Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Pieniądze, zdrowie, plany… O kogo ci chodzi, gdy klękasz do modlitwy?

MODLITWA
BOKEH STUDIO | Shutterstock
Udostępnij

„O kogo ci chodzi? – pyta mnie Bóg przez jednego z kaznodziejów. – O kogo ci chodzi, gdy klękasz do modlitwy? Do kogo przychodzisz? Do jakiegoś twojego konstruktu myślowego czy do Osoby?”.

Dzień jak co dzień…

Co rano sięgam do Pisma Świętego. Jak to mówią fachowo – „modlę się Słowem” lub „spotykam się ze Słowem”. Potem najczęściej szykuję dzieci do przedszkola (w tym procesie też mamy modlitwę) i gdy je odprowadzę, na przeciwko wyjścia z budynku widzę drzwi kaplicy. Z tyłu głowy zawsze jest pędzący czas, bo w końcu wypadałoby nie spóźniać się do pracy. Czasami więc, gdy autentycznie jestem pod ścianą, nie wchodzę i myślę, że Ten, który tam mieszka, rozumie. Kiedy jednak czas pozwala wyrwać te kilka minut, wchodzę, by chwilę pobyć. Wiadomo – każdego dnia wypadałoby tak się zorganizować, by wchodzić, ale niestety słabość ludzka bierze nieraz górę.

W samochodzie, jadąc do pracy i z pracy, przesuwam paciorki różańca, odmawiając kolejne tajemnice lub koronkę. Wieczorem z kolei staramy się mieć z żoną chwilę na wspólną modlitwę małżeńską i osobistą. Jest tego trochę. Ktoś pomyśli: „dzień pełen modlitwy”, a ja patrzę na to „ze środka” i trochę mi wstyd, bo gdy zadaję sobie pytanie Jezusa z Ewangelii: „A wy za kogo Mnie uważacie?”, to odpowiedź nie przychodzi od razu i nie jest wcale oczywista.

 

Bóg na pierwszym miejscu. Co to właściwie znaczy?

„O kogo ci chodzi? – pyta mnie Bóg przez jednego z kaznodziejów. – O kogo ci chodzi, gdy klękasz do modlitwy? Do kogo przychodzisz? Do jakiegoś twojego konstruktu myślowego czy do Osoby?”. Cieszę się z takich pytań, bo one dają mi kopa do duchowego rozwoju.

Mam nawyk szukania w Słowie Bożym tego, co Bóg mówi do mnie osobiście, ale nie mam nawyku przyglądania się Jemu, poznawania Go, zwyczajnego bycia z Nim. A chyba to powinna być podstawa, która pozwoli usłyszeć o sobie prawdę. Ja jednak traktuję czasami Pismo Święte jak serwis informacyjny, w którym codziennie muszę usłyszeć kolejnego „newsa” o sobie. Tylko że tutaj nie ja jestem najważniejszy. Najważniejszy jest Nadawca. Traktuję adorację jak okazję do wyciszenia siebie, spojrzenia w głąb siebie i znowu skupiam się na sobie, a nie na Najświętszym.

Bóg mimo to się cieszy, ale albo chcę mieć z Nim relację czysto operacyjną, w której załatwiam swoje sprawy, albo chcę mieć relację z prawdziwego zdarzenia, relację z Przyjacielem.

 

Tata i tata

Zdecydowanie jest prawdą, że relacja z ziemskim ojcem znajduje odzwierciedlenie w relacji z Bogiem Ojcem. Ja do mojego taty ziemskiego przychodziłem i przychodzę najczęściej, gdy czegoś chcę. To straszne, ale praktycznie nie ma momentów, kiedy pytam tatę co u niego, jak się czuje, co przeżywa… Myślę, że nie jestem odosobniony, a o powodach takiego stanu mógłbym napisać całą serię tekstów, jednak to nie jest dla mnie żadne usprawiedliwienie.

Wiecie, co jest w tym wszystkim niesamowite? Mimo że moja postawa wobec ziemskiego taty może pozostawiać sporo do życzenia, on nie odmawia pomocy. I czy nie jest tak z Bogiem Ojcem? Ja przychodzę, klęczę, jestem, ale chodzi mi najczęściej o siebie. Uwielbiam Go, bo powiedzieli, że tak trzeba, że to jest ważne, więc chcę być w porządku. Dziękuję Mu, bo mam obawę, że będę uchodzić w Jego oczach za niewdzięcznika. Przepraszam Go, bo chcę żeby mój „bilans” u Niego się zgadzał. No i oczywiście proszę. Mam całą litanię próśb, bo przecież jeśli ich nie wypowiem, to On nie będzie wiedział, czego mi potrzeba. Oczywiście On się cieszy, że jestem, ale wie też dobrze, że ta relacja może być wiele głębsza.

 

Jarosław z Betanii

Niecałe 3 km od Jerozolimy leży dawna Betania – miejscowość, w której mieszkały Marta i Maria, znane bohaterki Ewangelii. Marta przyjaźniła się z Jezusem, przyjmowała go u siebie w domu, powierzchownie dbała o wszystko, ale nie miała z Nim więzi. Gdy czegoś potrzebowała, miała prosty komunikat, bez ceregieli. Umiała się poskarżyć na siostrę. Kiedy umarł jej brat Łazarz, Jezus nie zareagował na jej wyrzut.

Maria miała inną relację z Jezusem. Słuchała, wpatrywała się, poznawała. To ona (według relacji św. Jana Apostoła) podczas uczty namaściła Go na pogrzeb. Nikt nie musiał jej mówić, co ma robić. Po prostu znała i kochała Go. Kiedy umarł jej brat Łazarz, Jezus zareagował na jej wyrzut i poszedł go wskrzesić. Chciałbym być jak Maria z Betanii. Chciałbym, żeby w relacji z Bogiem chodziło mi tylko i wyłącznie o Niego.

Czytaj także: Masz syna. Czy modlisz się o jego powołanie do kapłaństwa?

Czytaj także: Dopadł Cię „kac duchowy”, bo nie modlisz się za tych, którzy o to proszą?

Czytaj także: „Litania zaufania”: potężna modlitwa napisana przez dwie młode zakonnice

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail