Aleteia

Zostali sami. Z Niemowlęciem i tajemnicą, której wciąż nie mogli pojąć [komentarz do Ewangelii]

NIEMOWLĘ
Nyana Stoica/Unsplash | CC0
Udostępnij

Słowa Bożego posłańca spadają jak grom z jasnego nieba. Zabić dziecko? Dlaczego? Jak zmierzyć się z tajemnicą cierpienia niewinnych? Nie można uciec przed tymi pytaniami. Zadają je w wielu miejscach świata miliony rodzin.

„Gdy mędrcy się oddalili…”

Nie słychać już w Betlejem anielskich śpiewów. Nie ma pasterzy z ich orędziem o nowonarodzonym Mesjaszu-Zbawicielu. Wspaniały orszak magów, złożywszy hołd Dziecięciu, właśnie zniknął za horyzontem.

Zostali sami. Z Niemowlęciem i tajemnicą, której wciąż nie mogli pojąć. Teraz najbardziej potrzebowali spokoju i normalności. Czasu, by oswoić się z wydarzeniami, które przyszły tak niespodziewanie.

Marzenia o zwykłych, rodzinnych, upływających w spokoju i bezpieczeństwie dniach, nie miały się jednak ziścić.

 

„Wstań weź Dziecko i uchodź…”

„Wstań, weź Dziecko i Jego Matkę i uchodź do Egiptu. Pozostań tam, aż ci powiem. Bo Herod będzie szukał Dziecka, aby Je zabić”. Słowa Bożego posłańca spadają jak grom z jasnego nieba. Zabić dziecko? Dlaczego?

Jak odnaleźć i zrozumieć sens tej historii? Jak ufać, nie tracąc nadziei, gdy Ten, który jest Synem Najwyższego, staje w całej swej bezbronności w obliczu śmierci? Dlaczego tyrani tego świata z taką bezwzględnością depczą to, co jest życiem, pokojem i szczęściem najsłabszych? Jak zmierzyć się z tajemnicą cierpienia niewinnych?

Nie można uciec przed tymi pytaniami. Zadają je w wielu miejscach świata miliony rodzin, spragnionych sprawiedliwości, zmuszanych do wyruszenia w nieznaną przyszłość, w poszukiwaniu domu, życia, ratunku dla swoich dzieci.

Tamtego smutnego dnia, drżąc z niepewności i lęku, rodzina uchodźców z Betlejem musiała wyruszyć w stronę bezpieczniejszego świata.

 

„Tak miało się spełnić słowo…”

Ewangelia mówi dosłownie: „aby się wypełniło, co zostało powiedziane”. To nie przypadek, że w języku Biblii pojęcie „słowo” jest tożsame z „faktem”, „wydarzeniem”.

Czy nie to właśnie jest najtrudniejsze? Uwierzyć, że wydarzenia, które chciałoby się odsunąć jak najdalej od siebie, mają swoje miejsce w Bożym planie zbawienia.

Że słowo Boga może wypełniać się także w tym, co trudne, bolesne, dla nas niezrozumiałe. Że On – Słowo, które stało się ciałem –  wszedł w tę historię jako jeden z nas, aby sam tego doświadczając, stać się „Bogiem z nami” – także w tym, szokującym sensie. Ubogi, cierpiący, niezrozumiany, doświadczający lęku, skrzywdzony, umierający…

Bóg, który wciąż gorszy wielu, przekraczającą wszelkie granice bliskością.