Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Jak prowadzić głębokie życie duchowe w mieście? Mniszka, która żyje w centrum stolicy

MONASTYCZNE WSPÓLNOTY JEROZOLIMSKIE
fot. Kamil Szumotalski/ALETEIA
Udostępnij

Trzeba obalić kolejny mit, że zjednoczenie z Bogiem jest zarezerwowane dla nielicznych oraz przekonanie, że Pana Boga można znaleźć w wyjątkowych warunkach – na rekolekcjach, na pustyni, w górach.

O tym, jak nie smucić się z powodu swoich grzechów, modlić się sercem oraz pokonywać rozproszenia na modlitwie opowiada s. Joanna Hertling z Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich.

 

Dorota Szumotalska: Jak doświadczać obecności Boga na pustyni, także tej w wielkich miastach?

S. Joanna Hertling: Odniosę się do Księgi Życia, naszej reguły. „Wybierając modlitwę w sercu miasta, pragniesz zaznaczyć, że twoje życie jest w sercu Boga. Nie poślubiłeś monastycyzmu miejskiego z racji solidarności, apostolstwa, czy nawet chęci dawania świadectwa, lecz przede wszystkim dlatego, aby bezinteresownie i nieustannie kontemplować Boga w najpiękniejszym Jego obrazie, którym bardziej niż samotność, góra, pustynia czy świątynia jest miasto ludzi, będących obliczem oblicza Bożego i odblaskiem ikony Chrystusa.

Będąc mnichem, mniszką jerozolimską, jesteś w sercu miasta Boga. Nie wybrałeś oddzielania modlitwy od życia, lecz jednoczenie ich”.

Słowa reguły odnoszą się jednak do mnichów i mniszek. Jak mają to realizować osoby żyjące w świecie?

To jest przykład dla każdego wierzącego, dla świeckich tak samo jak dla konsekrowanych. Trzeba obalić kolejny mit, że zjednoczenie z Bogiem jest zarezerwowane dla nielicznych oraz przekonanie, że Pana Boga można znaleźć w wyjątkowych warunkach – na rekolekcjach, na pustyni, w górach.

Bóg nie patrzy na to, czy masz habit czy go nie masz. Pierwsze pytanie jest, czy chcesz być Jego uczniem, czy chcesz kochać, czy chcesz pójść za Nim i żyć Jego Ewangelią. Na tyle na ile się otworzysz, na tyle On się z tobą zjednoczy. My chcemy powiedzieć, że Bóg cię kocha i jest z tobą tam gdzie żyjesz, przede wszystkim w twojej codzienności.

 

Warszawiacy mogą odkrywać Boga także w pięknie waszej liturgii. Dlaczego jest ona tak starannie sprawowana?

Liturgia to moment, kiedy łączy się czas ziemski z czasem Pana. Dlatego się nie spieszymy. Pierre-Marie chciał modlitwy, która niesie. Nasza liturgia sięga do tradycji Kościoła wschodniego. Stąd mamy ikony, kadzidło, pieśni z repertuaru wschodniego. Odnosimy się do korzeni chrześcijaństwa, które są w judaizmie – podczas nieszporów zapalamy menorę, śpiewając starożytną antyfonę Radosna Światłości.

Wykorzystujemy także bogaty repertuar pieśni, których słowa zostały zaczerpnięte z Pisma Świętego oraz Ojców Kościoła. Dlatego ta modlitwa nie nuży. Człowiek śpiewa i karmi swoją wiarę. Nie jest obojętne co śpiewam ani jak się modlę. To mówi, w kogo wierzę.

Poza liturgią ważnym elementem jest modlitwa nieustanna, którą mnisi i mniszki przyrzekają praktykować.

Św. Bernard pisał o tym, że modlić się nieustannie to znaczy kochać. Jeśli serce kocha, to nawet jak jesteś daleko, pośród zajęć, to jesteś przy tej ukochanej osobie. Dążenie do modlitwy nieustannej to ciągłe otwieranie serca, coraz większe pragnienie kochania Boga.

Kilka dni temu, kiedy jechałam pociągiem, modliłam się po drodze brewiarzem. Jeden z pasażerów widząc to, zadał mi pytanie o sposób modlitwy, zwierzając się, że próbował medytować Słowo Boże według metody Ignacjańskiej, ale sprawiało mu to wiele trudności. Myślę, że był on zaproszony w głąb, do modlitwy serca.

Formy modlitwy są środkami, które mają prowadzić do tego, aby moje serce było bliżej Boga. Zapraszam do drogi, do tego, żeby się nie zniechęcać, do tego, aby szukać jak największej prostoty i cierpliwie wracać.

Czytaj także: Monastyczne Wspólnoty Jerozolimskie: dzień z życia braci i sióstr

A jeśli już doświadczamy zniechęcenia albo rutyny na modlitwie, jak możemy sobie z tym poradzić?

Tak samo nas, mnichów, jak i osoby żyjące w świecie, przed rutyną chroni miłość. Dla mnie sekretem jest codzienne nawracanie serca. Nie będziesz nawracać serca – przegapisz siebie. Świat nas wysysa z nas samych na zewnątrz.

Wtedy nie wiesz, co się w tobie dzieje, nie panujesz nad sobą, nie umiesz zobaczyć, dokąd prowadzą twoje wybory. Pomóc może życie tu i teraz, w chwili obecnej. „Masz tylko dzisiaj, żeby kochać” – mówiła Mała Tereska.

Jak przypominać sobie pośród codziennych zajęć o byciu obecnym przed Bogiem?

Nie jesteśmy w stanie być myślami cały czas przy Bogu. Chodzi o serce. Można spróbować w prosty sposób – rano powiedz, że chciałbyś dziś jeszcze bardziej Go kochać. Każdego dnia na nowo. „Daj mi być z tobą jedno”. Do tego potrzebujesz bycia w samotności i w ciszy, aby nauczyć się być ze sobą. Wieczorem oddaj Mu cały dzień.

Ważne jest także, aby nie oceniać siebie, nie analizować zbytnio tego, na jakim etapie życia duchowego jestem. Zgodzić się na to, że nie będziesz widział własnej świętości, zjednoczenia z Bogiem. Zajmowanie się ciągle własną świętością to nieustanne szukanie siebie. Nie jest tak, że ma nas nie obchodzić nasza świętość. Chodzi o przestawienie uwagi na Boga. Często prowadzimy życie wewnętrzne, a jesteśmy pełni siebie, skupieni na sobie, a nie na Bogu.

Widać to szczególnie na modlitwie. Czy można pokonać rozproszenia?

Często służy temu milczenie i cisza. Chyba najbardziej skuteczną metodą jest modlitwa jezusowa, która polega na powtarzaniu jednego zdania, np. Panie Jezu, Synu Boga żywego ulituj się nade mną grzesznym. Pierre-Marie miał swoją formułę modlitewną. Brzmiała ona: Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, daj mi swój pokój, daj mi Twoją radość.

Św. Teresa z Avila zamartwiała się rozproszeniami aż do momentu, kiedy zrozumiała, że rozproszenia wyobraźni są w naszej naturze. Używała na nie określenia „domowa wariatka”. Zrozumiała, że w modlitwie trzeba być głębiej. Nie przejmować się rozproszeniami, ale przemieniać je w modlitwę, oddawać Panu.

Pozostaje jeszcze zgorszenie samym sobą. Nawet tym, że tak źle prowadzimy życie wewnętrzne…

Odniosę się do historii z książki „Mądrość Biedaczyny”, która jest dla mnie bardzo ważną duchową inspiracją. Pewnego dnia Franciszek szedł z bratem Leonem przez las. Gdy doszli do strumyka, brat Leon westchnął ze smutkiem: „O, Siostra Woda, gdybyśmy mieli serce czyste tak jak ty jesteś czysta. Szli dalej.

Po jakimś czasie Franciszek zapytał go – Co to znaczy dla ciebie mieć serce czyste? Na co brat Leon odparł – To znaczy nie mieć sobie nic do zarzucenia. – To ja rozumiem twój smutek – odpowiedział Franciszek – bo zawsze będziemy mieli sobie coś do zarzucenia”.

Serce czyste to takie, które nie zajmuje się już sobą, ale zajmuje się Bogiem, patrzy na Tego, który jedyny jest czysty i święty. Kontempluj Jego, wpatruj się w Niego, Jego uwielbiaj, Nim się ciesz. Radość jest powiązana z drogą serca ubogiego, które szuka Boga. Im bliżej będziesz Jego, tym bardziej wolny będziesz od siebie.

Czytaj także: Mnisi w wielkim mieście. Tworzą oazy dla ludzi spragnionych Boga

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail