Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Działki, śmietniki, pustostany… Ambulans z serca walczy o każdego człowieka

AMBULANS Z SERCA
Udostępnij

Ambulans z serca to specjalna karetka, w której działają lekarze, ratownicy, pielęgniarki i wolontariusze. Mają wiedzę i umiejętności. Pomagają tym, którzy tej pomocy najbardziej potrzebują.

Karetka jeździ ulicami Warszawy i pomaga osobom bezdomnym. Niejednokrotnie są oni bardzo zaskoczeni tym, że ktoś w ogóle się nimi interesuje i chce ofiarować im swój czas. Ludzie, którzy podjęli się tej wyjątkowej inicjatywy opatrują rany, zmieniają bandaże. Na co dzień pracują, zaś w czasie wolnym oferują swoją pomoc i serce potrzebującym. Robią to nieodpłatnie. Docierają do osób, które często pomieszkują w pustostanach, na śmietnikach, działkach, daleko od ludzi.

Ambulans dojeżdża w trudno dostępne miejsca, do ludzi, którzy są wycofani, samotni, nie mają możliwości utrzymania higieny.

Na pomysł ambulansu wpadł lekarz Tomasz Głażewski. Założył on później, wraz z ratownikiem medycznym Jackiem Niewęgłowskim, zespół medyków jeżdżących po Warszawie. Z własnych środków pomagali osobom bezdomnym. Pierwsze patrole rozpoczęły pracę rok temu.

 

„Pamiętam prawie każdego”

Jak wielu ludziom ambulans pomógł w tym roku? – Udało się nam nawiązać kontakt z prawie 80 osobami bezdomnymi. Około 20 z nich zdecydowało się zamieszkać w ośrodkach dla bezdomnych – mówi Aletei Emilia Wesołowska, wolontariuszka Ambulansu z serca.

Patrole karetki odbywają się 2-3 razy w tygodniu. Praca jest trudna, ale wynagradza ją wzruszająca wdzięczność tych, którzy z niej korzystają.

– Ja pamiętam prawie każdego człowieka, do którego przyjechaliśmy. Moment pomocy jest dla mnie wzruszający – tłumaczy w rozmowie z nami Emilia Wesołowska.

Często osoby bezdomne wstydzą się prosić o pomoc. Nie są pozbawione świadomości swojego wyglądu, zapachu, biedy i głodu.

Czytaj także: Dorota myje nogi bezdomnym. Bierze miskę z wodą, mydło i idzie

 

Bezdomni są świadomi swojej sytuacji

Formalnie fundacja działa od dwóch miesięcy. Przez ostatni rok działalność odbywała się w formie inicjatywy społecznej, głównie dzięki wsparciu „Caritas” Archidiecezji Warszawskiej.

Duże wsparcie pochodzi od darczyńców. Wolontariusze z ambulansu pełnią dyżur w warszawskich schroniskach, w których monitorują stan zdrowia mieszkańców, kierują do lekarzy specjalistów, uczą dbania o siebie i swoje dobre samopoczucie.

– W naszym zespole są głównie medycy, sześciu lekarzy, dwie pielęgniarki, ratownicy medyczni, psycholog i inne osoby „niemedyczne” – wyjaśnia Emilia Wesołowska.

 

W ciemnym baraku trudno opatrzyć ranę

W niektórych miejscach, które odwiedza ambulans, jedynym światłem są świeczki. W baraku, gdzie żyje osoba bezdomna, jest ciemno i trudno w takich warunkach zrobić opatrunek. Jeden ze starszych panów, któremu udało się pomóc, wiele lat żył na ulicy. Straż miejska jeździła do mężczyzny i dzięki funkcjonariuszom karetce udało się trafić do niego.

Na początku był nieufny. Zgodził się jednak na umieszczenie w schronisku przy ulicy Żytniej w Warszawie. Mimo ogromnej, niegojącej się rany na nodze, nie kwalifikował się do hospitalizacji.

 

Dziewczyna mieszkająca w pustostanie

Ostatnio wolontariusze Ambulansu z serca pracują z dziewczyną mieszkającą w pustostanie. Jej stan zdrowia pogarsza się z powodu długotrwałego nadużywania alkoholu. Dezorganizacja życia nie wpływa dobrze na jej stan psychiczny. Karetka jeździ do niej systematycznie, chociaż kobieta nadal przebywa na ulicy. Nie chce inaczej.

Wiele osób jednak szuka wyjścia ze swojej trudnej sytuacji. Wolontariusze dostają wezwania także do bezdomnych z problemami psychicznymi. Nawiązanie relacji w takich sytuacjach jest trudne, ale i zarazem niebezpieczne.

Często zdarzają się pacjenci z problemami skórnymi po piciu.

 

Każdy dzień przynosi nowe historie

Na profilu w mediach społecznościowych można przeczytać historię mężczyzny, który przez wiele lat prosił przechodniów o 5 zł. Ludzie dawali mu pieniądze i mijali go. Jego noga była w takim rozkładzie, że wydzielała bardzo przykrą woń, która przyciągała nawet muchy. O sytuacji tego pana poinformował wolontariuszy pewien mężczyzna.

Pomoc przyszła w samą porę. Inne opowieści można przeczytać na facebookowym profilu – Ambulans z serca karetka dla bezdomnych.

– W procesie pomocy udzielanej w kryzysie bezdomności najważniejsze jest budowanie wspólnej przestrzeni, opartej na życzliwości i zrozumieniu. To dzięki tworzeniu takiej relacji z naszymi pacjentami udaje się nam im regularnie pomagać, ale i zabrać z ulicy – mówi nam Emilia Wesołowska.

Czytaj także: „Medycy na ulicy” – opatrują rany, rozmawiają, przywracają godność…

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail