Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Kleryk o „Bożym Ciele”: Znalazłem w filmie istotę kapłaństwa

BOŻE CIAŁO
Kadr z filmu
Udostępnij

Jestem całkowicie bezradny. Nieznany młody aktor, Bartosz Bielenia, pokazał mi w filmie „Boże Ciało” Komasy model kapłaństwa, do którego nie dorastam. Zrobił to lepiej niż niejeden z moich starszych kolegów ze święceniami.

Znakomita większość seminarzystów obejrzała ten film. W dzień seansu trudno było o bilety – musieliśmy zmienić salę kinową, żeby spokojnie kupić wejściówki. Słyszałem, że film jest dobry, ale nie spodziewałem się, że aż tak.

Ostatnia scena totalnie mnie zaskoczyła. Napisy końcowe leciały, ludzie wychodzili z seansu, a ja siedziałem pogrążony w myślach. Co tu się wydarzyło? – pytałem samego siebie w reakcji na to, co zobaczyłem przed chwilą.

 

„Boże Ciało”: Kapłaństwo żuchwą zagrane

Film olśniewa bezkonkurencyjną rolą Bartosza Bieleni, wcielającego się w rolę samozwańczego księdza. Nie jestem zawodowym krytykiem filmowym, jednak nie pamiętam, żeby w Polsce ktoś od czasów Daniela Olbrychskiego potrafił tak sugestywnie grać mimiką. Jeżeli Rami Malek dostał Oscara właściwie tylko za plastyczne odegranie zębów Freddiego Mercury’ego, to Bielenia powinien zapewnić bez problemów statuetkę całej ekipie filmowej.

On nawet nie musiał się odzywać – można powiedzieć, że zagrał cały film oczami i żuchwą.

I pokazał nam w kilkadziesiąt minut istotę posługi, do której my nie potrafimy dorosnąć latami.

 

Samozwańczy ksiądz i skręty na cmentarzu

Co takiego zrobił filmowy Daniel? Czym kupił parafian (i publiczność również)?

Myślę, że istotą jest autentyzm do bólu. Bo kto nie chce księdza, który staje przed wiernymi i mówi im, że nie jest tu po to, aby klepać formułki? Kto nie chce księdza, który potrafi tańczyć z radości na środku kościoła, chrzcząc dzieci, a widząc ich radosne twarze, mówić, że to właśnie jest królestwo Boże?

Kto w końcu nie chciałby księdza, który potrafiłby po prostu towarzyszyć w zwykłych troskach codzienności? Pić herbatę z parafianami, oglądać zdjęcia ich dzieci, czasem wypić coś mocniejszego, a może nawet zapalić skręta na grobie tragicznie zmarłego brata, jeśli miałoby to ściągnąć do kościoła zagubioną owieczkę?

A że przy okazji ten ktoś nie ma święceń i wszystkie odprawiane przez niego sakramenty są nieważne – tego przecież nikt nie wie. I nikogo to nie boli.

 

„Boże Ciało” Komasy: Świętokradztwo w pop-świecie

Rzeczywiście, kilka razy podczas filmu myślałem o konsekwencjach czynów głównego bohatera – nie dość, że popada w kary kościelne (nie za bardzo się tym przejmuje), to na dodatek sakramenty, które „sprawuje” są nieważne – myśl o nieważnych spowiedziach i mszach przyprawiała mnie o dreszcze.

Oczywiście, pewnie większość odbiorców filmu nawet nie myśli w tych kategoriach – świętokradztwo to kategoria spoza naszej kultury. My jesteśmy pragmatyczni i autentyczni. Jak bohater filmu.

 

Bartosz Bielenia w roli ks. Daniela. Ofiarnik w dresie

Jest jeden z aspektów udawanego kapłaństwa Daniela, który zbliża jego życiorys do sylwetki prawdziwego Bożego ofiarnika. Nie ma kapłaństwa bez ofiary. Kapłan powinien składać ofiarę za swój lud. I w pewnym sensie Daniel taką ofiarę składa.

Zdemaskowany, trafia z powrotem do zakładu, gdzie spotyka go surowa zemsta ze strony człowieka, któremu niegdyś zabił brata. Pobity, ledwo uchodzi z życiem w morderczym szale, uciekając z budynku. Jaki efekt przynosi jego cierpienie?

Wcześniej „posługiwał” w wiosce, gdzie grupa młodych ludzi zginęła w wypadku samochodowym spowodowanym przez ich sąsiada. Od tamtego czasu miejscowi pełni „wszelkich cnót” prześladowali wdowę po zabójcy (chociaż z fabuły filmu wynika, że młodzi też nie byli bez winy). Danielowi udaje się doprowadzić do pogrzebu jej męża (czemu wcześniej sprzeciwiali się wszyscy łącznie z wójtem). Ale to nie wszystko.

 

Maksymilian Kolbe 2.0

Kiedy ostatnie sceny pokazują upadek głównego bohatera i jego niewyobrażalne cierpienie, w wiosce nastaje pokój. I pierwszy raz od miesięcy do kościoła przychodzi nieszczęśliwa wdowa. Dostaje znak od kościelnej, żeby (co było nie do pomyślenia wcześniej!) – podeszła bliżej. A do tego ksiądz proboszcz alkoholik wydaje się trzeźwieć.

Oto moc prawdziwej kapłańskiej ofiary! I właśnie ten aspekt jest nam, klerykom, księżom, chrześcijanom naśladować najtrudniej – wejść w krzyż Chrystusa dla zbawienia braci.

Wszak, jak głosi ksiądz z filmowego poprawczaka, „Wszyscy jesteśmy kapłanami Jezusa Chrystusa”.

Czytaj także: Z poprawczaka na plebanię. Historia z filmu „Boże Ciało” wydarzyła się naprawdę

Czytaj także: Prawdziwa historia fałszywego księdza z filmu „Boże Ciało”. Zaskakująca!

Czytaj także: Powstaje film o ks. Kaczkowskim. Zagra go znany aktor

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail