Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Uśmiech i miłość do ziemniaków. Alfabet Łukasza Piszczka

ŁUKASZ PISZCZEK
Rafał Gaglewski/REPORTER
Udostępnij

Łukasz Piszczek to jeden z najwybitniejszych obrońców reprezentacji Polski w całej historii. To dlatego przez wielu wybierany jest do reprezentacji stulecia w konkursie zorganizowanym na stronach Polskiego Związku Piłki Nożnej. Poznajcie lepiej Łukasza Piszczka, który właśnie zakończył reprezentacyjną karierę.

A jak Afera

Łukasz Piszczek został skazany za udział w aferze korupcyjnej. To właściwie jedyny mroczny etap jego kariery. Sam zgłosił się do prokuratury, gdy o sprawie zrobiło się głośno. Miał 21 lat. Starsi koledzy z Zagłębia Lubin autorytatywnie poinformowali go o „zrzutce” na zapłatę dla piłkarzy Cracovii, by zagrali w ostatnim meczu sezonu na remis. Taki wynik potrzebny był Zagłębiu, by awansować do eliminacji w europejskich pucharach. Łukasz miał, podobnie jak inni, dorzucić do puli 10 tys. zł.

Zeznając, przyznał jednak, że chyba nie posiadał nawet takiej kwoty na koncie i być może dołożył jedynie 5 tys. W ustawionym meczu nie zagrał, ale w korupcji brał udział. Wiele wskazuje jednak na to, iż został wciągnięty w aferę przez starszych kolegów. Jak sam przyznał, brakowało mu odwagi, by się postawić ustalonym przez starszyznę zasadom. Za błąd młodości zapłacił wysoką cenę: na pewien czas utracił reputację w oczach polskich fanów. Zdołał ją jednak odbudować nienaganną postawą zarówno na boisku, jak i poza nim.

 

B jak Borussia

Oczywiście Borussia Dortmund, czyli klub, w którym Piszczek święcił największe tryumfy. To tam zakłada opaskę kapitana, od wielu lat jest liderem zespołu. Zyskał w niej miano jednego z najlepszych prawych obrońców nie tylko w niemieckiej ekstraklasie, ale także w Europie. Mimo zainteresowania ze strony wielu czołowych klubów, Piszczek nie chciał jednak zmieniać barw klubowych. To rzadko spotykana postawa u współczesnych piłkarzy. Nie zaskakuje zatem, że Piszczek stał się legendą Borussi, a wręcz symbolem żółto-czarnych.

 

C jak Charyzma

Piszczek ją ma. Po prostu. Potwierdzają to koledzy z zespołu, ale też ludzie, którzy mieli okazję pracować z polskim obrońcą. „Ma charyzmę, ma analityczne spojrzenie, szybko rozpoznaje boiskowe sytuacje, które wymagają skorygowania” – powiedział swego czasu o Łukaszu Piszczku polski skaut Borussi Dortmund Artur Płatek.

Charyzma u Piszczka nie polega jednak na pokrzykiwaniu na kolegów. Jest raczej introwertyczny, z trudem otwiera się przed innymi. A jednak perfekcjonizmem, odpowiedzialną postawą na boisku, determinacją i ciężką pracą budzi szacunek innych.

 

D jak Dieta

Łukasz bardzo dba o siebie. Na siłowni uwielbia ćwiczenie muscle up, czyli podciągania oraz pompki na poręczach. Jest dobrze zbudowany, ale przestrzega też diety. Odłożył swego czasu na bok ulubioną colę. Pochłania dużo węglowodanów, a jedną z jego ulubionych potraw są… ziemniaki. Podobno gdy przeniósł się z Polski do Niemiec, bliscy przywozili mu ulubione gatunki tego popularnego w Polsce warzywa.

 

E jak Ewa

Piękna jak – niech będzie – okręt pod pełnymi żaglami. Pełna uroku, z cudownym uśmiechem, stroni jednak od celebryckich ścianek, budowania osobistej marki na Instagramie oraz całego zamieszania, jakie towarzyszy piłkarzom i ich małżonkom. Razem z Łukaszem mają troje dzieci. Poznali się jeszcze w szkole średniej. Ewa jest oazą spokoju, kwiatem lotosu na tafli jeziora. Gdy pani Piszczek była w pierwszej ciąży, mieszkała już z mężem w Dortmundzie. Pewnego wieczoru Łukasza odwiedził akurat Robert Lewandowski. Panowie oglądali mecz, gdy Ewa poczuła gwałtowne skurcze. „Zaczyna się” – powiedziała. Lewy poderwał się nerwowo, ale żona Łukasza spojrzała na niego z pobłażaniem. „Obejrzyjcie sobie do końca pierwszą połowę” – uspokoiła napastnika.

 

F jak Fabiański

Łukasz Fabiański to jeden z najbliższych przyjaciół Piszczka. Razem grali w młodzieżowych reprezentacjach. Są też trochę do siebie podobni: skromni, zawsze chętni do rozmowy z dziennikarzami, uśmiechnięci. Gdy pewnego razu otrzymali zaproszenie do jednego z programów sportowych Canal Plus, wydawcy dopytywali, na jakie loty kupić im bilety. Obydwaj uspokoili, że sami są sobie w stanie sfinansować podróż samolotem i samodzielnie dotarli do studia.

 

G jak Goczałkowice-Zdrój

To w tej śląskiej miejscowości znajduje się chyba najsłynniejszy na świecie klub z polskiej IV ligi. W tym klubie Piszczu stawiał pierwsze kroki na ścieżce piłkarskiej kariery. Do dzisiaj żyje losami LKS Goczałkowic-Zdrój. Ogląda wszystkie mecze, korzystając ze streamingu w sieci.

Nazwę klubu znają nie tylko kumple Łukasza z reprezentacji Polski, ale także gwiazdy Borussi Dortmund. Koledzy klubowi często zagadują Piszczka o wynik jego LKS-u. Co ciekawe, to właśnie w tym klubie ten wielki piłkarz chce zakończyć swoją karierę. Od wielu lat wspiera też drużynę nie tylko finansowo, ale także swoimi cennymi radami.

 

J jak Jurgen Klopp

Piszczek pracował z wieloma wybitnymi trenerami, ale to właśnie Klopp był tym najwybitniejszym. Niemiecki szkoleniowiec nie ma łatwego charakteru. Potrafi być cierpki, a jednak znakomicie buduje relacje w zespole. Piszczka uwielbiał. Chyba znalazł z nim wspólny język, bo Łukasz uchodzi za niezwykle inteligentnego gracza, a takich Klopp wręcz uwielbia.

 

K jak Kuba

Z Kubą Błaszczykowskim łączy go przyjaźń na śmierć i życie. Panowie spędzają wspólnie wakacje. Mają podobne temperamenty: na boisku twardzi i walczący o każdy centymetr murawy. Poza nim: sympatyczni, pełni ciepła, ale też skryci. Wierni w przyjaźni bez reszty.

 

L jak Leo

A dokładnej: jak Leo Benhakker, za którego kadencji Piszczek nie tylko zadebiutował w reprezentacji Polski, ale też zagrał na pierwszym poważnym turnieju: mistrzostwach Europy w 2008 roku. Co prawda na Euro pojechał w zastępstwie kontuzjowanego Kuby Błaszczykowskiego, ale potrafił wykorzystać otrzymaną szansę: był jednym z lepszych zawodników nieudanych dla nas rozgrywek. Gdy usłyszał, że otrzymał bonusowe powołanie, ruszył na zgrupowanie kadry prosto z plaży. Dotarłszy na miejsce, zorientował się, że podróżował w… japonkach.

 

M jak Mourinho

Kiedy słynny portugalski szkoleniowiec prowadził Real Madryt, chciał mieć u siebie właśnie Łukasza Piszczka. Nic dziwnego, podobne marzenia pojawiały się w głowach menedżerów czy dyrektorów sportowych wielu europejskich klubów. Ale kto wtedy nie chciał grać w Realu Madryt i pracować z Jose Mourinho… no właśnie, kto? Ano Łukasz Piszczek.

Portugalczyk najpierw zaniemówił, gdy Piszczu odmówił zmiany barw klubowych, a potem poprosił słynnego działacza Borussi Joachima Watzkego, by ten przekazał Polakowi takie słowa: „jesteś pierwszym piłkarzem w mojej karierze, który odmówił mi transferu”.

 

N jak Napastnik

Na tej pozycji Piszczek zaczynał karierę. Strzelał bramki jak na zawołanie: w Goczałkowiance, w Gwarku Zabrze, trafiał też do siatki w Zagłębiu Lubin. Ale w berlińskiej Herthcie słynny szwajcarski trener Lucien Favre powiedział: basta! I przestawił Piszcza na prawą obronę. Choć Polak kręcił nosem z niezadowolenia, w końcu przystał na ten pomysł. I stał się jednym z najlepszych obrońców świata.

 

R jak Reprezentacja

Gra z orzełkiem na piersi zawsze była dla Piszczka wielkim wyróżnieniem. W reprezentacji zagrał 66 razy i strzelił 3 bramki. Te liczby wyglądałyby inaczej, gdyby nie kontuzje, z którymi zmagał się Łukasz. Ale dla kadry potrafił się poświęcać, grywał nawet wtedy, gdy był nie w pełni zdrowy.

Jego ojciec Kazimierz wspominał, że bywały momenty, kiedy naprawdę bał się o zdrowie swojego syna. Ale Piszczek potrafił też uderzyć pięścią w stół. Po mundialu w Rosji przyznał, że nie był w pełni sił, sugerując błędy sztabu w przygotowaniu fizycznym zawodników. Był integralną częścią drużyny. Zawsze wszystko podporządkowywał dobru zespołu.

 

T jak Trener

Wszyscy, którzy znają Piszczka nie mają wątpliwości: po zakończeniu kariery zostanie trenerem. Świetnie czuje zespół, ale też rozumie to, co dzieje się na boisku. Uwielbia rozmawiać z trenerami, dopytywać o powody ich decyzji i planów taktycznych. Często ogląda mecze, szczegółowo je analizując. Sam Piszczu jednak asekuruje się, zapewniając, że po zakończeniu kariery będzie chciał przede wszystkim odpocząć.

 

U jak Uśmiech

Ten ma Łukasz po prostu rozbrajający! Koledzy podkreślają, że tym uśmiechem potrafi wprowadzić dobrą atmosferę do szatni. Choć nie uchodzi za kogoś, kto buduje atmosferę w drużynie, to na pewno potrafi rozładować napięcie. Ma specyficzne poczucie humoru. Ulubiona riposta? To proste: „chyba ty”.

 

W jak Wódka

Nie, nie chodzi o mocny napój alkoholowy, bo Łukasz jest raczej spokojnym człowiekiem, stroniącym od silnych wrażeń. Mowa zatem o Kamilu Wódce, słynnym psychologu sportowym, z którym współpracuje Piszczek. Trochę zajęło mu czasu, zanim podjął decyzję o terapii. Ale dzisiaj nie żałuje: wie, że rozmowy z Kamilem Wódką pozwoliły mu się odblokować, nauczyć radzenia sobie ze stresem za pomocą technik wizualizacji, a w konsekwencji uczyniły go lepszym piłkarzem.

 

Z jak Zamilski

Andrzej Zamilski to trener młodzieżowej reprezentacji, dzięki któremu Piszczek pierwszy raz mógł założyć koszulkę z orłem. „Kochane dziecko” – po ojcowsku podsumowuje dzisiaj okres tamtej współpracy Zamilski.

Przyznaje, że Łukasz na tle swoich kolegów był raczej łatwy w prowadzeniu: nie sprawiał problemów wychowawczych, wiedział czego chciał, wykonywał polecenia na boisku. Czy w ogóle myślał wówczas, że za kilkanaście lat, na Stadionie Narodowym będzie żegnał się z seniorską kadrą pośród burzy oklasków i pełnych sympatii okrzyków, skandujących jego nazwisko?

Czytaj także: Zupa i paczka papierosów, czyli czego uczy nas Lewandowski?

Czytaj także: Introwertyk mistrzem sportu. Czy to możliwe?

Czytaj także: Piłka nożna: sport, biznes czy machlojka?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail