Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Mieszkał w wielu krajach świata, a wybrał Kraków. Dziś mówi: Uwierz w siebie, Polsko!

KRAKÓW
Nahlik | Shutterstock
Udostępnij

Co cenią w naszej ojczyźnie obcokrajowcy i dlaczego łączą z nią swoją przyszłość? Chris ma na to dobre odpowiedzi, ale jednocześnie dostrzega naszą główną wadę.

Małgorzata Cichoń: Chris, mówisz o sobie, że jesteś obywatelem świata, co to znaczy?

Chris, 37 lat*: „Technicznie” pochodzę z Niemiec, gdzie się urodziłem i dorastałem do 8. roku życia. Potem miałem możliwość podróżowania, zwłaszcza dzięki mamie i ojczymowi, którzy jako lekarze pracowali dla Światowej Organizacji Zdrowia.

Uważam się za obywatela świata, bo bardzo długo mieszkałem w rożnych jego stronach. Wiem, jak się żyje w Wielkiej Brytanii, Indiach, na Bali, w Singapurze, Francji czy Grecji. Podróżowałem do tak rozmaitych krajów, że wszystkich nawet nie spamiętam.

Różne miejsca i kultury na mnie wpływały, więc trudno by mi było powiedzieć, iż jestem stereotypowym Niemcem albo Irlandczykiem – chociaż na Zielonej Wyspie dorastałem i mieszkałem najdłużej, bo przez 25 lat. Tak więc moja przynależność narodowa jest dla mnie samego pewnego rodzaju zagadką.

Czytaj także: Święci patrioci. Ich mądre cytaty o ojczyźnie mogą dać siłę dziś i tobie

A gdzie mieszkają twoi rodzice?

Ojciec miesza teraz w Niemczech, a mama i ojczym w Irlandii.

Ty natomiast przeprowadziłeś się do Polski…

Taką decyzję podjęliśmy razem z żoną ponad 5 lat temu. Bywałem w Polsce wcześniej, ponieważ żona jest Polką. Poznaliśmy się w Irlandii, gdzie pracowała. Po półtora roku znajomości postanowiłem odwiedzić jej kraj i rodziców.

Ale muszę powiedzieć, że wcześniej nawet nie rozważałem możliwości mieszkania w Polsce. Kiedyś otrzymałem jednak ciekawą ofertę pracy. Z propozycją zgłosili się „łowcy głów” z międzynarodowej agencji. Początkowo byłem pełen wątpliwości i nawet nie wspomniałem żonie o tej ofercie.

Przez 6 miesięcy agencja próbowała ze mną negocjować i w końcu przedstawiła warunki oraz stanowisko będące dla mnie wyzwaniem. Tym bardziej, że nużyła mnie dotychczasowa praca w Irlandii.

A więc „Polska, ale gdzie dokładnie?” – zapytałem w agencji. Odpowiedzieli: „Kraków”. Zabrzmiało interesująco, bo rok wcześniej po raz pierwszy odwiedziłem to miasto, podróżując z żoną po Polsce. I już wtedy zakochałam się w Krakowie.

Znasz tyle pięknych miejsc świata, a serce zabiło ci mocniej właśnie w naszej dawnej stolicy?         

Zabiło w momencie, gdy zobaczyłem krakowski rynek. Przyjechaliśmy w lecie, więc na rynku tętniło życie: mnóstwo kafejek, ludzie się uśmiechali, było międzynarodowo i pięknie. Wrażenie zrobiła na mnie architektura i te drobne szczegóły – każda kamienica jest inna, inaczej wykończona.

Ponadto przekonałem się, jak Kraków jest tani, np. w porównaniu z Irlandią. To miasto, w którym mógłbym zamieszkać i byłoby mnie stać. Zatem propozycja pracy, jaką otrzymałem rok później, okazała się bardzo atrakcyjna. Po negocjacjach z agencją porozmawiałem z żoną. Nie zapomnę jej pierwszej reakcji!

Jak zareagowała żona na myśl o powrocie do ojczyzny?

„Eee, Polska, Kraków, naprawdę? Chcesz się przeprowadzić do Polski? Jesteś pewien?”. A ja na to: „Dlaczego nie? Tęsknisz za rodziną, więc będziesz mieć bliżej. Spróbuj czegoś nowego, skocz w nieznane!”.

Zastanawiała się dzień lub dwa. Oczywiście, czułem się trochę winny – ona nie miała zagwarantowanej pracy i opuściła swój kraj wiele lat temu, kiedy sytuacja była zupełnie inna niż teraz.

Pożegnaliśmy przyjaciół, zamknęliśmy rachunki, sprzedaliśmy niepotrzebne rzeczy. W półtora miesiąca przenieśliśmy się z Irlandii do Polski. Tydzień po przeprowadzce rozpocząłem nową pracę.

Czytaj także: Uczą się i mieszkają po całym świecie, ale to w Polsce wchodzą w dorosłość. Bal Debiutantów [zdjęcia]

I jak ci się podoba nasz kraj?

Polska dla wielu ludzi jest dziś międzynarodowym kierunkiem. Pamiętam, krótko po przyjeździe, rozmowę ze znajomym, który pochodzi z Egiptu. Mieszka nad Wisłą ok. 12 lat, ma żonę Polkę i dzieci. Powiedział mi: „Teraz jest tu wspaniale, zupełnie inaczej niż 6-7 lat wcześniej” i podawał konkretne przykłady, jeśli chodzi o drogi, budownictwo.

To uświadomiło mi, jak szybko rozwija się Polska, jakie są jej perspektywy oraz możliwości. I upewniłem się, że dokonałem właściwej decyzji.

Jednak mogłeś wybrać na swój dom naprawdę wiele miejsc: miałeś z czego przebierać, spędzając tyle czasu w różnych stronach. Dlaczego Polska?

Myślę, że wpłynęła na to kombinacja różnych czynników. Mentalność Polaków jest prozachodnia, chociaż styka się tu Wschód z Zachodem. W Krakowie masz wszystko, począwszy od kultury: wspaniałe festiwale, koncerty, architekturę, kończąc na znakomitym jedzeniu.

Ponadto Kraków jest dużym miastem, ale nie za dużym jak niektóre światowe metropolie. Położenie jest fantastyczne, w pobliżu są góry i Zakopane. Jeśli kochasz naturę oraz tradycję – możesz z tego korzystać. I jeszcze, jeśli masz dobrze płatną pracę, zaoszczędzisz na przyszłość, co jest trudne w wielu zachodnich krajach. No i masz szansę znaleźć miłość.

Co masz na myśli, mówiąc o miłości?

Tyle osób z mojej firmy, które mieszkają tu przez rok lub kilka lat, są w Polsce ze względu na miłość – zakochali się w kimś z Polski. Przyjechali do pracy na kilkumiesięczny kontrakt, a zostali na dłużej, bo kogoś poznali.

A jest coś, co cię nad Wisłą denerwuje?

To, co mnie zastawia, jeśli chodzi o Polaków, z którymi rozmawiam, to fakt, że nie doceniają swojego kraju. Ciągle mnie pytają: „Dlaczego przyjechałeś do Polski? Gdybyśmy mieli twoje możliwości, mieszkalibyśmy w Wielkiej Brytanii, Irlandii, a nie tu… Przecież ten kraj nie ma ci nic do zaoferowania”.

Może to część waszej pesymistycznej natury? Myślę, że wraz z rozwojem gospodarczym i technologicznym powinno rozwijać się również pozytywniejsze myślenie. Ciężko się słucha takich narzekań, zwłaszcza z perspektywy obcokrajowca, który podjął racjonalną decyzję, by tu zamieszkać! Często wskazuję takim rozmówcom to, co mają na wyciągnięcie ręki, a o czym w innych krajach mogliby tylko pomarzyć.

Co na przykład?

Wspaniałą kulturę, festiwale, przedstawienia uliczne, kina samochodowe, koncerty, miejsca odpoczynku, jak: termy, aquaparki, baseny, sauny. I możecie sobie na to pozwolić, nawet przy niewysokich zarobkach. Gdy pojedziecie do Irlandii i będziecie chcieli pójść na spacer do lasu, np. do małego narodowego parku, który przejdziecie w 3 godziny, będziecie musieli zapłacić: 20 euro za parking, 5 euro za wejście, kolejne 25 euro za jedzenie. Wychodzi 200 złotych na osobę tylko za wycieczkę do lasku!

W Polsce wizyta w lesie jest za darmo, a za wejście do parku narodowego zapłacę niewiele. Na Zielonej Wyspie żyliśmy praktycznie od wypłaty do wypłaty, bo koszty życia są tam wysokie.

Lepiej ci w Polsce?

Mam tu dużo lepszą jakość życia niż przez 25 lat w Irlandii i w każdym innym kraju, choć inne państwa bez wątpienia mają swoje pozytywne aspekty. Z pewnością ma na to wpływ, że jestem obcokrajowcem, pracuję w międzynarodowej firmie i rozsądnie zarabiam.

Jeśli zna się języki obce oraz ma się trochę doświadczenia, bez problemu można znaleźć w Polsce dobrze płatną pracę w nowo powstających centrach biznesowych i osiągnąć stabilizację finansową. Myślę, że gdyby Polacy powrócili z emigracji, mogliby tu prowadzić bardzo dobre życie. Ale oni nie bardzo w to wierzą!

Czytaj także: Conrado Moreno Szypowski: Jestem świadomym Polakiem i patriotą

Mają nieuzasadnione kompleksy?

Tak, kompleks niższości. Uważacie, że wasza wartość jest mniejsza niż pozostałych narodów i że nigdy nie będziecie tacy jak zachód Europy. Nie ma pozytywnego myślenia o kraju i przyszłości. Chyba już czas, by wydobyć się z tej negatywnej spirali!

W ubiegłym roku brałeś udział w święcie 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Nakręconymi przez siebie filmikami dzieliłeś się na portalu społecznościowym. Jak zapamiętałeś tamten dzień?

Zaskoczyła mnie atmosfera, pasja i zaangażowanie ludzi. Tak jakbyś uczestniczył w koncercie ulubionego muzyka i to był jego najlepszy występ. Na rynku w Krakowie z wieży kościoła Mariackiego zabrzmiał hymn Polski i każdy go śpiewał.

Widziałem wcześniej przejawy patriotyzmu, ale to wydarzenie wywarło na mnie wrażenie. Zmotywowało, by lepiej poznać historię Polski i głębiej ją zrozumieć.

Wybrałeś na żonę Polkę. Czy jej narodowość miała dla ciebie znaczenie?

Nie. Początkowo nie czułem do przyszłej żony szczególnej sympatii, łączyły nas tylko kontakty zawodowe. Z czasem zaczęliśmy się poznawać. Jest tylu ludzi na tym świecie, którzy są sztuczni i słuchają tylko po to, by odpowiedzieć, a nie by zrozumieć. A z nią było inaczej. Znalazłem kogoś, kto pasował mi zwłaszcza pod względem emocjonalnym, ale też intelektualnym.

Na początku naszej znajomości, gdy musiałem podejmować ważne osobiste decyzje, spotkaliśmy się na randce w barze. Zaczęliśmy rozmawiać, ale w sposób naprawdę głęboki. Z jakiegoś powodu poczułem się przy niej tak komfortowo, że się całkiem otworzyłem i opowiedziałem swoją historię. Co nieczęsto robię.

Potem byłem tym przerażony, bo pomyślałem, że będę żałował, a ona do mnie już nigdy się nie odezwie. Po 12 latach od tamtego spotkania, wciąż jesteśmy razem. Efekt był więc zupełnie odwrotny! I uważam się za szczęściarza, że mogę być z tą cudowną kobietą… No ładnie, sprawiłaś, że się wzruszyłem…

Polsko-niemieckie małżeństwa to nie jest rzadkość. Jak myślisz, skąd ten fenomen?

Może to wynika z tego, że my, Niemcy, choć jesteśmy na zewnątrz bardzo twardzi, logiczni oraz krytyczni odnośnie do wielu aspektów, to jeśli chodzi o życie osobiste, jest inaczej.

I dlatego odpowiada nam charakter polskiej kobiety, skoncentrowanej na rodzinie. Bo tak w głębi, społeczeństwo niemieckie też jest nakierowane na rodzinę.

Historia naszych krajów jest trudna. Czujesz się nią jako Niemiec obciążony, żyjąc w Polsce?

Do pewnego stopnia tak – i nie koncentruję się tylko na Polsce, bo, szczerze mówiąc, mój naród zrobił wiele złego w czasie II wojny światowej w wielu krajach. Ale nie jestem typem osoby, która patrzy w przeszłość – robię to, by uczyć się z historii i błędów. Nie drążę, bo nie mogę zmienić tego, co było.

Podziwiam Polskę, że pomimo wojny i komunizmu podniosła się i rozwinęła. Jeśli popatrzy się na ostatnie 10-15 lat, to rozwój jest wprost fenomenalny. To tylko pozytywny znak dla każdego w Europie, by uważać Polskę za równorzędnego gracza na europejskiej scenie. Bo taka właśnie jest Polska. Macie ponadto wyskoki poziom edukacji i zdolnych pracowników.

Ale co was spowalnia, to brak wiary w siebie i negatywny obraz, jaki tworzycie w odniesieniu do swojego patriotyzmu, kraju i tego, co możecie osiągnąć. Pomyślcie o sobie, o tym, co dla was najlepsze. Jeśli chcecie wyjechać, by się w czymś rozwinąć, to zróbcie to, ale potem wykorzystajcie te umiejętności w Polsce.

Możemy więc zakończyć przesłaniem: uwierz w siebie, Polsko?

Tak! Miej poczucie własnej wartości i doceniaj wszystko, co masz.

*Chris ma 37 lat, pochodzi z Niemiec, choć uważa się za obywatela świata. Od 5 lat mieszka wraz z żoną pod Krakowem. Pracuje jako menedżer w międzynarodowej korporacji IT.    

Czytaj także: Wielki patriota, żołnierz i duchowny. Sejm składa hołd ks. Franciszkowi Blachnickiemu

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail