Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jak możesz dbać o siebie, gdy masz kosztowny dar wrażliwości

KOBIETA
Yoann Boyer/Unsplash | CC0
Udostępnij

Napisałam w tytule „kosztowny”, choć wahałam się, czy nie użyć określenia „cenny”. A to nie to samo. Cenny, bo potrafi ubogacać życie – swoje i ludzi wokół. Kosztowny, bo również sporo kosztuje. I dlatego potrzeba umieć zadbać o siebie, by nie stał się zbyt ciężkim brzemieniem.

Wielkim odkryciem był dla mnie termin „osoba wysoko wrażliwa”. Okazało się, że ze swoim przeżywaniem świata – nie jestem do niego niedopasowana. Zbyt zmęczona, gdy dzieje się zbyt wiele. Przytłoczona hałasem, kolorami, ilością ludzi. Mało odporna na nagłe zmiany. I „za mało odporna”, gdy w nocy słucham kropel deszczu stukających o okna dachowe, bo w ciągu dnia wydarzyło się zbyt wiele, albo aż tyle ma nastąpić dnia następnego. I to nie ja jestem niedopasowana do reszty, gdy potrzebuję więcej czasu, by coś przeżyć, nazwać, zrozumieć. No. Wielką ulgą było pomyśleć, że jestem wysoko wrażliwa. I że jest nas na świecie więcej. I by móc dobrze funkcjonować, nie potrzebujemy dostosować się do „świata”, ale raczej dawkować świat do swoich możliwości.

 

Wrażliwość – cenny dar

Tak, wrażliwość to cenny dar. To zdolność zauważenia maleńkiego listka kołyszącego się na kałuży. Kąta padania cienia, który akurat sięga krawężnika. To współczucie komarowi we wrześniowy dzień, że nadchodzi jego ostatnia chwila. To cisza w domu rozpisana na tykanie zegarów i brzęczenie żarówki. To muzyka, której nie zawsze da się słuchać, bo czasem wzbudza tak wiele uczuć, że trudno sobie z nimi poradzić.

Wrażliwość pozwala zauważyć staruszkę, która nie ma siły otworzyć drzwi. Podkrążone oczy kasjera w sklepie, który mógłby wydawać się nieuprzejmy, bo w ogóle na ciebie nie patrzy. Drżenie czyjejś dłoni, ukryty za uchem aparat słuchowy, płaszcz pachnący gotowanym godzinę temu rosołem, uśmiech, za którym kryją się powilgotniałe oczy. Wrażliwość jak radar zbiera te wszystkie sygnały i nie przestaje ich przetwarzać. Pozwala drugiemu poczuć się zauważonym. W takim sensie, który dotyka bardzo głęboko. A z drugiej strony, z powodu swej intensywności, powoduje potrzebę oddalenia. By radar się nie przepalił.

 

Mniej bodźców

I to pewnie pierwsza rzecz, o którą potrzeba zadbać, by wrażliwość nie kosztowała więcej, niż możemy zapłacić: ograniczanie bodźców. Wybieranie, ile możemy ich znieść i przetworzyć, a ile to już będzie za dużo. Pozwalanie sobie na decyzje, które będą mnie chronić przed przeciążeniem. Ile czasu chcę spędzić na przyjęciu? Z iloma osobami porozmawiać? Nie istnieje przecież obowiązek dialogowania z każdym. Jeśli męczą mnie historie z wieloma detalami, które wydają się nie mieć końca – mogę zawsze próbować sprowadzić je do takiego rodzaju kontaktu, który ma dla mnie znaczenie. Mogę zapytać: „A co dla ciebie jest najważniejsze?”. Albo powiedzieć: „Fajnie się gadało, dziękuję ci! Do zobaczenia”.

Gdy znam swoje możliwości, mogę wybrać, ile czasu spędzę w zatłoczonym sklepie albo kiedy w ogóle się do niego wybiorę, by uniknąć tłumu. Najcenniejsze podpowiedzi na temat tego, co naszej wrażliwości się przysłuży, a co obciąży ponad miarę, znajdziemy w naszym ciele. Ból głowy, skurcz żołądka, zesztywnienie mięśni, mdłości – one mówią o tym, czego bardzo nie chcemy i na co nie mamy zasobów. I ogromnie pomaga to sprawdzanie, co u mnie słychać, czego było/jest za dużo i czego potrzebuję, by wrócić do równowagi.

 

Chwila wyciszenia

Dobrze jest uczyć się, co pomaga się regenerować. Szukać chwil bezpieczeństwa i wyciszenia. Warto siebie pytać: co to dla mnie jest? Jazda pociągiem? Spacer w ulubione miejsce? Słuchanie muzyki? Picie herbaty i czytanie gazety? Ubranie się w miękki polar? Chodzenie po domu na boso?

Bardzo ostatnio poruszyły mnie słowa Karoliny Plichty, terapeutki par i jednej z autorek piszących dla Aletei, która namawiała w swojej facebookowej relacji, by zaprzyjaźnić się z kocem. Bo trudno może być przytulić samego siebie, ale otulić się ciepłym kocem już jest łatwiej. Można dzięki temu uczyć się traktować siebie w sposób pełen zaopiekowania i czułości.

I tak myślę, że warto siebie ze swoją wrażliwością otulać. By mogła być nie drenującym bagażem, który zostawia bez sił, ale darem, który pomaga doświadczać piękna życia.

Czytaj także: 3 proste sposoby na relaks dla mam

Czytaj także: Natalia Białobrzeska o akcji #JestemWystarczająca: kobiety wreszcie czują ulgę

Czytaj także: Bądź sam dla siebie wsparciem, czyli jak budować relację z samym sobą

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail