Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Co się stało, kiedy mój mąż odebrał poród

PORÓD
Kati Finell | Shutterstock
Udostępnij

„Odebrałem poród! A potem…” – tę historię Łukasz opowiadał setki razy w męskim gronie. „Ale nie bałeś się, że zgnieciesz to dziecko? I przestał płakać? Przecież podobno tylko do mamy takie dziecko chce”.

– Łukasz, chyba… odchodzą mi wody.

– Żartujesz? Serio? Już, już wstaję – informacja, że żona rodzi na mężczyznę działa jak lodowaty prysznic. Z trybu spania przechodzi w działanie. Samochód zatankowany – jest. Torba? Jest. Żona? Jest. Nie, nie ma. Żona w łazience…

– Jedziemy już?

– Nie, wezmę prysznic, sprawdzę torbę.

– Marlena…

– Spokojnie, spokojnie. Mamy czas.

Tych emocji nic nie odda: nerwowo się uśmiechasz, zaraz zmieni się całe twoje dotychczasowe życie. Liczba osób na pokładzie się zmieni. Jest druga w nocy, co kilka minut czujesz senność, która ostatecznie odchodzi na rzecz zwiększonej adrenaliny. Już wiesz przed drugim porodem, że trzeba się najeść na zapas i dopiero ruszać w świat.

Jedziemy! Do szpitala 40 km.

Jeśli spodziewasz się teraz relacji z porodu w samochodzie nocą w Puszczy Piskiej, wśród jeleni i saren, w głuszy, pod gwieździstym niebem, to przykro mi – nic z tego. Dojechaliśmy do szpitala. Dopiero tam, po wypisaniu dokumentów, potem: podpisaniu dokumentów, odpowiedzeniu na tony pytań, KTG, śnie (serio!), badaniach, spacerach, masażach, piłkach…

– Łukasz, chcesz odebrać poród? – spytała położna. – To już.

– Tak. Mogę? – powiedział mój mąż. Dziś już nie pamiętam rozkładanych akcentów w zdaniu – czy słyszałam w tym pewność, czy może strach, czy jednak radość, że za chwilę dokona czegoś, co będzie wspominał całe życie. Nie pamiętam. Nie ukrywam: byłam wtedy zajęta. I to nie byle czym, bo rodzeniem. Ja miałam jedno zadanie: rodzić, on drugie: wziąć dziecko tak, jak mówiła położna, tu tak, tu śmak. Chwilę potem…

 

Widać główkę! I teraz…

…chcę położyć ci na serce kilka myśli o tym, jak mieć obok siebie mężczyznę, o jakim marzysz. Pragniesz wspierającego cię męża? Takiego, który nie usiądzie na kanapie, czekając na obiad, ale będzie w stanie pomóc w jego przygotowaniu, gdy tu jedno dziecko płacze, drugie maże właśnie ścianę, a trzecie (gdzie jest nasze trzecie dziecko?)… Który będzie umiał powiedzieć: „nie rozumiem, ale jestem przy tobie”? Wpadnie z kwiatami tak po prostu – bo były ładne i je lubisz? Będzie znał magiczne słowo „połóg”, nie ucieknie od opieki nad noworodkiem? Przy porodzie będzie podążał za tobą, twoimi pragnieniami, które przy każdym porodzie mogą być inne?

Ja takiego pragnęłam, ale go nie znalazłam.

 

Mój mąż będzie taki, jakiemu pozwolę mu być

Mój mąż się taki staje. Już się stał, a wiem, że będzie się taki stawał bardziej. Nie ma tu czarodziejskiej różdżki, łutu szczęścia, jednego na milion egzemplarza. Jest on – jego praca, jestem ja – moje wsparcie w tym stawaniu się. Stajemy się dla siebie.

Nie chcę tu przekreślać roli wychowania mężczyzny (tu konkretnie mojego męża), jego samowychowania, którego się podjął (jestem z niego dumna, widząc jego pracę nad sobą), ale jest coś jeszcze. To już leży tylko w moich rękach: mówię, czego potrzebuję.

Uczyliśmy się tego przy pierwszym dziecku, po omacku, bez mapy. Pomagały nam odzierające z oczekiwań rozmowy. Rozkładanie na czynniki pierwsze marzenia, przemyślenia, pomysły, pragnienia. Mijały noce, dni, kolejne noce. Były fochy, płacze, niezrozumienie, ale staje przy mnie i mówi: „nie zawsze wiem, nie zawsze rozumiem, ale zawsze będę obok”. Wchodziliśmy w świat pierwszego porodu, połogu, pierwszego dziecka bez wiedzy o tym, jak siebie wzajemnie wspierać. Wzięliśmy wiele gorzkich lekcji… Ale dobrze, teraz:

 

Wracamy na porodówkę!

Znasz ten obrazek, kiedy dziecko przestaje płakać na brzuchu mamy? Kiedy mój mąż trzymał już syna na rękach, on krzyczał (nie ma co się dziwić: poza ciepłą mamą jest zimno i głośno, i razi w oczy). Łukasz przytulił go do siebie i powiedział kilka słów: „Już dobrze, jesteś u taty”. Maluch przestał płakać! Dostałam już spokojne dziecko na ręce. Nie tylko zapach i dotyk mamy, ale też głos taty jest dla noworodka kojący! Klękam przed ojcostwem. Z koszulką umazaną krwią, bolącymi rękami od masowania i ustami zaschniętymi od modlitwy.

„Odebrałem poród! A potem…” – tą historię Łukasz opowiadał setki razy w męskim gronie. „Ale nie bałeś się, że zgnieciesz to dziecko? I przestał płakać? Przecież podobno tylko do mamy takie dziecko chce”.

Pragniesz, by twój mąż stanął przy tobie? Powiedz mu, jak może ci pomóc. Wesprzyj go na drodze wspierania ciebie. Ostatnio pojawiła się książka Maćka Białobrzeskiego (twórcę kultowego filmu o porodzie dla mężczyzn) pt. „Zrób dobrze kobiecie w ciąży”. Mój mąż odebrał poród, był przy dwóch pozostałych, a i tak mu ją kupiłam. W sumie to kupiłam ją nam. Znajdziesz ją na stronie zrobdobrze.pl

Oddajmy naszym mężczyznom prawo udziału w narodzinach, opiece nad dzieckiem, oddajmy wstęp do połogu. Oni też ten okres przeżywają. Nie są niewidzialni. Też czują, pragną, boją się, cieszą „Nie wiedziałem, że tyle można czuć w jednym czasie – powiedział później mój mąż. – Strach, radość, troska o ciebie. Przez pewien czas po narodzinach jest się w innym świecie”.

Czytaj także: Co zrobić, by twoje dziecko spokojnie zasypiało?

Czytaj także: 17 rzeczy, które powinni zrobić mężczyźni, kiedy zostają ojcami

Czytaj także: Jak zmienia się małżeństwo, gdy pojawiają się dzieci?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail