Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czy małżeństwo jest po to, by leczyć samotność?

MAŁŻEŃSTWO
fizkes | Shutterstock
Udostępnij

„Z tego spotkania, które leczy samotność, wypływa przekazywane życie i rodzina”. Zatrzymało nas to zdanie, kiedy spotykając się z grupką zaprzyjaźnionych małżeństw, zaczęliśmy czytać „Amoris Laetitia”. I padły ważne pytania. Co to właściwie dla nas znaczy? Czy po to jest małżeństwo, by leczyć samotność? Czy ona znika, bo dzielimy życie z mężem, żoną? I wreszcie: dlaczego jednak po świecie chodzi tylu osamotnionych małżonków?

Czuliśmy, że tak się nie da i nie o to chodzi – by sprowadzić drugiego człowieka do roli lekarstwa na samotność. Potrzeba bliskości i wspólnoty z drugim jest ogromnie ważna i małżeństwo wychodzi jej naprzeciw. Zarazem nie znam człowieka, który by nie doświadczał momentów, gdy ta najbliższa osoba wydaje się boleśnie najbardziej odległą, jakby nagle wystrzeliła się na inną planetę i nawet nie tyle machała stamtąd, co stała obrócona plecami, zajęta własną, egzotyczną dla nas galaktyką przekonań, przyzwyczajeń, pragnień.

 

Co służy więzi?

Kojarzy mi się z utopią zakochania taki pogląd, że gdy spotkam tę właściwą osobę, już nigdy nie będę samotna/samotny. I nie przestaję myśleć, że jest taki rodzaj samotności, który jest bardzo ważny i potrzebny każdemu, także w małżeństwie. To moment, w którym można spotkać siebie samego. Wtedy mogę uświadomić sobie, na czym mi zależy, co się u mnie dzieje i szukać sposobów radzenia sobie z trudnymi emocjami, by drugi człowiek nie stawał się śmietnikiem na nie. Samotność opowie też o miejscach szczególnie bolących i pustych, i tych, których wcześniej nie napełniły relacje we własnym domu. Ból pozwala dowiedzieć się, co zostało zranione, co jest głodne i co potrzebuje uzdrowienia. Bez tej przestrzeni spotkania z własnym człowieczeństwem będziemy sięgać po drugiego człowieka rzeczywiście jak po tabletkę na wszystko. Tylko czy tak się da i czy to służy więzi?

Esther Perel, belgijska terapeutka par, której konferencję poleciła mi kiedyś znajoma, mówi o tym, że w dzisiejszych czasach relacja małżeńska jest bardzo obciążona oczekiwaniami. Współmałżonek ma być powiernikiem, najlepszą przyjaciółką, kumplem do spędzania wolnego czasu, ratownikiem w kłopotach, partnerem w wychowywaniu dzieci, mentorem, opiekunem, ale i dostarczać rozrywki oraz nigdy nie zawieść. Od kiedy związek zyskał rangę religii, mąż albo żona zajęli miejsce Boga z Jego zdolnością do zaspokojenia serca człowieka.

 

Relacja, która karmi

Tymczasem po to, żeby do relacji wnosić to, co ją karmi, potrzeba samemu także być nakarmionym. Na pewno pomaga w tym lecząca i bliska relacja z Bogiem. Pomagają przyjaźnie i znajomości, w których możemy odnajdować wspólnotę w rozmaitych aspektach naszego życia. Ktoś, z kim można łowić ryby, bo żonę niekoniecznie to pasjonuje. Koło miłośników fizyki kwantowej, jeśli twój mąż jest humanistą. I szczególnie cenne przyjaźnie, które ciągną nas w górę. Pomagają ogarniać siebie. Widzieć szerzej. Czasami do tego będzie potrzebna własna terapia, która zaopiekuje najtrudniejsze wewnętrzne konflikty i emocjonalny ból.

Jeśli masz poczucie osamotnienia w małżeństwie, warto najpierw sprawdzić, z czego ono wynika. Jeśli z różnic, to dobrze jest zobaczyć, co wokół nich narasta. Czy widzimy to, co mąż albo żona myśli i robi inaczej jako część ich historii, czy jako intencjonalne działanie przeciwko nam? Gdy do różnic dokładamy akceptację, życzliwość i zaciekawienie, nie muszą nas dzielić. Mogę przyjść do męża, który buduje rakietę z zapałek, i pogadać z nim o tym projekcie. Bardziej niż różnice izoluje nas wrogość i zakładanie, że druga osoba chce źle. A najczęściej tylko czegoś nie umie albo nie ma – z palety tego, co odczuwamy jako nam potrzebne.

Czasem przeorganizowania potrzebuje grafik, by znalazł się w nim czas spędzany razem. Nie pomoże jednak i grafik, jeśli te chwile wypełnią pretensje, które oddalają jeszcze bardziej.

Jeśli przeżywasz osamotnienie w małżeństwie, poszukaj, co ono ci mówi o tobie. Wesprzyj siebie najpierw tak, jak chciałabyś/chciałbyś być wspierany. Doceń siebie, podziękuj sobie, zatroszcz się o siebie. A potem spróbuj to dać drugiej stronie. Dopiero to może stawać się lekarstwem, które wiele zmieni.

Czytaj także: A gdybyśmy pozwolili sobie na zachwyt?

Czytaj także: Muniek Staszczyk: Chrześcijaństwo to dla mnie bardzo interesująca podróż

Czytaj także: Mówię kobietom: „złapałaś orła, nie wyrywaj mu piór, bo będzie nielot” [wywiad]

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail