Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Świat nie lubi ciszy, podobno to strata czasu. Sprawdzam! I zaglądam do ogrodu Eden

CISZA
Niklas Sagren/Unsplash | CC0
Udostępnij

Cisza z Bogiem to wstęp do nieba. Świat mi ją zagłusza. Szatan mi ją zagłusza i do końca życia nie odpuści. Dlatego chcę tej walki, bo gdyby się zakończyła, znaczyłoby to, że się poddałem.

Strata czasu?

Jestem melancholikiem. Lubię ciszę, lubię się zamyślić, lubię się odizolować, a z drugiej strony tej ciszy się boję. Są takie momenty, dni, tygodnie, że perspektywa spędzenia kwadransa w absolutnym milczeniu i bez żadnego „gadacza” w tle jest dla mnie nie do zrobienia – żebym przypadkiem czegoś o sobie nie odkrył, nie doszedł to trudnych wniosków na swój temat.

Poza tym potrwanie chwilę w ciszy odruchowo kojarzy mi się niesłusznie ze stratą czasu.

Cisza jest niemodna. Nikt w jej trakcie nam nic nie sprzeda, nie pokaże mema, nie dotrze z kolejnym „breaking newsem”, nie obciąży kolejną stertą obowiązków. Świat nie lubi ciszy, bo myśli, że jest bezproduktywna. Otóż nie jest. W moim życiu jest ona nieodzowna. Dlaczego?

Czytaj także: S. Borkowska OSB: W Królestwie Bożym tak daleko sięga moja ziemia, jak daleko sięga moja cisza

 

1
Adam to ja

Lubię ciszę, a z drugiej strony się jej boję. To chyba jest wpisane głęboko w męską tożsamość od samego stworzenia. Jeden z opisów na początku Księgi Rodzaju podaje nam następującą kolejność: Bóg stwarza mężczyznę, Bóg zasadza ogród w Edenie, Bóg stwarza kobietę.

Według tego opisu Adam wie, jak wygląda życie bez raju, zna pewien wymiar odosobnienia, samotnej pracy nad uprawą ziemi. Adam ma wpisany w swoją tożsamość szczególny rodzaj relacji sam na sam z Bogiem.

Możliwe, że dlatego mam tendencje, by odpływać w myślach i po prostu być samemu, a z drugiej strony boję się być poza rajem. Jednak Bóg czasami jakby woła mnie poza raj, bym skupił uwagę tylko na Nim i bym zobaczył bardziej jaskrawo swoje słabości. Znam życie poza rajem. Momenty wyjścia właśnie tam są mi potrzebne, by zobaczyć siebie z dystansu, realnie.

 

2
Nie zwariować

Raj traktuję bardzo dosłownie. Mam go na co dzień w domu, bo jestem rodzynkiem pośród trzech tyleż pięknych, co emocjonalnych przedstawicielek płci pięknej (i czwartej w wieku niemowlęcym na dodatek).

Momenty ciszy są więc dla mnie po prostu niezbędne. Muszę wyjść, chociażby ze śmieciami, muszę wziąć parę głębszych oddechów, odciąć się od domowego zgiełku, czasami wyjechać na jakiś dzień skupienia (tu bezcenna jest wspólnota, która wspaniale wypełnia tę potrzebę), by wracać jako pewien zwornik rodziny, ktoś, kto prowadzi, panuje nad sytuacją, nad swoimi emocjami i potrafi być ponad emocjami innych.

Bóg przez ciszę, bycie tylko z Nim, daje mi tę łaskę.

Czytaj także: Nic do oglądania – tylko kawałek hostii, nic do słuchania – tylko cisza. O co chodzi w adoracji?

 

3
Kontakt z kolegą z raju

Jest ze mną w tym raju ktoś jeszcze. Mam Anioła Stróża. Każdy go ma. Nie jest to dogmat, ale Kościół wierzy w tych Bożych posłańców.

Zawsze bardzo przemawiające było dla mnie porównanie dobrych i złych aniołów (demonów). Ci drudzy drą mi się do ucha, chcą mnie zarzucić swoimi propozycjami łatwego i lekkiego życia bez zasad, a ci pierwsi mówią cicho i nie na siłę, ale mają dla mnie najlepsze możliwe rozwiązania.

Żeby usłyszeć tych drugich, przez których mówi Bóg, potrzebuję wrażliwego serca, które potrafi odbierać ich sygnały. To być może jest odpowiedź na pytanie, dlaczego o Aniele Stróżu przypominam sobie tylko na przełomie września i października, kiedy jest liturgiczne wspomnienie tego mojego szczególnego pomocnika i całego zastępu jego kolegów.

 

4
Wenanty, czyli produktywność na maksa

Franciszkański Sługa Boży zmarły niemal 100 lat temu w Kalwarii Pacławskiej zyskuje ostatnio dużą popularność. Ojciec Wenanty Katarzyniec miał taki zwyczaj, że, kiedy tylko była możliwość, co godzinę wymykał się ze swojej celi czy innego miejsca pracy i szedł przed Najświętszy Sakrament, by się zameldować i przez parę minut trwał nieruchomo. To był niewątpliwie człowiek ciszy.

Jak on to robił, że z jednej strony potrafił co godzinę przerywać pracę, a z drugiej strony był do bólu produktywny? Zapewne tajemnica tkwi w tym, dla Kogo tę pracę przerywał. W przypadku Wenantego mamy do czynienia z najwyższym „levelem” praktykowania ciszy.

Ten człowiek pokazuje mi jasny cel: cisza w twoim życiu to droga do pracy w absolutnej jedności z Bogiem – czy będziesz kopał rowy czy pisał rozprawy filozoficzne, momenty ciszy sprawią, że ta praca będzie przybliżać cię do nieba.

Swoją drogą czy nie tak było z innym franciszkaninem, przyjacielem o. Wenantego, św. Maksymilianem Kolbe? Najpierw był redaktorem, a potem, po aresztowaniu pracował fizycznie w obozie i był to dla niego swego rodzaju wstęp do nieba. I tak to chyba ma być.

Cisza z Bogiem to wstęp do nieba. Świat mi ją zagłusza. Szatan mi ją zagłusza i do końca życia nie odpuści. Dlatego chcę tej walki, bo gdyby się zakończyła, znaczyłoby to, że się poddałem.

Czytaj także: „Ustawialiśmy się w kolejce do ubikacji i w ciszy modliliśmy się”. Podziemna ewangelizacja w gułagach Korei Północnej

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail