Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Mężnie stanął w obronie swych parafian i zginął jak męczennik. Nowy błogosławiony

© FSI
Les chrétiens tenant la palme du martyre.
Udostępnij

Ojciec Alfred Cremonesi mógł opuścić zagrożony teren, wolał jednak pozostać ze swym ludem. Zginął tylko on. Inni ocaleli.

Błogosławiony misjonarz

W sobotę 19 października w katedrze pw. Wniebowzięcia Matki Bożej w mieście Crema w Lombardii w Północnych Włoszech zostanie ogłoszony błogosławionym pochodzący z tych stron misjonarz o. Alfred Cremonesi. Zginął on jako męczennik w wieku niespełna 51 lat w Birmie (dzisiejszy Mianmar).

Uroczystości, która odbędzie się w przededniu Niedzieli Misyjnej, będzie przewodniczył prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Angelo Becciu. Poniżej podajemy krótki życiorys nowego błogosławionego.

 

O. Alfred Cremonesi

Alfred (Alfredo) Cremonesi urodził się 16 maja 1902 w Ripaltta Guerina (prowincja Kremona, diecezja Crema). Od dziecka pragnął zostać kapłanem-misjonarzem i już w wieku 9 lat wstąpił do niższego seminarium duchownego.

Po kilku latach jednak zachorował na ciężkie schorzenie węzłów chłonnych. Zdołał jednak pokonać chorobę, a swe cudowne wyzdrowienie przypisywał wstawiennictwu św. Teresy od Dzieciątka Jezus, do której żywił wielkie nabożeństwo. I to ona jako patronka misji wpłynęła na ostateczną jego decyzję życiową, gdy zastanawiał się nad swą przyszłością w Kościele.

W 1922 przyjęto go do Lombardzkiego Seminarium dla Papieskich Misji Zagranicznych (PIME) w Mediolanie i tam 12 października 1924 przyjął święcenia kapłańskie. Już w rok później udał się na misje do ówczesnej Birmy (dzis. Mianmaru) i 10 listopada 1925 przybył do miasta Toungoo (po birmańsku Taungngu mio) w południowo-środkowej części kraju, w XVI w. jego stolicy.

Poznawał tam miejscowy język i zwyczaje. Stamtąd po półrocznej posłudze misyjnej w sierpniu 1926 przeniesiono go do pobliskiego Jedasze, po czym w 1929 wyjechał do rozległej, zagubionej w górach wsi Dodoku, w której (z dwuletnią przerwą) pozostał już do końca życia.

Pełnił tam różne obowiązki – przede wszystkim więc ewangelizował miejscowych mieszkańców, ale troszczył się też o ich potrzeby materialne, oświatę i zdrowie. Dużo jeździł po bliższej i dalszej okolicy, a choć był cudzoziemcem, udało mu się zdobyć zaufanie ubogich mieszkańców tych ziem. Siły duchowe do tych działań czerpał z głębokiej modlitwy, wspieranej adoracją eucharystyczną, zwłaszcza nocną, zgodnie z zakonnym stylem życia, którego był wielkim zwolennikiem, wręcz entuzjastą.

 

Nie opuścił swego ludu

Przy całym tym intensywnym zaangażowaniu ewangelizacyjno-społecznym o. Cremonesi znajdował jeszcze czas na działalność publicystyczną, zamieszczając wiele artykułów w czasopiśmie swego zgromadzenia „Le Missioni Cattoliche”. Opisywał w nich swe doświadczenia i przemyślenia misyjne, a także bieżącą sytuację społeczno-polityczną Birmy.

Warunki życia znacznie pogorszyły się w latach II wojny światowej, która na tych ziemiach przejawiała się przede wszystkim ich okupacją przez wojska japońskie. Kapłan mógł opuścić zagrożony teren, wolał jednak pozostać ze swym ludem, któremu służył przez wiele lat.

I tak trudna sytuacja stała się jeszcze cięższa pod koniec wojny, gdy pod naporem wojsk amerykańskich i brytyjskich Japończycy musieli się w niesławie wycofać; uciekający żołnierze cesarscy rabowali co tylko się dało, często też zabijając stojących im na drodze miejscowych mieszkańców. W swym dzienniku i w listach do kraju misjonarz wspominał, że nie ma już nic do jedzenia: ani drobiu, ani ryżu, nie mówiąc o jakichś dobrach materialnych.

 

Uznany za męczennika

Najgorsze jednak miało nadejść z chwilą zakończenia wojny, a następnie – na początku stycznia 1947 – ogłoszenia niepodległości przez Birmę. Okazało się bowiem, że ludzie narodowości Karen, wśród których pracował włoski misjonarz, byli bardzo podzieleni w swym nastawieniu do władz centralnych.

Duża ich część, w tym miejscowi baptyści, chcieli utworzenia własnego państwa, podczas gdy katolicy byli lojalni wobec rządu. Byli więc źle postrzegani zarówno przez rebeliantów, jak i przez wojsko, które nie ufało im jako chrześcijanom, a więc obcym w buddyjskiej w większości Birmie. Wielu misjonarzy musiało opuścić kraj, ale o. Alfredo był lubiany przez wszystkich i początkowo nic mu nie groziło. Mimo wszystko w 1950 musiał opuścić Donoku i wrócił tam dopiero po 2 latach ze świadomością istniejącego nadal zagrożenia.

Po podpisaniu na Wielkanoc 1952 porozumienia o zawieszeniu broni między rządem a powstańcami kareńskimi sytuacja jakby się uspokoiła, ale tylko na krótko. W lutym 1953 do wioski wtargnęły niedobitki oddziałów rządowych, rozgromionych przez rebeliantów i podejrzewając miejscową ludność o sprzyjanie tym drugim, chciały ją wymordować i zniszczyć jej domostwa. W obronie swych parafian i wszystkich mieszkańców stanął mężnie o. Cremonesi i w efekcie tylko on zginął 7 lutego 1953. Jego wierni nie mieli wątpliwości, że była to śmierć za wiarę, dlatego uznano go za męczennika.

Obecnie zostanie on wyniesiony na ołtarze w czasie Nadzwyczajnego Miesiąca Misyjnego, w przededniu Światowej Niedzieli Misyjnej.

KAI/ks

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail