Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Gdy miałam 4 lata, już patrzyłam, jaki mam gruby brzuch”. Jak wygrała z bulimią?

BULIMIA
Marko Aliaksandr | Shutterstock
Udostępnij

Prawie 15 lat zmagała się z bulimią. Udało jej się wygrać, teraz pomaga innym. Jest blogerką, pisze książki, prowadzi wykłady i kanał z poradami na YouTube. Anna Guszczyńska opowiada Aletei, jak wyglądało jej zmaganie się z chorobą.

Anna Gębalska-Berekets: Jak zaczęła się u ciebie bulimia?

Anna Gruszczyńska, „Wilczogłodna”: Zaczęło się od diety. Przeważnie taki jest początek. Dorastałam w rodzinie, w której wszystkie kobiety się odchudzały. Miałam w świadomości taki model rodziny, wychowania, że w pewnym wieku, gdy dorastałam, oczywiste było dla mnie, że będę na diecie. Myślałam, że tak się żyje. Mama z ciocią powtarzały mi, bym uważała na jedzenie i nie tłumaczyły mi, co w tym jest złego. Już w przedszkolu oceniałam siebie. Widziałam siebie jako osobę grubą.

Gdy miałam 4 lata i siedziałam na dywanie w przedszkolu, często podnosiłam do góry koszulkę i patrzyłam, jaki mam gruby brzuch. Ojciec też zwracał ciągle uwagę mamie na to, co je. Miałam 12 lat, gdy przeszłam na dietę. Nikt z rodziny tego nie komentował.

Spodobało ci się to odchudzanie?

Była to dla mnie norma. Przekazywano mi w rodzinie, że trzeba walczyć ze swoim apetytem. Nie miałam pojęcia, co to znaczy zdrowo się odżywiać. Nie poruszano u mnie w domu takich tematów. Żywiłam się zazwyczaj tym, co było w lodówce. Nie gotowaliśmy.

Głód zajadałam słodyczami. Kanapki nie były wystarczające. Zaczęłam przybierać na wadze i to powodowało u mnie myśli, że muszę coś z tym zrobić. To nie było tak, że mi się to odchudzanie spodobało. To była męka, ale z drugiej strony widziałam realnie po sobie, że słowa mamy i cioci są prawdą i z jedzeniem należy postępować ostrożnie. Chodziłam niedożywiona na własne życzenie. Ale to wszystko w pełni widzę dopiero teraz. Wcześniej nie potrafiłam tego dostrzec.

Łatwo zdiagnozować było u ciebie bulimię? Kiedy przekroczyłaś granicę, po której zaczęłaś się zastanawiać, że jednak coś niedobrego zaczyna się z tobą dziać?

Byłam tak zdesperowana tym, że cokolwiek bym nie zjadła, to i tak będę tyła, że przestałam jeść w ogóle.

Kiedy szłam do liceum i miałam 15 lat, chciałam zrobić dobre wrażenie. Przestałam przyjmować posiłki. Zatrzymał mi się metabolizm. Obcinałam kalorie coraz bardziej. Pamiętam, że ostatecznie dziennie jadłam 72 kcal. Była to zazwyczaj kromka suchego chleba. Liczyłam nawet mleko 0%, które dolewałam do kawy.

Zaczęłam wtedy mieć momenty obżerania się. Ale chciałam sobie to zrekompensować. Myślałam, że nie po to się odchudzałam, żeby teraz tyle jeść. Prowokowałam wymioty. Byłam szczęśliwa, że znalazłam cudowny sposób, pewien wytrych. Inni będą na diecie, a ja będę jadła wszystko i nie przytyję. Okazało się to zgubne myślenie. Chciałam jeść coraz więcej. Nie mogłam się uczyć, wpadłam w błędne koło obżarstwa. Postanowiłam przestać, ale zobaczyłam wówczas, że nie mogę tego zrobić. Zobaczyłam problem.

Powiedziałaś komuś, że masz taki problem, czy starałaś się pomóc sobie sama?

Nie miałam takiej refleksji. To wszystko się po prostu działo. Rodzice zauważyli problem i zaczęli mnie wysyłać do psychologa. Byłam zbuntowana. Miałam złe relacje z rodzicami. Myślałam, że jak schudnę to przestanę. Nie rozumiałam tego mechanizmu i przyczyn tego, że rzucam się na jedzenie. Szczupła sylwetka była celem. Wizyty u kolejnych psychologów nie przynosiły żadnego efektu. Zdałam maturę, wyprowadziłam się z domu i pogodziłam się, że tak będzie wyglądało moje życie.

Co było dla ciebie najgorsze w tym uzależnieniu? Postanawiałaś sobie, że musisz przestać?

Bulimia to błędne koło. Obiecywałam sobie codziennie, że przestanę. Chudłam i tyłam. Byłam spuchnięta. Codziennie rano wstawałam i powtarzałam sobie, że dziś będzie inaczej. Niestety. Żaden alkoholik nie wstaje z myślą: „Super, to ja się dziś znowu upiję”. Raczej myśli, że znowu tyle wydał pieniędzy w barze, ma kaca. Powtarza sobie, że przestanie. Ale nie przestaje. Robi tak samo.

Do ukończenia 30 lat nie skończyłam studiów, nie zrobiłam żadnej kariery. Zawaliłam wiele relacji oraz związków. Nie mogłam przestać. Jedna z dziewczyn pisała do mnie, że gdy wymiotowała, to za każdym razem miała silne palpitacje serca. Zawsze wyciągała list do swojej córki. Chciała być przygotowana i w takiej formie pozostawić swojemu dziecku parę ciepłych słów. Zależało jej, by córka wiedziała, że ją kocha i umarła nie przez nią. Na jednej szali jest twoje życie, rodzina, relacje, a na drugiej znajduje się nałóg.

Można w ogóle pomóc osobie, która zmaga się z bulimią? Jest na to jakaś konkretna recepta?

Należy uświadomić osobę, że nie może już więcej być na diecie i ograniczać kalorii. Musi jeść normalnie. Błędne jest przekonanie, że 1500 kcal dziennie to jest wystarczająca ilość pożywienia. Trzeba zmienić swoją relację z tym głosem nałogu. To nie jest wybór, to przymus, który pochodzi z myśli. Żadna myśl nie może cię zmusić do wykonania tego nałogu. Właśnie to przekazuję dziewczynom na zajęciach mentoringu. Myśli nie pochodzą od ciebie, ale podpowiada je nałóg. „Gadzi mózg” nie może nas zmusić, by pójść do lodówki. 

Czy można sobie samemu pomóc, czy jednak potrzebne jest specjalistyczne wsparcie?

Zmiana perspektywy ma znaczenie. Ważne jest też obranie właściwego kierunku i uświadomienie sobie, że te natarczywe myśli nie mogą mi nic złego zrobić. Jeśli nawykowym myślom przestaniesz nadawać tak wielkie znaczenie, to możesz zobaczyć, że owszem one są, ale przepłyną. Żadna myśl nie trwa wiecznie – tego też uczę dziewczyny na zajęciach.

Zastanawiałaś się kiedyś nad tym, że ta bulimia była w jakimś celu? Teraz piszesz książki, wykładasz, pomagasz innym w walce z bulimią, prowadzisz bloga, udzielasz porad na kanale YouTube oraz wywiadów… Sama przeszłaś przez to uzależnienie, więc to co mówisz, nie jest żadną abstrakcją.

Nie życzę nikomu bulimii. Część mojego życia to była bulimia, ale nie chciałabym przeżywać tego ponownie. Uzależnienie jednak mnie ukształtowało w jakiś sposób. Zachęcam moje podopieczne do zmiany perspektywy. Owszem, straciłam tyle lat, pieniędzy, życia, mam nieodwracalne zniszczenia w swoim ciele. Tłumaczę innym kobietom, by bardziej siebie doceniały i spojrzały na przeszłość nie w kategorii straty. Z przykrego doświadczenia zawsze można zrobić coś dobrego. Żałowanie i płakanie nad tym, co się wydarzyło, wcale nie pomaga.

Jakie są twoje marzenia?

Moim marzeniem jest to, by moje życie wyglądało tak, jak obecnie. Jest idealnie. Jeśli życie będzie miało dla mnie jakiś inny plan, to chciałabym mieć odwagę to zaakceptować. Każdy dzień przynosi coś nowego. Zabieram ręce od tego steru – dam się prowadzić.

Czytaj także: Objadałam się i ze wszystkich sił myślałam tylko o jednym – „żeby się nie wydało”. Historia pewnej bulimii

Czytaj także: „Flaming”, „challenge” i „proana”. Rodzicu, lepiej, żebyś wiedział, co oznaczają te słowa

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail