Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Człowiek ma potrzebę bycia wysłuchanym, a tego nie załatwi komputer”. Wywiad z Anną Cieślak

ANNA CIEŚLAK
KAMIL PIKLIKIEWICZ/Dzien Dobry TVN/East News
Udostępnij

Biegnąc tylko za pieniędzmi, stajemy się wydmuszkami, w środku których jest pustka. Człowiek ma potrzebę bycia wysłuchanym, a tego nie załatwi komputer ani Instagram” – mówi znana aktorka Anna Cieślak.

Anna Cieślak, aktorka teatralna i filmowa, od 2011 w zespole Teatru Polskiego w Warszawie, gdzie ostatnio wcieliła się w rolę Księżnej w „Dziadach”. Znana z ról m.in. w „Czasie honoru”, „Ojcu Mateuszu”, „Szkole żon” czy „Prawie Agaty”. Jest ambasadorką Fundacji La Strada działającej przeciwko handlowi ludźmi i niewolnictwu.

 

Jolanta Tokarczyk: Przed ponad miesiącem przygotowywałaś się do premiery „Dziadów” w Teatrze Polskim, w których grasz Księżną. Jak oceniasz ten spektakl?

Anna Cieślak: „Dziady” gramy przede wszystkim dla młodych ludzi, mając świadomość, że żyją szybciej i podlegają większej liczbie agresywnych bodźców niż my w ich wieku. Musimy więc tak podać im literackie arcydzieło Mickiewicza, aby potrafili je zrozumieć. Kiedy o godz. 12. wchodzimy na scenę Teatru Polskiego w Warszawie, bo wtedy gramy dla szkół, przez pierwsze kilka minut słychać szmery na widowni. Kiedy zaczynamy Gusła, ludzie jeszcze nie wiedzą, jaki to będzie spektakl, może nawet bajka…

Niewiadoma trwa do około dziesiątej minuty, czasem krócej, a potem pojawia się zaciekawienie, które stopniowo przeradza się w czujność i skupienie. Nieraz za kulisami zastanawiamy się, czy to zainteresowanie pojawi się w piątej, szóstej czy w dziewiątej minucie. Jesteśmy szczęśliwi, kiedy możemy utrzymać widza do końca, a spektakl trwa ponad dwie godziny. To najpiękniejszy prezent, jaki możemy dostać, ponieważ nasza praca ma sens tylko wtedy, gdy wykonujemy ją dla widzów. Niezwykłe jest to, że młodzi zamieszczają recenzje na blogach czy piszą komentarze na stronie teatru. Z Mickiewiczem wkraczamy w nową przestrzeń.

„Dziady” na scenie to spektakl w pigułce, jak trailer filmu; warto go zobaczyć, aby później sięgnąć do pierwowzoru. Kiedy byłam licealistką, „Dziady” też były dla mnie trudne w odbiorze, jak dla dzisiejszych młodych ludzi. Z czasem przekonałam się, że Mickiewicz mówi dokładnie o tych samych wartościach, które i dzisiaj są ważne, tylko że mówi to innym językiem. Teatr to enklawa, przestrzeń w której nawiązuje się relacja pomiędzy aktorem a widzem. A właściwie pomiędzy kilkoma pokoleniami, ponieważ w „Dziadach” gra niemal 60 osób z czterech pokoleń aktorów; najmłodszy ma ledwie 4-latka, a najstarszy, Henryk Łapiński, to przecież nestor teatru.

Najmłodsi przychodzą do nas na poranki filozoficzne, na których zadaje się fundamentalne pytania – co to jest przyjaźń, po co są relacje, jakie rzeczy nie podlegają żadnym pieniądzom. To takie metafizyczne rozmowy, ale zauważam, że dzieciaki w swoim postrzeganiu świata są bardziej wolni niż dorośli. A świat staje się coraz bardziej zero-jedynkowy. Upraszczamy to co mówimy i myślimy, ponieważ mamy coraz mniej przestrzeni na emocje. Kiedy więc już dochodzą do głosu, są często nieuporządkowane, chaotyczne, szybko przepadają w pogoni za codziennością.

 

Anna Cieślak: Za mało mówi się o pracy przymusowej, niewolniczej

Inne emocje towarzyszą ci w pracy w Fundacji La Strada, której jesteś ambasadorką. Jak zaczęła się współpraca z Fundacją?

Debiutowałam w filmie „Masz na imię Justine” w reż. Franco de Pena. Udziałem mojej bohaterki stały się bolesne przeżycia związane z handlem ludźmi i tak poznałam założycielki Fundacji Irenę Dawid-Olczyk i Joannę Garnier. Fundacja prowadzi działalność przeciwko handlowi ludźmi i niewolnictwu, ale problemy, z jakimi borykamy się w Fundacji dotyczą nie tylko handlu kobietami, ale też żebractwa i pracy przymusowej. Czasami mam wrażenie, że to alternatywna rzeczywistość. Większość z nas żyje w wygodnym świecie i nie mamy świadomości, że obok nas przechodzi ktoś, kto ma ogromne problemy, z którymi sobie nie radzi. Ci ludzie pozostawieni są sami sobie lub powierzeni komuś, kto nimi manipuluje. Manipulacja emocjonalna, wyczuwanie drugiego człowieka i stwarzanie w nim poczucia zagrożenia, to jedna z najsilniejszych broni dzisiejszego świata.

Wśród podopiecznych Fundacji znajdują się różni ludzie, np. młoda dziewczyna z Ugandy dostała od babci bilet w jedną stronę. Czasami trudno jest im wytłumaczyć, że lepiej skończyć szkołę i przejść resocjalizację, bo wtedy jest szansa na lepszą przyszłość. Nie wszystkie działania kończą się sukcesem, czasami długie tygodnie albo miesiące spędza się z daną osobą, aby nauczyć się jej postrzegania świata, który jest kompletnie różny od naszego.

Ciągle za mało mówi się o przymusowej, niewolniczej pracy i nawet w Polsce nie mamy świadomości, jak jesteśmy wykorzystywani. Dlaczego ktoś, kto prowadzi budkę z fast-foodami pracuje po 12 godzin bez podpisanej umowy i bez pieniędzy? Dlaczego dziewczyna pracuje w galerii handlowej przez dwa tygodnie na zastępstwie, a gdy przychodzi czas zapłaty, jest wymieniana na inną? Przykłady można by mnożyć w każdej branży, również medialnej…

W tej pracy odnosicie również sukcesy.

Czasami kilka miesięcy czeka się na pozwolenie na pracę i człowiek nie wie, co z sobą zrobić. Miałam kiedyś grupę dziewczyn z Ugandy i zadzwoniłam do dyrektora Symfonii Juventus, który zaprosił je na koncert. To był wspaniały widok, Afrykanki zaplotły warkoczyki, bo czekało je wielkie wyjście.

Uczymy cudzoziemców języka polskiego. Kilka lat temu dziewczynom z Indii pokazywałam komedie romantyczne z moim udziałem, a później poszłyśmy na spacer do ogrodu botanicznego. Pokazywałam im ulubione kwiaty, magnolie i forsycje, a one wynajdywały na komórkach swoje… Czasami potrzebne jest poszukanie pomocy specjalistów – psychiatry, psychologa, coacha albo prawnika. Każdy przypadek jest inny. Jeśli dziecko żebrze na ulicy, to trzeba mieć świadomość, że gdzieś w pobliżu ktoś je obserwuje – może matka, a może „opiekun”. Matki straszy się, że nie zobaczą dzieci, jeśli nie użebrzą odpowiedniej kwoty. Trzeba być wyczulonym na takie sytuacje.

Dziś łatwiej jest osiągnąć poziom pozornego dobrobytu, pieniądze, za które możemy wszystko kupić, ale biegnąc tylko za nimi, stajemy się wydmuszkami, w środku których jest pustka. Człowiek ma potrzebę bycia wysłuchanym, a tego nie załatwi komputer ani Instagram.

Wirtualna rzeczywistość wyprzedziła tę prawdziwą. To co jest za szkłem ekranu, wydaje się bezpieczne, ale w rzeczywistości tak nie jest. Zmagamy się z hejtem, jesteśmy punktowani, ale także ścigamy się i oceniamy. Po co? To, że jesteś na plakacie w autobusie w Warszawie niewiele znaczy dla kogoś, kto mieszka w górach albo nad Wigrami. Ludzie mają inne priorytety niż życie cudzym życiem. Czasami warto się zastanowić czy chcemy pędzić ze wszystkimi, czy lepiej usiąść na trzecim piętrze z herbatą i popatrzeć, dokąd wszyscy tak biegną… Rację miał Gombrowicz, mówiąc, że warto być dobrym w jednej rzeczy, zamiast pragnąć wszystkiego naraz.

 

Anna Cieślak: Jako aktorka chciałabym pięknie opowiadać o zwykłym człowieku

Jakie masz plany na nowy rok?

Chciałabym utrzymać to, co mam i otworzyć się na spotkania i zdarzenia wyjątkowe, ale nie na wszystko. Wierzyć, że rzeczy, które mają mnie znaleźć, po prostu mnie znajdują. Uwierzyć, że oprócz spraw wielkich jak „Dziady” czy „Kraina lodu” są jeszcze mniejsze, jak dubbing czy audiobook, ale równie ciekawe. Świat nie składa się z samych wzniosłych chwil, a życie jest huśtawką. Raz na jakiś czas otrzymuje się coś wyjątkowego, ale po drodze jest masa drobnych, codziennych spraw.

Jako aktorka chciałabym pięknie opowiadać o zwykłym człowieku. Nieraz zastanawiamy się czy w tych pędzących tunelach czasoprzestrzeni jest w ogóle dla nas miejsce. A przecież nie ma zwykłych ludzi, każdy jest inny i wyjątkowy. Każdy ma w sobie niezwykły kolor, którym rozbłyska przy wyjątkowych okazjach. A potem światło przygasa, ale to przecież cały czas jest życie!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail