Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Spacer z dzieckiem czy z telefonem?

SPACER Z DZIECKIEM
Anna Nass | Shutterstock
Udostępnij

Często mówi się o dzieciach mających problem z nadmiernym korzystaniem z elektroniki. Tymczasem dookoła nas coraz więcej dorosłych, którzy taki przykład dają. Trudno wówczas wymagać od naszych dzieci innych zachowań, wszystko bowiem, co widzą w domu, zabierają dalej.

Jedna droga, dwa obrazy

Pogoda za oknem nie zachwyca, więc czas już na znalezienie nowych aktywności na zewnątrz. Dla dwulatka deszcze nie jest żadnym problemem – w końcu po nim pojawiają się kałuże z błotem, a więc świetna zabawa jest gwarantowana.

Ubrany w przeciwdeszczowy kombinezon i kalosze, wyruszył na swoją ulubioną błotną ścieżkę w towarzystwie mamy. Zaliczanie każdej kałuży od najmniejszej do największej było nie lada frajdą, o czym świadczył głośny, rozbrajający śmiech.

Z naprzeciwka wyłoniły się dwie postacie, mniejsza i większa. Mniejszą był kilkuletni chłopiec kopiący samotnie piłkę. Za nim szedł tata, wpatrzony w ekran telefonu. Na twarzy dziecka malowały się smutek i znudzenie. „Uważaj, bo piłka ci wpadnie do błota, chodźmy bokiem” – dało się słyszeć z wypowiedzi ojca.

Nie twierdzę, że ubrudzenie w błocie było gwarancją szczęścia w tamtym momencie. Być może zmierzali pokopać piłkę na boisku, a mężczyzna musiał właśnie odpowiedzieć na jakąś ważną wiadomość. Ten obraz jednak dał mi dużo do myślenia, szczególnie – kontrast między radosnym śmiechem malca a spuszczonym wzrokiem chłopca.

 

Tabletowi rodzice

Jakiś czas temu w internecie pojawiła się kampania „Mama, tata, tablet” prowadzona przez Fundację Dzieci Niczyje. Miała ona uświadamiać rodzicom skutki zbyt wczesnego i długiego korzystania z urządzeń mobilnych. Pojawiło się wówczas określenie „tabletowe dzieci” (albo „homo tabletis”, a więc „człowiek tabletowy”) – na dzieci, które były ofiarami takiego postępowania.

W kampanii funkcjonowało też hasło „Nie bądź tabletowym rodzicem” – rodzicem udostępniającym dzieciom takie gadżety jak tablet zbyt często i bez kontroli treści. Myślę, że dzisiaj możemy nazwę „rodzic tabletowy” redefiniować i śmiało definicję tego określenia rozszerzyć na „rodzic, który nadużywa urządzeń elektronicznych przy dzieciach”.

 

Widoczni, a nieobecni

Na placach zabaw coraz częściej da się zauważyć sytuacje, kiedy mama lub tata jedną ręką bujają dziecko na huśtawce, drugą przewijają ekran smartfona; kiedy rodzice siedzą na ławce wpatrzeni w telefony, a dziecko bawi się samo; kiedy ktoś przychodzi tam porozmawiać przez telefon, a nie ze swoim dzieckiem; kiedy starsze dzieci i młodzież przychodzą do takich miejsc z telefonami i siedzą w grupkach wpatrzeni w filmiki i gry.

To zrozumiałe, że rodzice chcą mieć chwilę wytchnienia i zająć się swoimi sprawami. Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy telefonu na placu zabaw nie wyjął. Mimo wszystko ten widok wciąż jest jakiś nienaturalny i smutny. Trochę jakbyśmy zabierali na spacer jeszcze jedno dziecko – smartfon, skupiający sporą część naszej uwagi.

 

Być dla niego

Często mówi się o dzieciach mających problem z nadmiernym korzystaniem z elektroniki. Tymczasem dookoła nas coraz więcej dorosłych, którzy taki przykład dają. Trudno wówczas wymagać od naszych dzieci innych zachowań, wszystko bowiem, co widzą w domu, zabierają dalej.

Dziecku nie wystarczy nasza fizyczna obecność, kiedy podążamy wzrokiem za treściami na ekranach. Poświęcone mu spojrzenie, zaangażowanie w zabawę, zainteresowanie tym, co robi – budują jego poczucie bycia ważnym i kochanym. Oczywiste, że nie możemy dać mu tej uwagi przez cały czas.

Dobrze złapać jednak odpowiedni balans – odłożyć telefon gdzieś, gdzie nie będzie nas rozpraszał, zaplanować czas dla siebie i czas, kiedy jestem wyłącznie dla dziecka… A jeśli smartfon wciąż kusi, by wyjąć go z kieszeni, zadajmy sobie pytanie: czy to, co chcemy na nim robić, naprawdę jest teraz ważniejsze niż bycie na sto procent z naszym dzieckiem? Może lepiej, wychodząc na spacer z rodziną, zostawić go w domu. I po prostu być. Wpatrzeni w ekran możemy stracić wiele bezcennych chwil darowanych nam jako rodzicom.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail