Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Grzegorz II. Papież od murów, obrazów i misji wśród Germanów

ŚWIĘTY GRZEGORZ II
Udostępnij

Jak dobry ojciec dał wiernym poczucie bezpieczeństwa, nie wahał się narażać władzy świeckiej w obronie prawdziwej doktryny i zwyczajów Kościoła rzymskiego, wreszcie – co najważniejsze – był człowiekiem szczerej, głębokiej a do tego uczonej wiary.

Kiedy Grzegorz II został wybrany na papieża, Rzym od północy atakowali Longobardzi, od morza zagrażali mu pełni prozelickiego zapału muzułmanie (w końcu islam istniał wtedy od niecałych stu lat), a ze wschodu, od Bizancjum, płynęły wymagania finansowe i oczekiwania, że papież się złamie i dostosuje zwyczaje Kościoła rzymskiego oraz jego doktrynę do tych przyjętych wtedy na wschodzie. Nie wiadomo, w co ręce włożyć, żeby ich od razu nie stracić.

 

Mury i misje

Nowy biskup Rzymu włożył je do kadzi z zaprawą murarską, oczywiście w przenośni. Posługę w Kościele zaczynał wiele lat wcześniej od bycia skarbnikiem i jałmużnikiem papieskim, wiedział więc doskonale, jakie są główne potrzeby wspólnoty, której miał przewodzić. Podstawową był brak bezpieczeństwa, więc odbudował mury miasta, a właściwie robił to przez kilka lat, pomimo klęsk żywiołowych z wylewem Tybru włącznie.

Jednocześnie nie miał złudzeń, że siłą Kościoła są ściany – gorąco zachęcał do dynamicznego rozwoju życia monastycznego, m.in. przeznaczając duże kwoty na odbudowanie zniszczonych klasztorów (w tym benedyktyńskiego matecznika na Monte Cassino). Na klasztor św. Agaty zamienił także, po śmierci matki, swój rodzinny dom. Były to miejsca formacji duchowej i intelektualnej nie tylko mnichów, ale i przedstawicieli elit.

Potrzebne było też porozumienie z przynajmniej jednym z nachalnych sąsiadów. Muzułmanie nie wyglądali na chętnych do dialogu, ponadto póki co byli blokowani z jednej strony przez Bizancjum, a z drugiej – zajęci podbijaniem ziem Franków, czyli obecnej Francji. Z rachunku zysków i strat wynikało więc, że trzeba jakoś dogadać się z Longobardami i Germanami w ogólności. Grzegorz wysłał więc do nich… misjonarzy. Nota bene wywodzących się spośród tak hołubionych przez niego mnichów.

Misje św. Korbiniana oraz św. Bonifacego okazały się skuteczne – najpierw Bawarczycy, a potem będący z nimi w sojuszu Longobardowie zostali katolikami, a jako katolikom jakoś nie wypadało im już napadać na biskupa Rzymu. Na to ostatnie pewien wpływ mogło mieć też to, że ówczesny król Longobardów był pod dużym osobistym wpływem Grzegorza, nawet potrafił na jego prośbę zrywać sojusze.

 

Spór o obrazy i podatki

Rzym należał w tamtym czasie do Egzarchatu Rawenny, a więc terenów, przynajmniej nominalnie, podległych Bizancjum. Cesarstwo potrzebowało środków na wewnętrzną reformę i walkę z muzułmanami, więc zwiększono znacznie podatki w egzarchacie.

Tymczasem kraina ta była skutecznie łupiona od dziesiątków lat przez Longobardów, więc nie było z czego tych obciążeń spłacać.

Ponadto cesarz Leon III próbował wymusić na papieżu przyjęcie rozstrzygnięć soborów Kościołów wschodnich, na które ten rzymski nie chciał się zgodzić. Punktem spornym m.in. był kult obrazów (wtedy na wschodzie panuje ikonoklazm, a więc herezja odrzucająca możliwość oddawania czci Chrystusowi, Maryi i świętym za pośrednictwem ikon i innych przedstawień). Grzegorz odrzucił te naciski, potępiając cesarskie tezy na synodzie w 727 r., zresztą świetną dyskusję z tymi żądaniami przeprowadził już wcześniej, kiedy jeszcze jako diakon towarzyszył ówczesnemu papieżowi podczas wizyty w Konstantynopolu.

Zapewne to, że w tamtym czasie był bibliotekarzem papieskim i miał dostęp do szerokiej oraz świetnej literatury, miało spory wpływ na jego zwycięstwo w obu tych debatach.

To, że Grzegorz miał rację, ostatecznie potwierdził II sobór nicejski w 787 r., potępiając ikonoklazm i dając podstawy teologiczne wykorzystaniu przedstawień w oddawaniu czci Bogu i świętym. Papież nie chciał jednak całkowicie zrywać sojuszu z cesarstwem, o czym może świadczyć rola, jaką odegrał w negocjacjach między ówczesnym egzarchą Rawenny, królem Longobardów oraz cesarzem. Ostatecznie udało się wynegocjować pokój i uświadomić cesarskim urzędnikom, że podatków w oczekiwanej przez nich wysokości być nie może, a przy okazji nieco poszerzyć zakres autonomii papieskiej wobec władcy.

Leon III miał ochotę na pozbawienie Grzegorza II urzędu, jednak nie był w stanie tego zrobić m.in. z tego powodu, że biskup cieszył się olbrzymim zaufaniem i sympatią wiernych. Jak dobry ojciec dał im poczucie bezpieczeństwa, nie wahał się narażać władzy świeckiej w obronie prawdziwej doktryny i zwyczajów Kościoła rzymskiego, wreszcie – co najważniejsze – był człowiekiem szczerej, głębokiej a do tego uczonej wiary.

W końcu bez pomocy Ducha Świętego trudno byłoby prowadzić i do tego jeszcze rozwijać Kościół w ówczesnej wersji ciekawych czasów.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail