Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

8 powiedzeń, które każdy zna, ale mało kto wie, skąd się wzięły

ROZMOWA
ESB Professional | Shutterstock
Udostępnij

Każdy język jest pełen związków frazeologicznych, których dosłowne znaczenie ginie w mrokach dziejów. Oto kilka szczególnie ciekawych, które występują w polszczyźnie!

1
Wyrwać się jak filip z konopi

Ważne: „filip”, a nie „Filip”! Fraza ta nie ma bowiem nic wspólnego z żadnym Filipem, a z zającem. Jest to gwarowa nazwa tych zwierząt występująca niegdyś na terenie Białorusi. Chodzi więc po prostu o gwałtowne wyskoczenie spłoszonego zająca z kryjówki (tutaj są nią konopie). Co ciekawe, w pierwszej polskiej Encyklopedii „Nowe Ateny” jej autor podaje, że chodziło jednak o posła Filipa ze wsi Konopie, który poza procedurą zabrał głos nie na temat. I choć wersję tę powiela sam Adam Mickiewicz, jest ona nieprawdziwa.

 

2
Spalić coś na panewce

Wyrażenie to, oznaczające „zepsucie czegoś na samym początku”, również jest bardzo stare i sięga korzeniami początków broni palnej. Panewka była specjalnym zagłębieniem, do którego sypało się proch. Następnie podpalało się go, a ogień z panewki przechodził dalej, gdzie na skutek właściwej eksplozji dochodziło do wystrzału. Jednak na skutek braku doświadczenia strzelca (lub wady technicznej broni) czasami proch na panewce po prostu się wypalał, zaś do strzału nie dochodziło.

 

3
Krokodyle łzy

To chyba najpopularniejsze i najstarsze powiedzenie w tym zestawieniu. Występuje bowiem w wielu europejskich językach, a po raz pierwszy wspomina o nim starożytny pisarz Plutarch. „Krokodyle łzy” jako określenie pełnego hipokryzji smutku wzięło się z obserwacji zachowań krokodyli, które płaczą podczas pożerania ofiary. Dawniej wierzono, że to emocjonalna reakcja zwierzęcia, które smuci się okrutnym losem, który samo zgotowało. Prawda jest jednak zupełnie inna – krokodyle na lądzie „płaczą”, aby zwilżyć oczy i wydalić nadmiar soli z organizmu.

 

4
Puścić coś komuś płazem

Wbrew pozorom powiedzenie to nie ma nic wspólnego z żabami albo traszkami. Nie chodzi bowiem o „płazy” jako zwierzęta, ale o płaską, niezaostrzoną część głowni miecza. W średniowieczu przewidziano karę płazowania. Wykonywał ją kat i podobna była do ścięcia – tyle tylko, że uderzenie tępym płazem kończyło się zazwyczaj solidnym guzem, a nie utratą głowy. Stąd też zwyczaj ten stał się synonimem potraktowania kogoś stosunkowo łagodnie.

 

5
Nie zasypiać gruszek w popiele

Popularnym błędem jest używanie w tym zwrocie wyrazu „zasypywać”. Tymczasem nie o sypanie, tylko spanie tu właśnie chodzi! W dawnych czasach w każdym domu był piec, który służył tak ogrzewaniu, jak gotowaniu posiłków. Ciepły popiół w popielniku był idealnym miejscem do suszenia owoców, np. gruszek. Jeżeli jednak ktoś o nich zapomniał (np. zaspał) to ulegały zwęgleniu i nadawały się tylko do wyrzucenia.

 

6
Niedźwiedzia przysługa

Według starej ludowej legendy dawno temu po świecie krążył pewien kuglarz z tresowanym niedźwiedziem. Byli ze sobą bardzo zżyci. Pewnego dnia jednak na głowie właściciela osiadła osa. Niedźwiedź w dobrej wierze pacnął owada i go zabił. Pech chciał, że razem z człowiekiem… Stąd właśnie do języka wszedł frazeologizm, którym określamy działanie wykonane w dobrych intencjach, ale z kiepskim skutkiem.

 

7
Nie w kij dmuchał

Co ma dmuchanie w kij z dokonaniem jakiegoś wielkiego wyczynu? Ano ma – jeżeli tylko uświadomimy sobie, że „kij” to starodawna nazwa wysokiego i wąskiego pucharu. Ktoś kto „nie dmuchał w kij”, wypił cały kielich piwa, wina albo miodu za jednym zamachem, bez wypuszczania powietrza do środka naczynia.

 

8
Chłopiec do bicia

Osoba, którą karze się za cudze błędy, nazwę swą zawdzięcza zawodowi, który kiedyś istniał naprawdę. Dawniej bicie było głównym środkiem dyscypliny wobec dzieci. Ochoczo stosowali je nauczyciele, chyba że akurat chodziło o królewskiego syna. Jakże tu zwykły nauczyciel miał bić następcę tronu? „Problem” ten rozwiązano, zatrudniając na dworze młodego człowieka, który zbierał na oczach księcia razy za jego wybryki. Według ówczesnych wyobrażeń miało to wystarczające efekty wychowawcze…

Czytaj także: Zdarza ci się powiedzieć „półtorej roku”? Sprawdź, jakie jeszcze błędy popełniasz

Czytaj także: 10 ciekawostek o pomniku Chrystusa Odkupiciela z Rio de Janeiro [zdjęcia]

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail