Aleteia

Wiara i rozpacz: jak żyć według Sorena Kierkegaarda

SOREN KIEREGAARD
EAST NEWS
Udostępnij

„Kierkegaard” to po duńsku „cmentarz” i nastrój z tym miejscem związany unosi się nad całą myślą słynnego filozofa z Kopenhagi.

Człowiek, który nigdzie nie mógł znaleźć miejsca

Choć Soren Kierkegaard podjął się studiów zarówno filozoficznych, jak i teologicznych, żadna z tych dyscyplin do niego nie przemawiała. Choć się zaręczył i bardzo kochał swoją narzeczoną, zaręczyny zerwał. Choć Bóg i wiara stanowiły fundament jego filozofii, był radykalnym krytykiem duńskiego Kościoła Luterańskiego. Kopenhaski myśliciel był z pewnością jednym z najbardziej barwnych duchów w dziejach filozofii.

 

Punkt wyjścia: sytuacja jednostki

Kierkegaard studiował filozofię w Berlinie, gdzie poznał poglądy wielkich idealistów niemieckich – Hegla i Schellinga. Ale dla nich człowiek nie był jednostką wartościową samą przez siebie, lecz jedynie elementem historycznych przemian. Tak samo nie podobała mu się teologia pełna skomplikowanych terminów i abstrakcyjnej spekulacji. Filozof uważał, że musi znaleźć inny język, który wyrazi prawdziwe doświadczenie wiary i pozwoli ująć w słowa autentyczne problemy ludzkiej egzystencji.

Zdaniem Kierkegaarda człowiek w czasie swojego życia może przejść przez trzy stadia świadomości jego sensu.

 

Etap estetyczny

Po pierwsze, przeżywa etap estetyczny. Filozof postrzegał „estetyczność” jako ujmowanie doznań zmysłowych. Duńczyk uważał, że w tym stadium człowiek skupiał się na „ziemskich przyjemnościach”, przy czym rozumiał tu nie tylko bezpośredni, fizyczny hedonizm, ale także różnego rodzaju uciechy intelektualne: sztukę, poezję itp Jednak esteta prędzej czy później popada w melancholię. Każda rozrywka z czasem nudzi, po jakimś czasie wszystko traci swój sens, a człowiek staje się uwięziony w świecie swoich zmysłów.

 

Stadium etyczne

By się z tych więzi uwolnić, szuka oparcia w jasnych zasadach. Stadium etyczne, bo tak nazwał je Kierkegaard, polega na poszukiwaniu życiowego sensu w dokonywaniu świadomych wyborów. Nie przyjemności i pragnienia definiują to kim jesteśmy, ale nasza praca, nasze obowiązki, etyczna wartość naszych wyborów. Jednak skąd mamy wiedzieć, że postępujemy słusznie? Na jakiej podstawie sądzimy, że zasady, jakich się trzymamy, są właściwe? I co zrobić, jeżeli musimy wybierać pomiędzy dwoma sprzecznymi zachowaniami?

Kierkegaard zauważył, że w podobnej sytuacji bez wyjścia znalazł się biblijny Abraham.

 

Stadium religijne

W Księdze Rodzaju opisana jest historia, jak Bóg nakazał patriarsze złożenie, na dowód swojej wiary, własnego syna w ofierze. Filozof analizuje zachowanie Abrahama i dochodzi do wniosku, że jego zgoda na takie zachowanie ma w sobie coś z szaleństwa, ale jednocześnie była jedynym sensownym rozwiązaniem.

W stadium religijnym człowiek jest niczym Abraham przyciśnięty do ściany. Widząc brak jakichkolwiek pewnych punktów oparcia w świecie, musi uwierzyć Bogu. Nie jest to jednak optymistyczna wizja, w której Bóg ze swoją łaską zstępuje ku człowiekowi. Dla Kierkegaarda wiara jest skokiem w nieznane, darem zaufania wobec kogoś, o kim nic tak naprawdę nie wiadomo, nie wiadomo nawet, czy istnieje. Jego wiara jest porzuceniem rozumu, pewności, zawieszeniem myślenia, pełna rozpaczy i braku nadziei.

Jednak to zdaniem Kierkegaarda była prawdziwa religijność. Filozof nazwał ją „religijnością typu B”. Kościoły ze swoją naukową teologią i kodeksami etycznymi były jego zdaniem „religijnością typu A” – fałszywą, odpowiednią dla kogoś kto żyje na poziomie estetycznym lub etycznym. Prawdziwa wiara wymaga według Duńczyka dużo więcej i wbrew pozorom wcale nie przynosi ukojenia. Wręcz przeciwnie – trudno jest być pobożnym człowiekiem, to postawa rozdzierająca serce. Zdaniem filozofa jednak jedyna właściwa w świecie sprzeczności i absurdu.