Aleteia

Ojciec Bocheński o szkodliwych zabobonach: sprawdź, czy nie ulegasz jednemu z nich

JÓZEF MARIA BOCHEŃSKI OP
Tomasz Michalak/FOTONOVA
Udostępnij

Rok 2020 został ogłoszony rokiem ojca Józefa Marii Bocheńskiego OP. Kto nie zna tej barwnej postaci, będzie zaskoczony, ile można zmieścić w jednym żywocie polskiego dominikanina. Przykład? W wieku 70 lat uzyskał licencję pilota…

Zdarzyło wam się wybrać z tysięcy przepisów na sernik ten, który poleca znana aktorka? Jeśli tak, to ulegliście „zabobonowi autorytetu” – wynika z książki „Sto zabobonów” o. prof. Józefa Marii Bocheńskiego. Senat postanowił uczcić 25. rocznicę śmierci filozofa i ogłosił 2020 r. jego rokiem.

 

Logik

O. Józef Maria Bocheński OP (imiona zakonne: Innocenty Maria) żył 93 lata, ale wydaje się, że taki szmat czasu to i tak mało jak na mnogość jego zajęć zainteresowań. Był znanym filozofem i logikiem (przed wojną w Poznaniu i Rzymie, po wojnie w szwajcarskim Fryburgu), najwybitniejszym znawcą filozofii marksizmu i jednym z najwybitniejszych na świecie sowietologów.

Walczył jako ochotnik w wojnie polsko-bolszewickiej i służył jako kapelan podczas II wojny światowej. Jego książki ukazywały się w milionowych nakładach, w wielu językach. Zapewne miały swój udział w upadku komunizmu.

Był człowiekiem o niespożytej energii, np. w wieku 70 lat uzyskał licencję pilota. Półżartem powtarzał za swoim współbratem Kajetanem de Vio, że dominikanin, który nie studiuje przez co najmniej cztery godziny dziennie, popełnia grzech śmiertelny.

Najbardziej znana książka o. Bocheńskiego to „Sto zabobonów. Krótki filozoficzny słownik zabobonów” – małe dziełko, wydane w 1987 r. w Paryżu. Dominikanin wziął w nim pod lupę popularne, choć nieprawdziwe przekonania. Nie tylko astrologię czy numerologię, ale też np. marksizm, antropocentryzm czy anarchizm.

Książka trochę się zestarzała, ale była ważną lekturą polskiej inteligencji. Warto ją przypomnieć, bo zasady odróżniania zabobonu od niezabobonu są uniwersalne.

 

Apel autorytetów

Czytacie z uwagą różne listy otwarte, podpisane przez znane osoby, np. „Profesorowie i artyści przeciwko wycinaniu lasów” (albo „Profesorowie i artyści apelują o wycinanie lasów”) i uważacie je za ważne głosy w publicznej debacie?

A może kiedy zaglądacie do internetu w poszukiwaniu przepisu na sernik, najchętniej wybieracie akurat ten, który poleca znana aktorka? Zabobonność takiego myślenia polega na tym, że jeśli naukowcy podpisani pod apelem w sprawie lasu nie zajmują się zawodowo dendrologią ani pokrewnymi dziedzinami, to nie mają wystarczającej wiedzy, żeby wypowiadać się na ten temat.

Kompetencji piosenkarzy czy malarzy do wypowiadania się na tematy społeczne czy polityczne chyba nie ma potrzeby komentować. To, że aktorka ma znaną twarz, nie czyni z niej mistrzyni kuchni. Choć oczywiście nie da się wykluczyć, że jej sernik jest najsmaczniejszy – dodałby zapewne o. Bocheński.

 

Postępy postępu

Dominikanin uważał, że jednym z najszkodliwszych zabobonów jest wiara w ciągły postęp ludzkości. Wyznawcy tej teorii uważają, że człowiek jest z natury istotą postępową, czyli jako gatunek staje się coraz doskonalszy, np. przechodzi od magii do nauki, wymyśla coraz lepsze wynalazki i coraz lepsze formy rządów, a także staje się coraz bardziej moralny.

Zgodnie z tym przesądem to, co nowsze, jest zawsze lepsze niż to, co było dawniej.

W niektórych dziedzinach, np. w europejskiej technice w ostatnich 200 latach, postęp faktycznie daje się zauważyć. Ale to nie znaczy, że ta teoria ma zastosowanie do wszystkich sfer ludzkiej aktywności, np. życia społecznego, sztuki czy ustrojów państw.

 

Dwie (nie)wolności

Przy haśle „wolność” autor pisze, że istnieją dwa zabobony dotyczące tego terminu. Pierwszy to determinizm, czyli przekonanie, że nie istnieje wolna wola i że człowiek postawiony w określonej sytuacji jest zawsze zmuszony do konkretnego wyboru.

Drugi to mniemanie, że istnieje wolność bezwzględna, niezależna od praw logiki, faktów i moralności. Ideał rzekomej wolności od moralności występuje szczególnie często w nauce i sztuce.

Idąc tym tropem – zauważa o. Bocheński – należałoby uznać, że niemieccy lekarze przeprowadzający w czasie II wojny światowej eksperymenty na więźniach mieli do tego prawo. Byłoby to nie tylko zabobonne, ale również niebezpieczne.

Zresztą – zdaniem o. Bocheńskiego – zabobony bardzo często mają dotkliwe skutki społeczne.

 

Zwierzęta i cierpienie

We fragmencie o zwierzętach autor podejmuje tylko jedną kwestię – eksperymentów na zwierzętach. Zauważa, że nie należy przysparzać zwierzętom niepotrzebnych cierpień, bo to wypacza ludzką psychikę. Ale też nie wolno stawiać zwierząt na równi z ludźmi.

Ciekawe, co by napisał, gdyby żył dzisiaj i słyszał o „adoptowaniu” zwierząt domowych i awansowaniu ich na członków rodziny?

Jedno jest pewne – nic by go nie zdziwiło, bo uważał, że filozofia i logika już dawno znalazły odpowiedzi na wszystkie pytania. Czasem tylko trzeba się trochę się zastanowić.