Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Anna Las-Opolska: Narodziny dziecka to cud, ale też kryzys. Jak być w tym razem i nie oszaleć? [wywiad]

NIEMOWLAK
Yulyazolotko | Shutterstock
Udostępnij

Zmieniamy nasz system domowy bardzo poważnie, trzeba zdawać sobie z tego sprawę, ale to jest z pewnością do opanowania przy odrobinie dobrej woli. Wielu rodziców urealnia tę sytuację i przeredagowuje swój plan dnia, miesiąca czy roku, bo rozumie, że ma nowego członka rodziny, który wymaga opieki i troski – mówi Anna Las-Opolska.

Anna Malec: W rodzinie pojawia się dziecko. Kobieta i mężczyzna przeżywają tę sytuację tak samo czy są jakieś różnice?

Anna Las-Opolska*: Są różnice. Kobieta przygotowuje się do tego ważnego wydarzenia przez całe 9 miesięcy – fizjologicznie, psychicznie, mentalnie i duchowo. To ona pierwsza dowiaduje się że jest w ciąży. Bardzo dobrze, jeśli jest w tym doświadczeniu razem z mężczyzną, już od początku, kiedy przekazuje mu tę dobra nowinę.

Naturalne są różnice w przeżywaniu ciąży, porodu i połogu, bo role kobiety i mężczyzny w tym doświadczeniu są różne, do innych zadań jest w rodzicielstwie powołana kobieta i do innych mężczyzna. Te różnice jednak można wykorzystać do uzupełniania się i budowania rodziny.

Mężczyznom jest trudniej?

W pracy z rodzicami często słyszę, że mężczyznom trudniej jest przygotować się do tego doświadczenia i potem też wejść w rodzicielstwo, bo nikt nie mówił im, o co w tym chodzi. Łatwiej im jest skupić się głównie na zewnętrznych rzeczach, czyli np. na zarabianiu, na pracy, a nie na byciu w relacji. A dobre przygotowanie do narodzin dziecka polega przede wszystkim na umocnieniu więzi małżeńskiej.

Narodziny dziecka to jest fundamentalny moment dla relacji pomiędzy rodzicami i można go wykorzystać do budowania relacji w rodzinie. Książkę „RodziMY”, którą napisałam, dedykuję właśnie małżeństwom oraz rodzinom, które chcą budować dialog, miłość i bliskość.

To sprawdzian dla rodziny, dla relacji?

To raczej bilansowanie relacji, bo tak naprawdę w bardzo krótkim czasie – kilku, kilkunastu godzin, dziecko przychodzi na świat, a rodzice zostają postawieni w zupełnie nowej dla siebie sytuacji.

Pojawia się mnóstwo przyjemnych uczuć – radość, szczęście, wzruszenie. Z drugiej strony, z powodu nadmiaru zmian potem mogą też pojawić się trudne emocje – frustracja, niezrozumienie. Warto w takiej sytuacji na spokojnie zastanowić się nad przeżywanymi uczuciami, żeby móc się przystosować do tej wyjątkowej sytuacji.

W tym czasie intuicyjnie chcemy pomóc kobiecie, która przeżywa połóg. A czego potrzebuje wtedy mężczyzna?

Rzeczywiście połóg, który kobieta przeżywa jest bardzo ważnym momentem. Nie chodzi tylko o odpoczynek, bo poród jest ogromnym doświadczeniem pracy fizycznej i całe ciało kobiety, żeby móc potem dobrze funkcjonować, potrzebuje się zregenerować, a odpoczynek fizyczny musi być połączony z bezpieczeństwem, czyli byciem w relacji, w której kobieta czuje się bezpiecznie, i wie, że może liczyć na pomoc.

Mężczyzna w tej sytuacji może z kolei budować swoje bezpieczeństwo przede wszystkim na wspierającym otoczeniu. Według badań to, co najbardziej powoduje, że mężczyzna i kobieta nie odnajdują się w tej sytuacji, to jest niewspierające otoczenie, czyli np. osoby z rodziny, które narzucają im swoje pomysły, mówią, jak teraz powinni funkcjonować, dają im dużo rad, zamiast po prostu ofiarować swoją pomoc i na przykład ugotować zupę czy zapytać, czego potrzebują. Najlepiej, jak rodzina angażuje się i rzeczywiście pomaga, a nie daje dobre rady.

Jestem zwolenniczką profilaktyki i przygotowania się do tego doświadczenia, dlatego stworzyłam program rekolekcji porodowych dla małżeństw. Uważam, że można wcześniej dogadać się z rodziną, zastanowić się, co będzie nam potrzebne i mówić otwarcie o swoich potrzebach – np. że w tym czasie swoją uwagę chciałabym skupić na dziecku, a niekoniecznie na przygotowywaniu obiadu i sprzątaniu domu. Spróbujmy się zorientować wcześniej, kto z rodziny mógłby nas w tych wyjątkowych chwilach wyręczyć od pewnych obowiązków.

Ważne, żeby skupić się także na swoich potrzebach, i choć może to brzmieć zaskakująco, kiedy mamy w domu niemowlę, to mówię o podstawowych sprawach – o tym, by się wysypiać, zjadać ciepły posiłek, bo dzięki tym podstawowym rzeczom mamy więcej cierpliwości i spokoju.

„Rodzinny standard”, którego większość rodziców doświadcza – czyli mama, teściowa czy przyjaciółka doradzające, ile razy dziecko powinno być karmione, jaką czapeczkę należy mu założyć, to faktycznie pomoc czy raczej wzmacnianie kryzysu?

Pogłębianie kryzysu w takiej sytuacji to jest właściwe określenie i nie bójmy się go użyć. Rodzice małego dziecka mogą być pogubieni, to jest ogromna zmiana nawyków, zwłaszcza jeżeli wcześniej rodzice mieli bardzo ułożone i dostosowane do swoich potrzeb życie.

Dawanie dobrych rad w takiej sytuacji, zamiast okazywania wsparcia i zrozumienia dla świeżo upieczonych rodziców, bardzo często przynosi odwrotny skutek od zamierzonego. Dochodzi do tego wtedy jeszcze spadek poczucia własnej wartości i sprawczości w tej nowej sytuacji. Nowi rodzice bez doświadczenia w wychowywaniu dzieci wypadają bowiem blado przy swoich doświadczonych mamach, teściowych czy koleżankach, które teoretycznie przez taką sytuację już przeszły i wiedzą generalnie, co robić. Ważne jest też to, by szukać wsparcia wśród ludzi, którzy mają podobny system wartości, bo wtedy mamy szanse na wsparcie dostosowane do własnych oczekiwań.

Jak rozpoznać, że z małżeństwem – młodymi rodzicami, dzieje się coś niepokojącego?

W wielu sytuacjach wygląda to różnie. Oczywiście chodzi o rodziców, ale chodzi też o dwie oddzielne osoby, które mogą przeżywać kryzys w tej sytuacji, każda na swój sposób. Najczęściej dzieje się to właśnie z powodu zaniedbanych własnych potrzeb, które wcześniej mogli realizować z miejsca.

W przypadku kobiet mówi się o depresji poporodowej albo trudnym stanie smutku i braku działania, z kolei u mężczyzn to bardziej jest pracoholizm czy np. uzależnienie od seriali, byleby tylko uciec od trudnych chwil. To jest niepokojące, bo te dwie osoby, które wcześniej były ze sobą jednością, zaczynają budować osobne przestrzenie, w których nie ma już wspólnego rodzicielstwa, tylko są dwie oddzielne osoby. Tu jest mama z dzieckiem, a tu jest tata, któremu jest na tyle trudno, że woli z tej sytuacji wyjść, niż w niej być.

Zmieniamy nasz system domowy bardzo poważnie, trzeba zdawać sobie z tego sprawę. To są zmiany na poziomie ustalania, kto od której do której godziny śpi, kto kiedy wstaje. Zmienia się naprawdę wiele rzeczy, ale to jest z pewnością do opanowania przy odrobinie dobrej woli. Wielu rodziców urealnia tę sytuację i przeredagowuje swój plan dnia, miesiąca czy roku, bo rozumie, że ma nowego członka rodziny, który wymaga opieki i troski.

Oznaką kryzysu jest też napięcie, brak cierpliwości do siebie. Nie wspieram obgadywania drugiego rodzica do swoich mam, koleżanek czy kolegów. Jeśli to się pojawia, to znak, że ktoś szuka wsparcia, jest mu ciężko, ale wtedy zamiast słuchać obgadywania i co gorsze, przytakiwać tym zarzutom, warto zastanowić się, jak możemy pomóc w tej sytuacji. Być może nowi rodzice potrzebują gdzieś wyjść, pojechać na jakieś warsztaty czy rekolekcje i warto by było wtedy zaopiekować się dzieckiem.

Ważne jest to, żeby mówić sobie o wszystkich naszych obawach, trudnościach, lękach, jeszcze przed narodzeniem dziecka, żeby móc w tym wszystkim być razem.

Otwarta rozmowa jeszcze przed narodzeniem dziecka może być receptą na kryzys?

To, co jest zabezpieczeniem przed kryzysami, prowadzącymi do rozpadu związku czy małżeństwa, to zdecydowanie dialog. Z braku dialogu bierze się brak relacji. Kiedy ludzie ze sobą nie rozmawiają, nie budują relacji, to tak, jakby mieli nadzieję, że kwiatek będzie rósł bez podlewania. Nie ma takiej możliwości. Z parami, które przygotowuję do narodzin, głównie pracujemy nad ich bliskością i wzajemnym szacunkiem.

Kiedy trafiają do mnie mamy po porodzie z depresją lub z dużym pogubieniem, często przyczyną takiego stanu emocjonalnego jest barak miłości, docenienia i zrozumienia w małżeństwie.

Skąd w takim razie przekonanie, że dziecko to największy cud i umocnienie dla małżeństwa?

Wierzę w to, że dziecko wnosi taką ilość radości do życia, która jest nie do opisania. Dzieci od momentu narodzin są bardzo dobrymi ludźmi, nie rodzą się ze złymi intencjami. Potrafią przebaczać, ufają, kochają i mają dużo pokory, a przez to są ogromnym darem. Tyle że system, w którym żyjemy, nie ułatwia nam odnalezienia się w rodzicielstwie, dlatego musimy się do tego przygotować. Żyjemy w społeczeństwie „nigdy dosyć” – nigdy dosyć kursów, samochodów, wakacji, pieniędzy… I w tej kulturze trudno zatrzymać się na pieluszkach i na potrzebach fizjologicznych.

Często zaniedbujemy te potrzeby – nie dosypiamy, rezygnujemy z relacji, po to, żeby się rozwijać, żeby być ciągle na wyższym stopniu. A dziecko pokazuje nam, gdzie jesteśmy. Jeżeli rodzice wezmą tę odpowiedzialność i przeorganizują swoją codzienność, być może zmienią priorytety, to może być to najpiękniejszy moment w ich życiu. Narodziny dziecka to jest początek historii życia każdego z nas, to jest fundament, i ten fundament powinno się wykorzystać do budowania relacji w rodzinie.

Może wcale nie mamy ochoty na przeorganizowywanie swojego życia?

Narodziny dziecka to sytuacja, która wymaga zmiany i pokazania, że to, co było do tej pory dla nas ważne, teraz jest na drugim czy nawet na piątym miejscu. Nie jest to oczywiście przyjemne chyba dla nikogo. Zdarzają się rodzice, którzy od samego początku zakładają, że w ich życiu nic się nie zmieni, a dziecko dostosuje się do nich, a nie na odwrót. I choć zdarza się utrzymać taką wizję przez pewien czas, to na dłuższą metę wydaje się to niemożliwe do utrzymania bez szkody dla właściwej relacji w rodzinie.

Trudno bowiem o dobre relacje, kiedy potrzeby dziecka nie są wysłuchane i bardziej liczą się potrzeby rodziców. Dziecko staje się wtedy tylko niewiele znaczącym dodatkiem, a stąd jest już prosta droga do poważnych problemów emocjonalnych w przyszłości. Im szybciej rodzice zdadzą sobie sprawę z tego, że powiększenie rodziny wiąże się ze zmianami i niekiedy z dużym trudem, tym szybciej będą w stanie dostosować się do nowej rzeczywistości.

Kluczem jest też przebaczanie sobie nawzajem. Często mamy do siebie wzajemne pretensje, licytujemy się, kto zrobił dzisiaj więcej. A chodzi o to, żeby się w tym wszystkim zauważyć, docenić i wesprzeć. Bardzo ważne jest też to, żeby rodzice nie zasypiali w konflikcie nawet, jak jest trudno. Dbajmy o to, żeby choćby złapać się za rękę i zasnąć z poczuciem, że jesteśmy w tym wszystkim razem.

Anna Las-Opolska* – psycholog rodzinny i psychoterapeutka okołoporodowa. Prywatnie żona i mama 4 dzieci. Autorka książki „RodziMY”, której celem jest zainspirowanie rodzin do odbudowywania komunikacji w rodzinie i dbania o naturalną kompetencję porozumiewania się z drugim człowiekiem. Wspiera mamy, ojców i całe rodziny w przygotowaniach do porodu oraz w radzeniu sobie z kryzysami po porodzie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail