Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Po to nam Bóg dał życie, żebyśmy radośnie szli po świecie”. Pogrzeb Jana Kobuszewskiego

JAN KOBUSZEWSKI
Bartosz Krupa/EAST NEWS
Udostępnij

„Nie będę dla kariery czy dla jakiegoś złamanego grosza mówić tego, w co nie wierzę” – postanowił na początku drogi zawodowej i był tym słowom wierny do samego końca. Dziś pogrzeb Jana Kobuszewskiego.

Gdy się urodził, jego ojciec Edward powiedział do żony półżartem: „Alinko, dlaczego mi to zrobiłaś?”. Chciał mieć bowiem trzecią córkę (państwo Kobuszewscy byli już rodzicami 13-letniej Hani i 14-letniej Marii). Rodzice okazywali Jasiowi wiele czułości, a starsze o kilkanaście lat siostry traktowały brata jak synka. „Moja rodzina to byli mocno wierzący i praktykujący katolicy, dlatego też wiarę wyniosłem z domu. (…) Nie wiem, jaką rolę odgrywa czy nie odgrywa wiara w innych ludzkich stworach. We mnie – decydującą” – opowiadał Jan Kobuszewski w rozmowie z o. Robertem Mirosławem Łukaszukiem, paulinem, który był jego serdecznym przyjacielem.

 

Jan Kobuszewski: Nie można klepać pacierzy

Aktor, podobnie jak jego ojciec, był wielkim pasjonatem Warszawy. W dzieciństwie i w młodości najchętniej zwiedzał ją właśnie z tatą, który popołudniami, po powrocie z pracy, zabierał go na spacery, w trakcie których zapoznawał syna z historią miasta, wyjaśniał mu pochodzenie nazw ulic, ale też wstępował z nim na krótką modlitwę do mijanych po drodze świątyń: „Ojciec opowiadał mi nie tylko dzieje każdej ulicy, ale i każdego domu. Chodziliśmy i na Stare Miasto, i na Nowe Miasto, zwiedzaliśmy wszystkie kościoły”.

Od wczesnych lat był ministrantem. Do Pierwszej Komunii Świętej poszedł w krótkich spodenkach i marynarce. Garniturek ten był jedynym prezentem, na jaki stać było niezamożnych rodziców. „Na żadne zegarki i inne „luksusy” absolutnie nie było pieniędzy i nie miałem o to pretensji” – wspominał po latach. Ogromną wartość duchową i sentymentalną miał dla niego obrazek, który tamtego dnia dostał od ukochanej ciotki, a który do ostatnich dni życia aktora stał u niego w pokoju. Ilekroć na niego spoglądał, wracały miłe wspomnienia.

Modlitwa, którą przesiąkł w dzieciństwie, była dla aktora ważnym punktem odniesienia również w dorosłym życiu: „Credo, wyznanie wiary… To nie są tylko modlitwy, ale wyznania, z którymi ja żyję od dziecka (…). Moim zdaniem nie można klepać pacierzy. Jak się mówi Ojcze nasz, który jesteś w niebie, to trzeba mieć świadomość tego Ojca, który jest w niebie”.

 

Kobuszewski: Po to nam Pan Bóg dał życie, żebyśmy radośnie szli po świecie

Świadomość obecności Ojca, który jest w niebie, i który błogosławi ludziom już tu, na ziemi, towarzyszyła aktorowi przez całe życie. Miała też znaczący wpływ na jego wybory i decyzje zawodowe. Aktor nigdy nie przyjął propozycji zagrania w filmie czy w sztuce teatralnej, która wiązała się z mówieniem czegoś, co godziłoby w Kościół czy samego Boga. „Nie będę dla kariery czy dla jakiegoś złamanego grosza mówić tego, w co nie wierzę” – postanowił na początku drogi zawodowej i był tym słowom wierny do samego końca.

Potrafił znaleźć jasne strony życia i na nich się skoncentrować. Twierdził, że radość jest darem Pana Boga, z którego warto obficie korzystać: „Po to nam Pan Bóg dał życie, (…) żebyśmy radośnie szli po tym wspaniałym Bożym świecie – do Niego”. Był człowiekiem serdecznym i pogodnym, i wierzył, że Bóg też taki jest. Nie lubił, gdy inni, w tym księża, mówili, że Jezus jest surowy. Zwyczajnie się z tym nie zgadzał: „Chrystus rzadko się złościł. Mam trochę pretensje do kaznodziejów, którzy przedstawiają Chrystusa karzącego, takiego niesłychanie ortodoksyjnego. Ja widzę Go uśmiechniętego. Taki był! Pozwólcie dzieciom przyjść do Mnie…, pamiętam jak dziś (…). Ponieważ Zbawiciel był (i jest) Miłością, to ja Go wciąż widzę uśmiechniętego”.

Jan Kobuszewski zmarł 28 września 2019 r. „Nasze serca płaczą w obliczu tej smutnej wiadomości. Odszedł (…) człowiek wielkiego formatu, wybitny aktor, jedna z najważniejszych postaci polskiego teatru, nasza Opoka, Mistrz, niedościgniony wzór. Pogrążeni w wielkim smutku, nie jesteśmy w stanie wyrazić ogromu tej straty. Ostatni czas był dla niego niezwykle trudny i pełen cierpienia, które znosił z wielką pokorą. W tym cierpieniu prosił i czekał na spotkanie z Panem Bogiem (…)” – napisał na Facebooku zespół Teatru Kwadrat, w którym pracował. Dziś pogrzeb aktora.

*Cytaty pochodzą z książki „Patrzę w przyszłość (i przeszłość) z uśmiechem i radością. Jan Kobuszewski w rozmowie z o. Robertem Łukaszukiem OSPPE”, Wydawnictwo Edycja Świętego Pawła, 2008

Czytaj także: Była u szczytu kariery aktorskiej. Wybrała życie za klauzurą

Czytaj także: Krystian Wieczorek: Bóg daje właściwą perspektywę, definicję miłości, pełnię [wywiad]

Czytaj także: Polskie gwiazdy, które nie wstydzą się wiary w Boga

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail