Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Kobieta po przejściach: moje życie jest darem

ROZWÓD
Kaspars Grinvalds | Shutterstock
Udostępnij

Czy jest możliwe, aby tracąc największe życiowe marzenia, być szczęśliwym? Możliwe!

Obyś skutecznie mi błogosławił i rozszerzył granice moje, a ręka Twoja była ze mną, i obyś zachował mnie od złego, a utrapienie moje się skończyło! (1 Krn 4, 9-10)

To była moja modlitwa, gdy rozstałam się z mężem. Było to najtrudniejsze doświadczenie w moim dotychczasowym życiu i gdyby nie Bóg, pomoc mądrych ludzi, rodziny i przyjaciół, to nie wiem, czy miałabym siłę dalej żyć.

Każda z nas, która była w traumatycznej sytuacji, zna smak strachu, lęku, niepewności o przyszłość, wstydu, bólu psychicznego i fizycznego, który się z tym wiąże. Potoku łez, który nie chciał przestać płynąć. Straty największego życiowego marzenia o byciu żoną i mamą. Ciągłych pytań, czy zrobiłam absolutnie wszystko, co było możliwe?

 

Dotknęłam samego dna

W moim sercu pojawiło się pytanie – czy chcesz żyć? Odpowiedziałam: tak.

Nie miałam siły. Wtedy usłyszałam od mojego terapeuty słowa: „Ja mam siłę, możesz ją ode mnie wziąć”. Dał mi wsparcie. Wiedziałam, że mogę zadzwonić do niego o każdej porze. Poczułam się akceptowana ze swoim bólem, niemocą, płaczem, złym nastrojem, gniewem, z tym całym bagażem, który trzeba było rozpakować. Z jego pomocą stawiałam kolejne kroki w moim nowym życiu.

Stawiałam sobie cele. Wspomagałam się symbolami nowego etapu. Na początku kupiłam sobie pierścionek z zielonym oczkiem, który miał symbolizować nadzieję, że jeszcze będzie dobrze. Potem z niebieskim, który oznaczał wiarę i czystość intencji. I na koniec czerwony, który przypominał mi, że kocham i jestem kochana.

Moja szansa na powodzenie rośnie z każdą próbą (John Nash „Piękny umysł”)

Pamiętasz scenę, w której profesor widzi wymyślone postacie i najpierw uważa je za prawdziwe, rozmawia z nimi, a potem uczy się je lekceważyć? Oczywiście, on miał schizofrenię, ja nie. On wiedział to, czego nie ma. Ja wracałam przeżyciami do tego, co było. Najpierw wielokrotnie rozważałam słowa, które sama wypowiedziałam czy usłyszałam. Przypominałam sobie ból, który im towarzyszył. Potem, z czasem, nauczyłam się, że te wspomnienia będą, ponieważ są częścią mojej historii, ale nie muszę poświęcać im uwagi. I ćwiczyłam niemyślenie o nich. To działa. Mija już drugi rok od naszego rozstania, a czas (jestem tego pewna) leczy rany.

 

Towarzyszenie osobie w stracie

Ogromnym wsparciem byli dla mnie moi przyjaciele i rodzina. Ich telefony i odwiedziny dawały mi siłę, by przetrwać najtrudniejszy czas. Myślę, że największą intuicję mają tu dzieci. Moja mała siostrzenica, która, gdy leżałam na tapczanie i popłakiwałam, brała kredki i papier, siadała przy stole i rysowała. Nie potrzeba było słów. Po prostu była. Rozczulała mnie ta jej obecność i dodawała motywacji, by zawalczyć o siebie.

 

Czego się nauczyłam?

Nauczyłam się tego, że dobrze czuję. Wiem, gdzie są moje granice i jakie skutki wywołuje ich przekraczanie. Dlatego staram się ich strzec. Nie gonię za każdą, nawet najbardziej kuszącą okazją, bo wiem, że nie na wszystko mam siłę. Akceptuję to, że potrzebuję spokoju i wyciszenia.

Doceniam moich przyjaciół i znajomych, którzy są ze mną, wiedząc, że nie mam tyle energii, ile miałam wcześniej. Moje życie się zmieniło, ja się zmieniłam. Czuję swoją siłę. Czerpię ją z codziennej mszy świętej, dbałości o to, co myślę, jak spędzam czas, z kim się spotykam, czym się karmię.

W tym roku byłam na pielgrzymce w Fatimie. Będąc tam, zastanawiałam się, jakie będą jej owoce. To, że będą, nie miałam wątpliwości. I ostatniego dnia pobytu przypomniałam sobie słowa: moje życie jest darem. I wiem, bo nie było to przecież oczywiste, że wyjdę z tej sytuacji zwycięsko. Dzięki Bogu i ludziom udało się. Poniższa modlitwa oddaje to, co czuję. Przyszła do mnie kilka dni temu i chcę się z wami nią podzielić. Jest to modlitwa nieznanego żołnierza Konfederacji.

„Prosiłem Boga o siłę, aby triumfować;
On dał mi słabość, abym nauczył się smaku rzeczy małych.
Prosiłem o zdrowie, aby robić rzeczy duże;
On zesłał mi chorobę, abym robił rzeczy lepsze.
Prosiłem Go o bogactwa, aby być szczęśliwym;
On dał mi ubóstwo, abym był wrażliwym i mądrym.
Prosiłem o władzę, aby ludzie liczyli na mnie;
Dał mi słabość, żebym potrzebował tylko Boga.
Prosiłem Go o towarzysza, aby nie żyć samemu;
On dał mi serce, zdolne kochać wszystkich braci.
Prosiłem o wszystko, aby cieszyć się życiem;
On dał mi życie po to, abym mógł cieszyć się wszystkim.
Nie dostałem niczego, o co prosiłem;
Ale mam wszystko, czego mogłem oczekiwać.
Chociaż mówiłem coś przeciwnego, Bóg mnie wysłuchał
I jestem najszczęśliwszym z ludzi”.

Czytaj także: Czas na rozwój. Ale… jak się za to zabrać?

Czytaj także: Pierwsze małżeństwo: stwierdzenie nieważności. Jak mądrze budować drugie? I co z dziećmi? Rozmowa z ks. M. Dziewieckim

Czytaj także: Czy da się posklejać na nowo życie po rozwodzie?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail