Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Bard rycerzy i Sarmatów. Wywiad z Jackiem Kowalskim

JACEK KOWALSKI
Tadeusz Koniarz/REPORTER
Udostępnij

Sporo młodych ludzi należy do bractw rekonstruktorskich, a w tych kręgach średniowiecze i sarmacki barok są najpopularniejsze. „Ze średniowiecza żeśmy wszyscy są”, wtedy rozwinęła się kultura chrześcijańska.

Rozmawiamy z prof. Jackiem Kowalskim, historykiem sztuki, poetą, pieśniarzem, liderem zespołów Monogramista JK i Klub Świętego Ludwika, autorem książek, mężem Anny i ojcem szóstki dzieci.

 

Małgorzata Bilska: Jesteś mediewistą – jako naukowiec i artysta. Śpiewasz pieśni rycerskie, z pasją popularyzujesz epokę. Co ciekawego jest w średniowieczu?

Jacek Kowalski: Bardziej jestem miłośnikiem epoki sarmackiej niż średniowiecza. Ale to prawda, zajmuję się nim zawodowo i lubię je szczególnie – podobnie jak barok. Ale nie ja jeden. Sporo młodych ludzi należy dziś do bractw rekonstruktorskich, a w tych kręgach właśnie średniowiecze i sarmacki barok są najpopularniejsze. „Ze średniowiecza żeśmy wszyscy są”, wtedy rozwinęła się kultura chrześcijańska. Tam są nasze korzenie, a człowiek bez nich nie istnieje. Bliskie mi średniowiecze francuskie stoi u początku całej kultury europejskiej.

 

Czy muzyka ze średniowiecza może wpaść do współczesnego ucha?

Grupy rekonstrukcyjne zajmują się bitwami – pasja to odskocznia od pracy. Ty, kiedy masz wolne na uczelni, grasz średniowieczne utwory.

Bardzo się mylisz. Rekonstrukcja to nie jest tylko bitwa odgrywana raz do roku, trzeba ją przygotować. Rekonstruktorzy mają w swoich szeregach wielu specjalistów: archeologów, historyków, osób zajmujących się historią kostiumów itd. To coś więcej, niż na oko się wydaje. Jeśli natomiast chodzi o mnie, to wszystko zaczęło się od pisania wierszy. Poeci są zwykle nieśmiali, czytanie swoich wierszy ich krępuje… Łatwiej mi było je zaśpiewać przy ognisku z gitarą. Wtedy nikt nie odróżni twojej piosenki od cudzej. Można się przyznać, kto ją napisał, ale nie trzeba. To jest mniej stresujące, dlatego wiersze najpierw śpiewałem. Z drugiej strony zawsze myślałem, że to niesamowity sposób przekazu i po prostu chciałem śpiewać.

Jesteś współtwórcą dwóch zespołów muzycznych. Monogramista JK słynie z pieśni rycerskich i sarmackich, które wykonujesz od lat. Klub Świętego Ludwika gra muzykę dawną na dawnych, zrekonstruowanych instrumentach. Oba „siedzą” w historii.  

Kiedy powstawały, tak się ułożyło, że moje autorskie piosenki śpiewałem z Monogramistą JK, a stare pieśni – z Klubem Świętego Ludwika. Głównie starofrancuskie (oryginalne teksty tłumaczyłem na polski), a także staropolskie, trochę tylko śpiewane „po mojemu”. Z czasem to się skomplikowało. Monogramista gra też starsze pieśni patriotyczne, nie mojego autorstwa. Klub gra też moje piosenki, choć w dawnej stylistyce. Zespół składa się z instrumentów dawnych, co jednak nie ogranicza nam repertuaru. Z Henrykiem Kasperczakiem, świetnym lutnistą grającym na różnych instrumentach strunowych, wirtuozem dawnych technik wykonawczych, gram naprawdę wszystko. Moje piosenki są wykonywane przy lutni, przy XIX-wiecznej gitarze – i gitarze współczesnej.

Da się śpiewać pieśni sprzed 700 lat w sposób nowoczesny? Mamy już inną wrażliwość.

Kiedy zaczynałem tłumaczyć trubadurów i truwerów, byłem przekonany, że pieśni trzeba wykonywać bardzo ortodoksyjnie, przy starych instrumentach. Dziś sądzę, że przekłady powinny być przede wszystkim komunikatywne. Muzyka służyła wtedy temu, żeby płynął tekst. Pieśni niosły ze sobą jakąś treść, którą trzeba interpretować. Sedno jest w tym, żeby oddać emocje, które przekazywano w średniowieczu. One tkwią w człowieku od czasów biblijnych i wcześniejszych – leżą w jego naturze. Te utwory są kompatybilne z wrażliwością współczesnego odbiorcy. A jedną z odwiecznych zabaw ludzkości jest przenoszenie się w dawne czasy.

Ale kiedyś pieśni były jedną z głównych form rozrywek, nie tylko na dworach. Dziś każdy ma dostęp do wielu rodzajów muzyki. Muzyka to show biznes.

To było żywe wykonanie. Dziś w mediach można pokazać wszystko, a efekt zależy od ilości pieniędzy, jakie się wyłoży na projekt.

 

„Jacku, to piękne, ale kto tego będzie słuchał?”

O PR nie dbasz.

Musiałbym mieć kogoś do pomocy. Ale trochę dbam. Jestem zapraszany do radia, mam nawet audycję w Radiu Poznań. I kanał na YT, a niektóre z moich piosenek mają dużą oglądalność. Ale żeby zrozumieć moją specyfikę, trzeba wrócić do lat osiemdziesiątych, kiedy zacząłem wykonywać swoje utwory przy gitarze na wieczorkach studenckich. Obok piosenek Kaczmarskiego, które namiętnie wtedy śpiewałem. Odkryłem, że stare pieśni mogą być niezwykle aktualne w naszych czasach. Na przykład te o krucjatach. Fragment pieśni z drugiej wyprawy krzyżowej.

Kto z Ludwikiem wyruszy,
niechaj go nie trapi trwoga,
ominie piekło a duszę
anioły wezmą do Boga.

Naprawdę grałeś to na imprezach?

Za komuny była to jedna z „opornikowych” pieśni naszych studenckich prywatek. W pewnym momencie absolutny hit. Albo „Piosenka opuszczonej” – jedna z nielicznych pieśni, które powstawały we Francji dla kobiet lub pisanych przez kobiety. Kobieta skarży się w nich, że ukochany ją opuścił, pojechał daleko do Jerozolimy. Przeklina to miasto.

Dama nie mogła wysłać SMS-a rycerzowi za granicą. Katorga.

Ta piosenka stała się ulubioną jednej z naszych koleżanek, która się do niej „przypięła”. Jest bardzo melodyjna, często gra się ją bez słów. Jest bardzo nośna. Znamy przydomek autora: Guiot de Dijon (Gwidon z Dijon). A Kaczmarski w czasach Solidarności też śpiewał superballady historyczne, na przykład opis obrazu „Rejtan” Matejki. To mnie zresztą przekonało do tego, że trzeba to robić. Bo tata powiedział mi kiedyś: Jacku, to piękne, ale kto tego będzie słuchał? Było to szczere westchnienie. Na szczęście nie miał racji. Spotkałem ludzi, którzy przeżywają to w taki sposób jak ja, podzielają tę fascynację. Bardzo wiele osób z moich znajomych z duszpasterstwa akademickiego chłonęło tę atmosferę.

 

Bard to ktoś, kto śpiewa o ważnych rzeczach. Nie musi protestować

A inne pieśni?

Harcerska „Ballada o krzyżowcu” z tekstem:

Wolniej, wolniej, wstrzymaj konia,
dokąd pędzisz w stal odziany,
pewnie tam, gdzie błyszczą w dali
Jeruzalem białe ściany.

To piękna piosenka, wchodzi w ten klimat. Robiła wielką karierę w schroniskach. Różnica jest tylko taka, że ja śpiewam autentyczne utwory grane w średniowieczu.

Bardowie z czasów kontestacji antykomunistycznej, często laureaci festiwali piosenki studenckiej (jak ty), zniknęli w wolnej Polsce. Ty się wyróżniasz. Może dlatego, że jesteś wewnętrznie spójny i konsekwentnie podążasz swoją drogą?

To moja pasja, na szczęście nie musiałem porzucać tego, co mnie bawi. Nie zwracam szczególnie bacznej uwagi na to, czy daje mi to pieniądze, ale dochody są ważne, bo mam liczną rodzinę. Muszę na nią zapracować. Jeżdżę, śpiewam, koncertuję. Nigdy nie czułem się przedstawicielem Krainy Łagodności, jak nazywano piosenkę autorską graną na Festiwalach Piosenki Studenckiej. Pasuję do niej gatunkiem literackim, ale nie treścią. Tam nie ma miejsca na ostre tezy. Kaczmarski i inni bardowie mieli ostrze songu protestu. Bard ma śpiewać mocno, ostro i przeciwko czemuś; musi być na barykadzie. Dla mnie bard to ktoś, kto śpiewa o ważnych rzeczach. Nie musi protestować. Zależało mi na tym, żeby utrwalać to, co jest piękne, zachwycające.

Jakie masz plany artystyczne?

Niedawno ukazała się moja płyta z pieśniami powstańczymi Wielkopolan. W tym roku przygotowujemy płytę Monogramisty JK z różnymi moimi kolędami z różnych czasów. W planach jest też płyta solowa, którą nagrałem przy gitarze, z piosenkami, których do tej pory nie wydałem. Wymieszałem je z nowo napisanymi. Dwadzieścia kilka utworów, będzie się nazywało Rzeczpospolita Niebieska. Klub św. Ludwika ma w planach wydanie utworów Tybalda hrabiego Szampanii, wielkiego XIII-wiecznego poety. Zachowało się około 60 melodii jego pieśni, około 10 trafi na płytę. Materiał jest gotowy, trzeba go tylko nagrać.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail