Aleteia

Nawet jeśli sakramenty sprawują łotry, to w tych znakach Bóg dotyka mego poranionego życia

CHRZEST
Ruslan Lytvyn | Shutterstock
Udostępnij

Dlatego potrzebuję Kościoła. Nawet jeśli jest słaby i grzeszny. Nawet jeśli zdarza się, że sakramenty sprawują w nim skończone łotry. Bo to przez sakramenty Bóg dotyka mojego poranionego życia. A ja potrzebuję Jego dotyku, jak niczego innego na tym i na tamtym świecie.

 

 

Głos Boga

Bóg objawił się Izraelowi jako Głos. „Słuchaj, Izraelu!” było podstawowym wezwaniem Pierwszego Przymierza. Do dziś wierzący Żydzi recytują tekst Szema jako najważniejszą modlitwę i przykazanie.

Głos swoim „niech się stanie” stworzył świat, rozmawiał w raju z Adamem, pytał Kaina, co stało się z jego bratem, kazał Noemu zbudować arkę ocalenia. Wreszcie wezwał Abrahama do wyruszenia w drogę, składając mu obietnicę.

Nikomu jednak nie pozwalał się zobaczyć – nawet Mojżeszowi, choć ten usilnie o to prosił. Zabraniał tworzenia swoich wizerunków i wyobrażeń. Izrael żył więc zasłuchany w Głos, coraz bardziej tęskniąc za tym, aby móc zobaczyć Tego, do kogo on należy.

Z biegiem czasu to pragnienie stawało się coraz gorętsze, coraz bardziej dojmujące. „Będę szukał oblicza Twego, Panie. Nie zakrywaj przede mną swojej twarzy!” – woła psalmista w imieniu wielu pokoleń ludzi wierzących w Jednego Boga objawiającego się w Głosie i Słowie.

 

Niewidzialny Głos stał się widzialnym człowiekiem

Wreszcie przyszła chwila, kiedy Słowo Głosu stało się ciałem. Dziewczynka z miejscowości Nazaret przyjęła Słowo powiedziane jej przez Głos do swojego ciała i wydała je na świat. Będziemy to świętować za niecałe dwa tygodnie.

Od tej pory Niewidzialny Głos stał się widzialnym człowiekiem – jednym z nas. W Jezusie Chrystusie Bóg sam pokazał nam swoją twarz. Dlatego chrześcijanie uznali starotestamentalny zakaz tworzenia obrazów i wizerunków za nieaktualny, skoro Bóg sam go przekroczył (choć ostatecznie za oficjalne nauczanie Kościoła uznano to dopiero w VIII wieku na Drugim Soborze Nicejskim).

Ten, którego można zobaczyć jest jednocześnie tym, którego można dotknąć. Ewangelie są pełne dotyku Jezusa. Słowo Wcielone dotyka chorych, przytula dzieci, umywa nogi swoich uczniów. Najmłodszy z nich pod koniec swego długiego życia pisze: „To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce – bo życie objawiło się” (1J 1,1-2).

Dotyk Boga. Dotyk Chrystusa. Najmocniejsze i najpiękniejsze świadectwo tego, że Bóg jest kimś realnym, konkretnym, obecnym. Można by zazdrościć tym, którzy mieli okazję go doświadczyć, poczuć…

 

Bóg dotyka poprzez sakramenty

Można by zazdrościć, ale nie ma potrzeby. Bo Boga nadal można dotknąć. Święty Leon Wielki mówił: „to, co było widzialne w naszym Zbawicielu, zostało teraz zawarte w sakramentach”, a papież Franciszek w encyklice „Lumen fidei” przekonuje nas, że Bóg, który dotknął nas poprzez swoje Wcielenie, „dotyka również dzisiaj poprzez sakramenty”.

Bóg, który uniżył się, przyjmując ludzką naturę i człowiecze ciało poszedł jeszcze dalej drogą uniżenia – wcielił się w materię chleba i wina. Nadal działa i dotyka nas poprzez materialne znaki, w których sprawujemy Eucharystię i pozostałe sakramenty – przez wodę, olej, dotyk wyciągniętych rąk.

Sakramenty są specjalnym środkiem przekazu wiary – by raz jeszcze oddać głos papieżowi: „środkiem obejmującym całą osobę, ciało i ducha, wnętrze i relacje”. Poprzez sakramenty przekazywana jest nam „pamięć wcielona” o Jezusie Chrystusie – nie tylko wspomnienie o Nim, ale realne doświadczenie Jego obecności i mocy.

Nie są one własnością Kościoła, nie należą do niego, ale Kościół jest ich szafarzem. Pan powierzył się w sakramentach wspólnocie swoich uczniów. I jeśli chcę doświadczać dotyku Boga, to potrzebuję otrzymać go za pośrednictwem Kościoła.

Potrzebuję Jego dotyku

To pośrednictwo nie zawsze jest łatwe. Nieraz ręce tych, którym w Kościele powierzono władze sprawowania sakramentów są szorstkie, nieczułe, aż brutalne. Często splamione grzechem. Ale Pan wiedział, komu się powierza. Nie uczynił pośrednikami swej sakramentalnej obecności aniołów, ale słabych ludzi.

Dotyczy to także sakramentu pokuty i pojednania – najpewniejszego sposobu mojego pojednania z Bogiem, od którego wciąż uciekam w grzechy. Może czasem marzy nam się doświadczanie Boga bez pośredników, ale to spotkanie, którego On najbardziej chce odbywa się w sakramentach sprawowanych przez Kościół.

Przez Kościół, który sam w sobie jest „sakramentem” obecności Jezusa – wszak Szawła pod Damaszkiem pytał: „Dlaczego m n i e  prześladujesz?”, nie „Dlaczego prześladujesz moich uczniów?”. Wszystko według tej samej logiki, według której poprzez Wcielenie stał się jednym z nas.

Dlatego potrzebuję Kościoła. Nawet jeśli jest słaby i grzeszny. Nawet jeśli zdarza się, że sakramenty sprawują w nim skończone łotry. Bo to przez sakramenty Bóg dotyka mojego poranionego życia. A ja potrzebuję Jego dotyku, jak niczego innego na tym i na tamtym świecie.