Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Co zrobić z niedojedzoną kanapką dziecka, z której zniknął ser, a masło jest wylizane?

DZIECKO, JEDZENIE
Kelly Sikkema/Unsplash | CC0
Udostępnij

Zagrajmy w otwarte karty. To nie jest tekst o przetwarzaniu rozpaćkanego jedzenia naszych dzieci. To jest tekst o tym, że te nasze skarby nagle zaczynają mówić „nie” i zostawiają nas na pastwę między innymi takich cudów, jak w tytule. Raz można to znieść z honorem, ale co z nimi zrobić na dłuższą metę? Nie z kanapkami, ale z dziećmi!

Ile trwa bunt dwulatka?

Zaczyna się około drugiego roku życia, ale chyba nigdy się nie kończy. A w każdym razie lepiej, żeby trwał wiecznie… Dlaczego? Bo to jest czas, kiedy dziecko uczy się mówić zdecydowane „nie”. Uczy się nie na najbliższy rok, ale na całe życie!

Nam, dorosłym, może się to niezbyt podobać, bo nagle się okazuje, że w rodzicielskim tańcu nie tylko my chcemy prowadzić. Miał dojeść kanapkę, ale „nie”. Trzeba założyć czapeczkę, bo wicher wieje, ale też „nie”. Trudno to wytrzymać, bez zmiany sposobu myślenia.

 

Poszukajmy jakiś pozytywów…

Bo w tym szaleństwie niedojedzonych kanapek jest metoda!

GRANICE – mówiąc „nie”, dziecko uczy się je stawiać. Co robisz, kiedy zabawa przestała być zabawna, jedzenie przyprawia cię o mdłości, albo ktoś zaczyna dotykać cię wbrew twojej woli? To proste: mówisz „nie”! Dziecko też tak robi, chyba że na siłę wmuszasz w nie zabawę, jedzenie czy dotyk. Wtedy może mieć problem ze stawianiem granic.

 

NAJWAŻNIEJSZE – mówiąc „nie”, dziecko uczy się walczyć o to, co dla niego ważne. Choć dla dorosłych właściwie nie ma większego znaczenia kolor skarpetek, kolejność osób wchodzących do domu, sposób ustawienia kubka na stole. W tych (z naszego punktu widzenia namolnych) chwilach dziecko walczy o najważniejsze. Od naszej zgody zależy, czy nauczy się również, że ta walka może skończyć się sukcesem.

 

BEZPIECZEŃSTWO – dziecko mówi „nie”, gdy czuje, że może być sobą i wyrażać siebie. Byliście niedawno razem u lekarza? W takich sytuacjach dziecko często chowa się za rodzicem. A kiedy lekarz zagaduje, to możesz usłyszeć cichutką, przeszytą strachem i onieśmieleniem odpowiedź „tak”. Ty wiesz, że to nie jest autentyczna odpowiedź twojego dziecka. Jeśli tobie mówi „nie” to właśnie dlatego, że wasza relacja nie jest oparta na strachu.

 

SAMOREGULACJA – mówiąc „nie”, dziecko sygnalizuje, że ma już czegoś pod dostatkiem. Ile razy masz do siebie żal, że jesz za dużo, kładziesz się za późno, ubierasz się za ciepło, bierzesz na siebie za dużo? Dzieci w sposób naturalny dokonują samoregulacji. Zasypiają, gdy jest im to potrzebne, rozpinają kurtki, gdy im za gorąco, nie godzą na więcej, niż chcą, jedzą, ile im potrzeba. Radzą sobie świetnie, ale my byśmy woleli inaczej…

 

O tym co, nie pasuje rodzicom

My, rodzice, przeważnie chcielibyśmy, żeby dzieci dojadły do ostatniego okruszka tę nieszczęsną kanapkę bez sera i z wylizanym masłem. Tylko czy warto łamać dziecięcą wolę w imię dobrego wychowania?

To nie znaczy, żeby nie sygnalizować, by zapiął kurtkę, czy nie dążyć do zjadania posiłku do końca (czego zresztą łatwiej się uczyć, gdy dziecko samo określa wielkość porcji). A przecież i dorosłym zdarza się nie dojeść posiłku lub chodzić w zimie w za lekkim ubraniu. Częściej niż to się wydaje, nie ma nic złego w pełnym szacunku odpuszczeniu.

 

Czy rodzice są dzieciom potrzebni?

Są sytuacje, w których odpuścić trudniej. Co zrobić, gdy nie chcemy, żeby dziecko wychodziło z domu w wietrzną pogodę bez czapki? Najpierw można dowiedzieć się, czy chodzi o „tę” czapkę, czy o wszystkie czapki świata.

A gdy i to nie przyniesie rozwiązania? Wtedy jako rodzice też mamy prawo powiedzieć „nie”. Nie mogę się na to zgodzić, bo jestem za ciebie odpowiedzialny, bo to przekracza moje granice, więc „nie”. Przy czym uzasadnionych sytuacji na rodzicielskie „nie” przeważnie jest znacznie mniej, niż jest ono faktycznie stosowane.

 

Co w końcu z tym dojadaniem kanapek!?

Dziecko nie chce i dorosły też czasem się brzydzi. Mali i duzi ludzie potrzebują świadomości i mocy, by mówić „nie”. Świadomość i moc mówienia „nie” rośnie wraz z wiekiem. Bo trzeba czasu, żeby nauczyć się lepiej rozróżniać te sytuacje, w których „nie” jest naprawdę konieczne, od tych, gdy jest bez znaczenia. Tego rozróżnienia dzieci uczą się od dorosłych. Nie przez słowa, ale przez naśladownictwo.

Niedojedzone kanapki moich dzieci przeważnie zjadam. Ale czasem są nawet dla mnie zbyt odrażające. Wtedy mówię „nie” i wyrzucam je do kompostu.

Czytaj także: (Bez)stresowe wychowanie? Jest coś ważniejszego

Czytaj także: Nie istnieją „wychowawcze klapsy”

Czytaj także: „Wychowanie bez ojców jest kulawe”. Marsz Świętości Życia na zdjęciach!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail