Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

To z jej powodu zalegalizowano aborcję w USA. Potem chciała cofnąć czas

NORMA MCCORVEY
AFP/EAST NEWS
Udostępnij

To jej sprawa – Roe v. Wade – przed Sądem Najwyższym doprowadziła do legalizacji aborcji w Stanach Zjednoczonych – w wielu przypadkach aż do końca ciąży. Norma McCorvey, znana szerzej pod pseudonimem „Jane Roe” po latach ogłosiła, że cały proces oparty był na kłamstwie i robiła wszystko, aby odwrócić tamtą decyzję.

Miała 21 lat i była w ciąży z trzecim dzieckiem. Pierwsze wychowywała jej mama, drugie zdecydowała się oddać do adopcji. W 1969 roku w USA nie istniała możliwość dokonania legalnej aborcji. Zastanawiała się, co powinna w tej sytuacji zrobić. Wtedy poprzez agencję adopcyjną skontaktowała się z Sarah Weddington – młodą, ambitną prawniczką, która była bardziej niż chętna, aby zapisać się w historii Stanów Zjednoczonych.

 

Wielkie kłamstwo

Jeśli sprawa miała stać się medialna i zyskać społeczną sympatię, to musiała być „mocna”. Podano więc nieprawdziwą informację, jakoby Norma zaszła w ciążę w wyniku zbiorowego gwałtu. Kobieta była idealną osobą do roli, w jakiej widzieli ją prawnicy – młoda, niewykształcona, z bardzo pogmatwanym życiem osobistym, raczej niezadająca zbędnych pytań.

Niemal ślepo ufała reprezentującym ją osobom. „Zostałam wybrana dlatego, że potrzebowali kogoś, kto podpisze dokument, po czym wtopi się w tło i nigdy się już nie ujawni, będzie milczeć” – pisała po latach w swojej autobiografii „Zwyciężona przez miłość”.

 

Roe v. Wade

Ostatecznie nigdy nie dokonała aborcji, a jej dziecko urodziło się jeszcze przez wyrokiem Sądu Najwyższego. Zdecydowała się oddać swoją córkę do adopcji i nie utrzymywała z nią kontaktu.

W tym czasie sędziowie, podchodząc do Konstytucji w sposób nadzwyczaj twórczy, znaleźli rzekome prawo do aborcji w prawie do prywatności. Takie ujęcie sprawy do tej pory krytykuje nawet wielu bardzo liberalnych amerykańskich profesorów prawa. W 1973 roku aborcja została zalegalizowana w całych Stanach Zjednoczonych. Choć w trzecim trymestrze ciąży teoretycznie mogła być wykonywana głównie w przypadkach zagrożenia zdrowia matki, to jednak pojęcie zdrowia obejmuje też zdrowie psychiczne, rozumiane w bardzo szeroki i subiektywny sposób – w praktyce może chodzić np. o dobre samopoczucie.

 

Miała zniknąć

Norma wypełniła przewidzianą dla siebie rolę i jej dalsze problemy – a było ich niemało – nikogo więcej nie interesowały. Po latach pisała:

Dla nich byłoby najwygodniej, gdybym nie mówiąc nic nikomu, prowadziła dalej swoje zwyczajne życie, cierpiąc po cichu i z rozpaczy popełniając samobójstwo. Prawda jest taka, że byłabym o wiele bardziej użyteczna, gdybym umarła młodo. Jak długo żyłam, stanowiłam zagrożenie. Przecież mogłabym przerwać milczenie i tym samym stać się nieprzewidywalna.

Tak właśnie się stało.

Przez pewien czas po zakończeniu swojej sprawy pracowała jako recepcjonistka w jednej z klinik aborcyjnych. W pobliżu znajdowało się biuro organizacji pro-life Operation Rescue. Norma poznała jej szefa i stopniowo zaprzyjaźniła się z nim i pozostałymi działaczami. „To, co zaskoczyło mnie najbardziej to fakt, że ich nastawienie było całkowicie odmienne od tego, czego się spodziewałam” – wspominała.

 

Roe? Nigdy więcej

Po długich zmaganiach z samą sobą, wyrzutami sumienia i chęcią ich zagłuszenia przekonaniem o tym, że Boga nie ma, Norma w końcu zbliżyła się także do Kościoła. Szczególnie ważne stało się dla niej regularne uczestniczenie we mszy świętej.„Kiedy wino i chleb są przemieniane w prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa, była Jane Roe (jej pseudonim sądowy) może raz jeszcze radować się swoją przemianą w nowe stworzenie w Chrystusie” – mówiła.

Wróciła do Sądu Najwyższego z prośbą o ponowne rozpatrzenie swojej sprawy w świetle tego, jak wiele ustaleń było nieprawdziwych. Niestety, poinformowano ją, że nie ma takiej  możliwości. Założyła grupę „Roe no more” („Roe nigdy więcej”) i aż do śmierci w 2017 roku zajmowała się edukacją w kwestii obrony życia.

 

Pokolenie pro-life?

Niedawno na ekrany polskich kin wszedł film „Nieplanowane” opowiadający historię Abby Johnson – byłej dyrektorki kliniki aborcyjnej. Pokazana w nim rzeczywistość dotycząca aborcji w USA jest właśnie wynikiem wyroku Sądu Najwyższego w sprawie Roe v. Wade. Kiedy precedens został ustanowiony, ruch pro-life jeszcze praktycznie nie istniał i zwolennicy legalizacji aborcji sądzili, że nowe prawo względnie szybko stanie się czymś oczywistym i niekwestionowanym.

Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Co roku w rocznicę Roe v. Wade na Marsz dla Życia do Waszyngtonu przyjeżdżają setki tysięcy ludzi, wśród nich wiele osób młodych i bardzo młodych. Jednym z popularniejszych plakatów jakie trzymają jest ten z napisem „I survived Roe v. Wade, Roe v. Wade will not survive me” (Ja przeżyłem Roe v. Wade, Roe v. Wade nie przeżyje mnie).

Czytaj także: „Nieplanowane”: ważna lekcja dla działaczy pro-life

Czytaj także: Największy w Polsce Marsz dla Życia. Pro-life i żeby ludzie nie bali się zakładać rodziny

Czytaj także: Aborcja nie jest OK. Mamy na to co najmniej 7 argumentów

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail