Aleteia

Czy trudności w modlitwie są dziełem szatana? Siostra Borkowska odpowiada

MODLITWA
Ruber Hutabarat/Unsplash | CC0
Udostępnij

Znany jest problem rozproszeń. Jest na to jedyna rada: do góry z tym…

Problem: czy trudności w modlitwie są dziełem szatana?

Nie myślę, żebyśmy powinni szatanowi robić tyle łaski, żeby się nad nim specjalnie zastanawiać. Wiadomo, że jest; wiadomo, że działa; ale takie dopatrywanie się jego wyraźnej działalności w szczegółach naszego życia jest przesadą i może prowadzić nawet do niezdrowej fascynacji.

Zdarza się, że ktoś tak właśnie robi, mówiąc, że przecież w każdym grzechu jest szatan! Zgoda, ale kiedy ta osoba idzie do konfesjonału i spowiada się, to chyba przecież nie spowiada się z satanizmu, tylko z grzechów; i to swoich, a nie szatana.

Więc istnieje jakiś obszar naszej własnej winy, której nawet na szatana nie możemy zwalić. A myśli zająć trzeba Bogiem, a nie szatanem. Bóg jest najlepszym tematem dla naszego rozważania. Mówiła św. Teresa Wielka, że zupełnie nie rozumie tych ludzi, którzy wciąż krzyczą „szatan, szatan” i wpadają w panikę, zamiast powiedzieć „Bóg” i nabrać odwagi.

 

Problem: bywa, że człowiek jest wierny modlitwie, ale ona jest jak martwa, po prostu z przyzwyczajenia.

Należy i za to Panu Bogu podziękować. To jest jeden więcej materiał, który można ofiarować: kiedy modlitwa przestaje być przyjemnością. Modlitwa może być przyjemnością, ale kiedy przestaje nią być, to wtedy modlimy się dla Boga, a nie dla siebie. Modląc się, jesteśmy w kontakcie z Bogiem, więc nie możemy modlić się źle, chyba że ktoś na modlitwie uwłacza bliźnim.

Święty Benedykt w Regule pisze, że mnich powinien sobie wyrobić dobre przyzwyczajenia, a wtedy łatwiej mu pójdzie: to, czego dawniej przestrzegał nie bez trudności, teraz będzie wykonywał jak rzecz normalną, bo nabrał przyzwyczajenia i zagustował w cnocie.

Pojęcie cnoty jest w naszych czasach gdzieś zagubione. W teologii ten termin oznacza sprawność, otrzymaną lub nabytą; i ta sprawność jest jak najbardziej do nabycia, ale z drugiej strony kaznodziejstwo, zwłaszcza popularne, straszy nas okropnie przed rutyną. Gdzie jest granica między cnotą a rutyną? Chyba tam, gdzie człowiek pełniąc dobro, traci z oczu intencję.

Jeżeli cokolwiek zagraża naszemu życiu modlitwy, to pierwsza zasada brzmi: „do góry z tym”, pokazać to Panu Bogu. Jak to, czy On sam nie widzi? Widzi, ale chce, żebyśmy to my Mu pokazali. „Ja to widzę i Ty to widzisz, Panie”.

Chodzi o to, aby był jakiś moment porozumienia – oboje to widzimy. I wtedy można znaleźć tę różnicę między rutyną, która nie będzie się przejmowała dobieraniem intencji, a cnotą, która chce dobra; i dlatego właśnie, że chce służby Bożej, nawiązuje ten kontakt.

Każdy kontakt z Bogiem, w którejkolwiek chwili, jest modlitwą i jest tym, dla czego my żyjemy. Czy to będzie pacierz, czy to będzie akt strzelisty (krótka modlitwa w tej chwili aktualna), czy cokolwiek to będzie, to jest istota naszego bytu – ta łączność.

Znany jest problem rozproszeń. Jest na to jedyna rada: do góry z tym. Przyznać się do tego przed Bogiem. Mam wrażenie, że Pan Bóg czasami dopuszcza takie odskoki myślowe, czy też inne odejścia po to, żebym się mogła skruszyć, nawrócić choćby odrobinkę. I tym bardziej nawiązać z Nim kontakt.

Jest też stare i znane zjawisko, że mnisi albo mniszki, którzy zastanawiali się nad czymś w czasie pracy, idą do kościoła i w trakcie pacierzy nagle podczas któregoś psalmu wpada do głowy rozwiązanie problemu. Podziękować Panu Bogu i modlić się dalej.

Fragment książki „Rozważania o Wcieleniu Syna Bożego”

Siostra Małgorzata Borkowska OSB urodziła się w 1939 r. Studiowała polonistykę i filozofię na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu oraz teologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Od 1964 jest benedyktynką w Żarnowcu. Autorka wielu prac historycznych, m.in. „Życie codzienne polskich klasztorów żeńskich w XVII i XVIII wieku”, „Czarna owca”, „Sześć prawd wiary oraz ich skutki”, „Oślica Balaama”, „Ryk Oślicy”, „Twarze Ojców Pustyni”, tłumaczka m.in. ojców monastycznych, felietonistka.