Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Poranki z dziećmi. Ten prosty trik bardzo mi pomógł!

PORANEK Z DZIEĆMI
Dean Drobot | Shutterstock
Udostępnij

Lekko nie ma, zwłaszcza gdy mam na co dzień do czynienia w paroma małymi wulkanami energii i emocji. Kluczem, by panować nad poranną bieganiną było dla mnie uświadomienie sobie, że poranek zaczyna się wieczorem.

Porządek musi być

Łamanie schematów nie jest moją mocną stroną. Lubię utarte procedury, jasno sprecyzowane zasady, niechętnie przyjmuję nagłe zmiany. Lubię mieć plan i realizować go krok po kroku. Gdy zaśpię, tracę głowę. Lubię porządek, choć gdybym napisał takie słowa 15 lat temu, moi rodzice parsknęliby śmiechem.

Czy te cechy są dobre? Cóż, w niektórych sytuacjach okazują się bardzo potrzebne, w niektórych są problemem. Bez wątpienia dobra organizacja poranka w domu pomaga zmieścić w nim zarówno modlitwę, jak i trochę ruchu, śniadanie oraz finalne przygotowanie siebie i dzieci do wyjścia. Wszystko ma swoją określoną kolejność i to pomaga dobrze wejść w dzień. Dzieci jednak mają to do siebie, że uwielbiają tę kolejność ustawiać po swojemu z decyzjami, że nie będą się myć i ubierać, i „tak w ogóle to dziś do przedszkola nie idą”.

 

Akceptacja naprawdę się przydaje

Uczy mnie to dwóch rzeczy. Po pierwsze: cierpliwość i panowanie nad emocjami. To jest doskonały trening w tych sferach. Jeśli wstaję i przyjmuję z góry założenie, że będą podobne „akcje”, mam większą możliwość popracować nad swoją reakcją i emocjami, które się we mnie budzą. 

Po drugie: nieprzywiązywanie się do swojego porannego schematu. Zrozumiałem w pewnym momencie, że nie ma innego wyjścia. By nie było ofiar w ludziach, po prostu muszę zaakceptować fakt, że mój plan zostanie nieco naruszony lub nawet wywrócony do góry nogami.

 

Czysta matematyka

Oczywiście warunkiem absolutnie koniecznym, by to wszystko mogło się dziać w jako takich ramach czasowych, jest moje wstanie sporo przed dziećmi i odbycie osobistej modlitwy, czasu skupienia w samotności. A z kolei by to mogło dojść do skutku, muszę położyć się spać odpowiednio wcześniej.

By wszystko to działało, muszę odpowiedzieć sobie na dwa pytania: o której muszę wstać, by cały ten poranny rozgardiasz ogarnąć i wyjść z domu punktualnie? Ile godzin snu potrzebuję, by się wysypiać? Potem zostaje już tylko czysta matematyka, z której wyjdzie mi, o której powinienem się kłaść spać.

 

Wcześniej o tym nie myślałem

Moja zmiana myślenia o trudnych porankach z dziećmi polegała na zrozumieniu, że ten poranek zaczyna się już wieczorem i zależy również od jakości mojego snu, a więc tego, jak dużo i jak długo przed snem jadłem czy jak dużo i jak długo przed snem gapiłem się w jakiś ekran, jak zadbałem o to, by pójść spać w miarę możliwości wyciszonym i spokojnym. To wszystko procentuje.

Do tego doszło przygotowywanie sobie kanapek do pracy nie rano, a wieczorem, przygotowanie kawiarki tak, by rano tylko odpalić pod nią ogień, położenie sobie Pisma Świętego na stole tak, by rano, gdy dzieci jeszcze śpią, nie szukać go, tylko po prostu zacząć modlitwę i wiele innych małych spraw, które sprawiają, że ten poranek jest sprawniejszy.

 

Małżeńska odsiecz

Z czasem zrozumiałem też, że kluczem jest finisz całego procesu, a więc założenie na siebie przez dzieci ubrań i wyjście. Tutaj bardzo często następowało zderzenie moich rozbudzonych oczekiwań, że oto mamy świetny czas i może nawet wyjdziemy z pewnym zapasem, z rzeczywistością, że oto moje kochane córki muszą jeszcze zabrać ze sobą furę zabawek i trzeba niektóre z nich wybić im z głowy oraz że oto nagle trzeba jeszcze odwiedzić łazienkę, poprawić buta, skarpetkę i zrobić szereg rzeczy, na które najlepszy czas jest właśnie przy wyjściu.

Dlatego na finiszu stery przejmuje moja kochana żona, a jej sprawność i serce włożone w to, by proces porannego przygotowania do wyjścia doprowadzić do szczęśliwego końca sprawiają, że co rano wzrasta moja wdzięczność po prostu za to, że jest.

Lekko nie ma, zwłaszcza, gdy mam na co dzień do czynienia w paroma małymi wulkanami energii i emocji, ale kluczem, by panować nad poranną bieganiną było dla mnie uświadomienie sobie, że poranek zaczyna się dużo, dużo wcześniej niż w momencie, gdy otwieram oczy.

Czytaj także: A wystarczyło zgolić brodę… „Młody tata” – wzruszająca reklama Allegro

Czytaj także: Jak pewien sprytny tata dał chorym dzieciom powód do uśmiechu

Czytaj także: Tata Polak, mama Hiszpanka? 13 „międzynarodowych” imion dla dzieci

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail