Aleteia

„Nadzwyczajni” – dwugodzinna lekcja wrażliwości

NADZWYCZAJNI
Kadr z filmu
Udostępnij

„Nadzwyczajni” to najnowsze dzieło autorów fenomenalnych „Nietykalnych”. Film utrzymany jest w podobnym klimacie. Choć traktuje o niezwykle trudnych i bolesnych sprawach, nie przytłacza.

Bruno (w tej roli znakomity Vincent Cassel) i Malik (Reda Kateb) są najlepszymi kumplami. Na pierwszy rzut oka wszystko ich dzieli – temperament, zainteresowania, a nawet religia (jeden jest żydem, drugi muzułmaninem). Łączy ich natomiast gorąca przyjaźń oraz fakt, że od dwudziestu lat czynnie działają na rzecz autystycznych dzieci i młodzieży.

Trafiają do nich dzieciaki niechciane w żadnej innej placówce. Wszędzie są klasyfikowane jako zbyt ciężkie „przypadki”. W takich sytuacjach rodzice muszą radzić sobie sami. Desperacko szukając pomocy, trafiają na Bruna, który zawsze (i to staje się jego znakiem rozpoznawczym) „coś wymyśli”.

I wymyśla. Dla niego nie ma dzieci „za trudnych”. A każdy potrzebujący pomocy to nie „złożony przypadek”, ale konkretny człowiek. Do Bruna trafiają więc nastolatkowie z ciężkim stadium autyzmu. Agresywne – wobec siebie i najbliższych, gryzące i drapiące. Takie, z którymi nie ma praktycznie żadnego kontaktu, a jakikolwiek najmniejszy przejaw nawiązania porozumienia, przebłysk uśmiechu, jest jak maleńki promyczek na ciemnym, burzowym niebie.

 

„Nadzwyczajni” – film o przyjaciołach od zadań specjalnych

Jest i drugi ośrodek, prowadzony przez Malika. Tam trafiają z kolei młodzi ludzie z „gorszych” dzielnic Paryża, z problemami, z trudnych rodzin, bez pieniędzy. Szkolą się tutaj, by zajmować się dziećmi autystycznymi z ośrodka Bruna, zostać ich opiekunami. Przechodzą prawdziwą szkołę życia, próbując nawiązać kontakt z nastolatkami, które zdają się nic nie słyszeć, żyją w swoim świecie, a często ich jedyną reakcją jest agresja czy zaatakowanie opiekuna.

W ten sposób działalność ośrodków prowadzonych przez Bruna i Malika zazębia się. Wszystko jakoś kręciłoby się do przodu, gdyby nie nawarstwiające się problemy – nie, nie z dziećmi, ale ze strony urzędników. W ośrodku Bruna nie ma miejsc, jest przepełniony, brakuje pieniędzy i opiekunów posiadających stosowne uprawnienia.

Co więcej, nie wszystkim metody stosowane przez Bruna i Malika są w smak. Ich działalność bierze pod lupę Inspektorat Opieki Społecznej. Kiedy okazuje się, że ośrodek prowadzony przez Bruna działa bez wszystkich wymaganych papierów, pojawia się wizja jego zamknięcia. Przyjaciele jednak nie poddają się i rozpoczynają nierówną walkę z systemem. Dla dobra i zdrowia swoich niezwykłych podopiecznych.

 

Kto zaopiekuje się chorymi dziećmi, kiedy dorosną?

„Nadzwyczajni” to jednak nie tylko opowieść o ośrodkach, niekonwencjonalnych metodach pracy z chorymi dziećmi oraz walce z bezdusznymi urzędnikami, dla których liczą się wyłącznie przepisy. To przede wszystkim film o tym, jak wiele wysiłku trzeba, by opiekować się niepełnosprawnymi dziećmi. O tym, jak one same i ich rodziny są wypychane przez państwo, ministerstwa, szeroko pojęty system, a także samo społeczeństwo na margines. Jak muszą radzić sobie sami, bo – o ile nie trafią na kogoś pokroju Bruna – nikt nie wyciągnie do nich pomocnej ręki.

Kolejne ośrodki odrzucają dzieciaki, bo nie chcą problemów. Po tym, jak pacjent zaatakuje pielęgniarkę czy lekarza, podrapie albo pogryzie, nie ma dla niego miejsca. W wielu placówkach dzieciaki są faszerowane uspokajającymi lekami, bo tak jest łatwiej, bo spędzają całe dnie i noce przykute do łóżek, nie sprawiają problemów. Tylko rodzice wiedzą, jak bardzo cofa to ich dzieci w rozwoju i jak wiele pracy potrzeba, by na nowo złapać z nimi kontakt, „przywrócić” ich do życia (o czym mówi w poruszającej scenie mama Josepha, Helene).

Twórcy „Nadzwyczajnych” podkreślają też istotny problem, jakim jest opieka nad niepełnosprawnymi dziećmi po śmierci ich rodziców. W jednej z bardziej przejmujących scen w filmie Helene z rozdzierającym żalem wyrzuca, że wszyscy interesują się chorymi dziećmi dopóki są malutkie. Słodkie, bezbronne, nie sprawiają większych problemów. Ale kiedy dorastają, nie ma z nimi żadnego kontaktu albo stają się agresywne, wszyscy o nich zapominają. Co się z nimi stanie, kiedy ich rodzice (albo prawni opiekunowie) umrą albo nie będą w stanie dalej się nimi zajmować? Trafią do ośrodków, których jedyną metodą opiekuńczą-wychowawczą będzie faszerowanie ich uspokajającymi lekami…

 

Film „Nadzwyczajni” – wspaniała lekcja wrażliwości

Film „Nadzwyczajni”, którego pokaz uświetnił ceremonię zamknięcia ostatniej edycji festiwalu w Cannes, to inspirowana prawdziwymi wydarzeniami opowieść o wychowawcach młodzieży, dla których nie ma rzeczy niemożliwych. W akcie desperacji, kiedy widmo zamknięcia ośrodka staje się coraz bardziej realne, Bruno rozpaczliwie zrywa z tablicy w biurze zdjęcia swoich podopiecznych. Skoro nie mam warunków, by się nimi zajmować, skoro nie mam stosownych uprawnień, to ich weźcie! Weźcie chłopca, który rzucił się na matkę z pięściami, który pogryzł pielęgniarkę. Weźcie, z pewnością będziecie mieli dla nich lepsze warunki – wyrzuca urzędnikom.

„Nadzwyczajni” to najnowsze dzieło autorów „Nietykalnych” – światowego fenomenu, który stał się najbardziej kasową nieanglojęzyczną produkcją w historii i zarobił łącznie ponad 400 milionów dolarów. Film „Nadzwyczajni” utrzymany jest w podobnym klimacie. Choć traktuje o niezwykle trudnych i bolesnych sprawach, nie przytłacza, próbuje opowiadać o nich w sposób ciepły i przejmujący, a przede wszystkim pozwalający spojrzeć z innej perspektywy.

Blisko 2-godzinna wizyta w kinie to z pewnością nie przytłaczający ciężkością problemów seans, ale 120-minutowa lekcja wrażliwości.