Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Hanka Bielicka: Śmiech jest najlepszym egzorcyzmem na trudy codzienności

HANKA BIELICKA
W.Stein/EAST NEWS
Udostępnij

Opowiadała o świecie z przymrużeniem oka. Nie stroniła od żartów na swój temat. „Bóg powierzył jej w jakimś stopniu humor Polaków, a ona godnie to realizowała”. Dziś rocznica urodzin Hanki Bielickiej.

Rodzice Hanki Bielickiej mówili o niej „nasza mała artystka”. Stanowcza i wygadana była od dziecka. Kiedy w czasie chrztu św. – miała wtedy trzy lata – ksiądz podał  jej do ust sól (chrzest odbywał się w tradycyjnym rycie rzymskim), powiedziała: „prose jesce”. Stwierdzono wtedy, że Hania „będzie zawsze chciała w życiu czegoś więcej i nigdy nie będzie miała dosyć”. I tak też było. Przez całe zawodowe życie czuła w jakimś stopniu artystyczne nienasycenie. „Jak twierdziła, ciągle było jej mało występów, za mało powodzenia, za mało sukcesów” – wspominał w książce „Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu” Zbigniew Korpolewski, jej bliski współpracownik i przyjaciel.

 

Hanka Bielicka. „Bóg powierzył jej humor Polaków”

Chociaż była wybitną artystką estradową i kabaretową, marzyły jej się role dramatyczne. Na drzwiach warszawskiego mieszkania artystki do ostatnich dni jej życia wisiała tabliczka z napisem: „Hanka Bielicka – aktorka dramatyczna”.

Była stuprocentową damą, osobą niezwykle dystyngowaną. W pracy, podobnie jak w życiu, była wymagająca, a w sprawach wyglądu zawsze stawiała na swoim, nie uznając kompromisów: „Uwielbiała mieć własnego fryzjera, własną kosmetyczkę, własną modystkę, własną projektantkę – nie tylko kostiumów, ale prywatnych sukienek (konfekcja była absolutnie wykluczona), no i buty wyłącznie na miarę od najlepszego szewca damskiego”. Znana była też ze swej miłości do kapeluszy i kwiatów. Te pierwsze były nieodłącznym elementem jej garderoby i wizerunku: „bez kapelusza nigdy i pod żadnym pozorem nie wyszła na ulicę czy do kawiarni”; te drugie, których po występach otrzymywała całe mnóstwo, zanosiła najczęściej do kaplicy, a gdy sama nie mogła, prosiła o to gosposię.

Mówiła, że śmiech jest najlepszym egzorcyzmem na trudy codzienności. Opowiadała o świecie z przymrużeniem oka. Nie stroniła też od żartów na swój temat, miała do siebie dystans. „Bóg powierzył jej w jakimś stopniu humor Polaków, a ona godnie to realizowała” – napisał o niej Korpolewski.

 

Hanka Bielicka: Artysta ma dbać o kulturę języka, kulturę bycia

Bardzo lubiła młodzież. Między innymi dlatego chętnie wykładała przez kilka lat w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie na Wydziale Estradowym. Zależało jej, aby młodzi ludzie rozwijali się, kształcili. Sama również  była dobrze wykształcona – ukończyła nie tylko przedwojenny Państwowy Instytut Sztuki Teatralnej, ale studiowała również romanistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Swoim studentom mówiła, że artysta ma dbać o kulturę języka, kulturę bycia. Dzięki swym pedagogicznym umiejętnościom zjednywała sobie ich sympatię i szacunek.

Dwa lata przed śmiercią zaczęła podupadać na zdrowiu. Trudnością –  ale nie barierą w kontakcie z publicznością – były dla niej również pogłębiające się problemy ze wzrokiem: „Pod koniec swojej kariery prawie nie widziała, czego publiczność dzięki jej wspaniałemu aktorstwu nie zauważała. Ona rozpoznawała publiczność po śmiechu i po oklaskach albo po śpiewie, bo zawsze na wejście i na zakończenie występu śpiewano „Sto lat”. Jedyne, czego bała się u kresu życia, to nie śmierci czy pojawiających się myśli o niej, jak mogłoby się wydawać, ale „anonimowości i… milczącego telefonu”. Pracowała do samego końca. Podczas jednego z ostatnich występów przywitała publiczność słowami, które były w zasadzie zapowiedzią pożegnania: „Witam państwa serdecznie i na otwarcie mówię otwarcie, że to jest zamknięcie… pewnego etapu mojej kariery. Pożegnanie z rewią, piórami i schodami. Dzisiaj jeszcze zeszłam, ale na drugi raz mogłabym spaść z tych schodów. Jak się ma moje lata, to się po schodach nie lata…”. Do ostatnich chwil życia zachowała pogodę ducha.

Zmarła w Warszawie, wkrótce po tym, jak przywieziono ją ze Strykowa, gdzie zasłabła w trakcie występu. Została pochowana na Starych Powązkach. Wiele pamiątek po artystce – w tym jej kostiumy i kapelusze – trafiło do Muzeum Teatralnego w Warszawie.

*Cytaty pochodzą z„Hanka Bielicka. Umarłam ze śmiechu” aut. Zbigniewa Korpolewskiego, wyd. Prószyński i S-ka

Czytaj także: Katolicy zamiast do sklepów poszli z nudów do kościoła. Księża w szoku

Czytaj także: 12 katolickich wpadek, o których myślałeś, że tylko Tobie się zdarzają…

Czytaj także: Mateusz Banaszkiewicz z Kabaretu Młodych Panów: Kiedy Bóg nas obserwuje, trudno Mu się nie śmiać [wywiad]

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail