod nazwą masakry w Wagalii. Pięć tysięcy z nich jest trzymanych bez wody i jedzenia, torturowanych, potem niemal wszystkich zabijają. Annalena nie miała prawa być w pobliżu, ją również mogli w każdej chwili zabić. Mimo to próbuje ratować rannych, grzebać zamordowanych.

Po latach, na spotkaniu w Forli przyznaje, że po tym co widziała, była przekonana, że już nigdy nie będzie mogła się uśmiechać. Potem jednak na nowo zobaczyła, jak wielu jest na świecie ludzi dobrej woli. Uśmiech powrócił.

Najczulsza dla swoich ubogich, w kontaktach z dzierżącymi władzę była surowa, nie bacząc na konsekwencje dla swojego bezpieczeństwa. Wszyscy inni pracownicy humanitarni uciekli. To dzięki niej informacje o masakrze w Wagalii przedostały się do zachodniego świata. Pomogło to zatrzymać ludobójstwo, ale kilka tysięcy ludzi już nie żyło. Bardzo możliwe, że bez niej ta liczba byłaby jeszcze wielokrotnie wyższa.

W Kenii stała się wrogiem, zastawiano na nią zasadzki, w końcu nie przedłużono jej prawa pobytu i musiała wracać.

 

Dwie tuniki, jeden posiłek, porwania i pobicia

Tym razem zdecydowała się pojechać do Somalii. Stworzyła tam szpital m.in. dla trędowatych i chorujących na AIDS, szkołę dla dzieci niesłyszących, zorganizowała wydawanie posiłków i lekarstw, aktywnie działała przeciwko obrzezaniu kobiet (FGM). Zawsze w ruchu, brała na siebie niewyobrażalne ilości pracy. Mimo to, każdego kogo spotykała, zapamiętywała po imieniu: to byli jej Mohamed, jej Assia, jej Aden.

Kilkakrotnie była porywana, bita, ukradziono jej samochód, którym jeździła do chorych, nieustannie grożono jej śmiercią. Naraziła się tym, że pieniądze, które dostawała, przekazywała zawsze najbiedniejszym, a nie lokalnym możnym. Nic nie zostawiała dla siebie, miała tylko dwie tuniki, jadła zazwyczaj jeden skromny posiłek dziennie.

 

Dlaczego nikt nie pielęgnuje ludzi?

Kenii i Somalii poświęciła 35 lat. Wiedziała, że chcą ją zabić, ale chciała służyć do końca. „Moja śmierć czy choroba nie będzie w żaden sposób inna od śmierci i chorób dorosłych i dzieci, które umierają na naszych oczach każdego dnia, na schodach naszego domu. Muszę być z nimi, żyć i umierać z nimi. Mogłabym żyć i umrzeć z miłości. Czy będzie mi to dane?” – pisała w ostatnich listach do bliskich.

Zainspirowana pisarzem Antoine de Saint-Exupérym pytała o to, dlaczego, choć istnieje tylu ogrodników dbających o róże, to brakuje tych, którzy zatroszczyliby się o ludzi, o dzieci. Jak pozostawieni sami sobie mogą kwitnąć? Dlaczego nikt nie chce ich pielęgnować? Im bardziej ktoś był pogardzany, tym bardziej ona go kochała. „Świat cierpi na głód czułości” – mówiła.

 

Czyny, nie rezultaty

„W moim długim już życiu doświadczyłam wiele razy tego, że nie ma takiego zła, które by nie zostało wyciągnięte na światło dziennie, nie ma prawdy, która pozostałaby ukryta. To, co jest ważne to to, aby kontynuować walkę tak, jakby prawda była już ujawniona, złe czyny nas nie dotykały, a zło nie triumfowało. Pewnego dnia dobro zwycięży. Boga prosimy o siłę, abyśmy potrafili czekać” – pisała.

Jej walka o najuboższych z ubogich poruszała wszystkich. Jeden z muzułmańskich przywódców religijnych powiedział Somalijczykom, że jeżeli chcą dostać się do raju, to powinni postępować tak jak ta chrześcijanka. Jak Annalena Tonelli.

Podkreślała, że Jezus Chrystus mówił o czynach, a nie rezultatach. Mamy kochać człowieka, a nie wpisywać go w nasze statystyki sukcesów.

 

Miłość nie umiera

5 października 2003 roku Annalena idzie do swoich chorych. Ktoś do niej strzela i ucieka. Pod szpitalem ustawia się długa kolejka Somalijczyków, którzy chcą oddać krew dla swojej „Mammy”. Czują, że bez niej zostaną sierotami. Umiera pół godziny później.

Nigdy nie chciała być znana, zawsze unikała mediów. Miała siwe włosy, zmarszczki, ubierała się bardzo skromnie, ale gdy tylko zobaczyłam jej zdjęcie, od razu zachwyciłam się promieniującym z niej pięknem. Mówiła, że tylko miłość ma sens. I sama tą miłością była.

Czytaj także: Kenia. Historia uratowanej dziewczynki, ofiary handlu ludźmi

Czytaj także: Ma 93 lata. I właśnie poleciała na wolontariat do Kenii

Czytaj także: Dr Helena Pyz od 30 lat pracuje wśród trędowatych: Ja im nie niosę pomocy, ja z nimi jestem

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail