Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

By codzienność miała sens – wyzwanie noworoczne

KOLORY
Colton Sturgeon/Unsplash | CC0
Udostępnij

Nie każdy może w tym roku dostać Nagrodę Nobla, zostać prężącym mięśnie kulturystą czy wygrać wybory prezydenckie. Nie wszyscy mają możliwość osiągnięcia spektakularnych sukcesów na miarę pierwszych stron gazet. Każdy jednak ma w ciągu roku przynajmniej jedną szansę na to, by odebrać aplauz od innych. Po prostu za to, że jest.

W okresie noworocznym świat mediów wypełniają wezwania i opinie dotyczące postanowień na kolejny rok (podobnie jak siłownie w styczniu wypełniają się osobami dotąd się tam niepojawiającymi). „Koniec” i „początek” naturalnie kierują człowieka do podsumowań, rachunków sumienia czy tworzenia planów, także (a może przede wszystkim) tych związanych z życiem osobistym.

Następują swoiste wyścigi w stawianiu sobie ważnych celów, jak właśnie regularne uprawianie sportu, więcej czasu dla siebie i bliskich, systematyczna nauka czy większe skupienie w pracy. Nie jest jeszcze tak źle, gdy przybierają one formę konkretnych zadań, co ułatwia ich wykonanie i, co najważniejsze, rozliczanie się z ich wykonania. Przykładowo: „raz w tygodniu zabiorę bliską osobę na spacer”. Realizacja postanowienia łatwa do sprawdzenia. Trudniej weryfikować te ogólniki, jak większa szczęśliwość itp.

 

Żyć a nie przeżyć

Osiągnięcie założonych celów dostarcza wiele satysfakcji i wzmacnia motywację do podejmowania kolejnych wyzwań, ale – będąc uczciwym – ile z nich kończy się częściową lub całkowitą porażką? Zwykle jest to wprost proporcjonalne do skali zadania – im trudniejsze, tym szybciej się je odpuszcza.

I tutaj nie brak motywacyjnych tekstów zachęcających do stawiania sobie prostych postanowień, łatwych do wykonania lub do „niepostanawiania” niczego i cieszenia się zwykłym życiem („mam postanowienie – nie robić postanowień” – odpowiada wiele osób). Decyzja to indywidualna, jak podejść do tego tematu. Niezależnie jednak od wszystkiego wydaje się, że jedną sprawę powinien podjąć z Nowym Rokiem dosłownie każdy. Koniecznie wypada zadbać o to, aby nie żyć po to, by przeżyć, ale aby życie było przeżyciem. Przeżyciem tego wszystkiego, co siedzi w człowieku i zewsząd go otacza – miłości, dobroci i radości.

 

Wartość i sens

Trudno oprzeć się wrażeniu, że tak bezwiednie przeżywa się większość mijających chwil. Byle do końca pracy, byle do weekendu, byle do świąt, byle do wakacji. „Byle do” ma tę zależność, że automatycznie zamienia się w „byle jak”. Ta „bylejakość” prowadzi konsekwentnie do szarości zwykłej codzienności, wypłowienia, wypalenia i coraz głębszego zapadania się w kanapie. Życie zmienia się wtedy w wykonywanie znanych schematów, które doprowadzają do nieznośnie nudnej rutyny, co skutkuje jeszcze większym niezadowoleniem. I problem się zapętla. Wcale nie pomagają na to chwilowe odskocznie – czy te imprezowe, czy podróżnicze, czy nawet kulturalne. Działają raczej odwrotnie, bo uświadamiają, że następuje po nich konieczność powrotu do codzienności. Perspektywa iście załamująca.

Zdaje się, że to właśnie klucz, który powinien otwierać kufer z noworocznymi postanowieniami. Nie chodzi przecież o to, ile się ich wykona, ale o to, by przyniosły trwały efekt w postaci odmienienia zwykłej codziennej rutyny, do odkrywania wartości i sensu każdej przemijającej chwili. Tym bardziej to ważne wyzwanie dla każdego, kto wierzy, że przypadki to tylko wysublimowany rodzaj Bożego działania.

Przykład wielu świętych i wielkich ludzi pokazuje, że nauczenie się czerpania radości z każdej porannej kawy, mycia zębów czy promyku słońca na twarzy ostatecznie doprowadza do optymistycznego czerpania radości z przemoczonych ubrań po nagłej burzy, złamanego paznokcia czy zbitej ulubionej filiżanki. Dostrzeganie sensu w najmniejszych sprawach pomaga wyzwolić się z niewoli tego, co zewnętrzne na rzecz panowania wewnętrznego pokoju i radości.

Nie wszyscy mają dostęp do spraw wielkich. Każdy ma dostęp do spraw małych. Nie każdy wspaniały głos stanie się gwiazdą estrady, nie każdy naukowiec sięgnie po Nagrodę Nobla, nie każdy sukces będzie opisywany przez media przynosząc sławę jego architektowi.

Wierzę jednak, że każdy powinien przynajmniej raz w życiu dostąpić wielkiego aplauzu i uznania ze strony innych. Nie za to co zrobił lub czego nie zrobił. Po prostu za to, że jest. Największy sukces to odkrycie tej wartości w sobie i w swojej rutynowej codzienności. To właśnie tam, między tymi zakamarkami tych zwykłych czynności przebija się prawdziwa radość.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail