Aleteia

6 rzeczy o uczeniu się, które chciałbym wiedzieć 30 lat temu

EDUKACJA
Dragos Gontariu/Unsplash | CC0
Udostępnij

Trzydzieści lat temu byłem uczniem. Raczej słabym uczniem… Gdybym wówczas wiedział o uczeniu się to, co wiem dziś! Wówczas pewnie uniknąłbym wielu porażek i lepiej wykorzystał 12 lat szkoły.

Jak uczy się dziecko?

Dobrze, żeby dzieci znały odpowiedź na to pytanie. Ale jeszcze lepiej, żeby znali ją rodzice. To oni towarzyszą dziecku w rozwoju i od ich mądrego wsparcia naprawdę dużo zależy. Bo dorośli i dzieci uczą się inaczej, choćby ze względu na dojrzałość ich mózgu.

Nauka przez doświadczenie czy przy pomocy opowiadania i przykładów z życia zawsze przychodzi łatwiej – bez względu na wiek. A jednak im jesteśmy starsi, tym łatwiej trawimy abstrakcyjne pojęcia i teorie, no i potrafimy dłużej „wysiedzieć w ławce”. Dzieciom przychodzi to trudniej i wystarczy nam pamiętać, że jest to w ich wieku całkiem zwyczajne.

 

1 i 2, czyli poznać samego siebie, ale nie samemu

Dzieci uczą się inaczej niż dorośli, ale też każdy z nas najlepiej uczy się w sobie właściwy sposób. Kluczem do nauki jest poznanie siebie. Trudno zrobić to samemu, szczególnie będąc dzieckiem. Potrzebni są mądrzy nauczyciele i rodzice, którzy będą poszerzać swoją wiedzę i dadzą dziecku informację zwrotną.

1/ Dopiero teraz widzę, że moim sposobem na efektywne uczenie się zawsze były rozmowy z innymi ludźmi. Tobie bardziej może sprzyjać czytanie, rysowanie, słuchanie lub jeszcze coś innego. Gdybym już w podstawówce nabrał świadomości, co pomaga mi w nauce, to z pewnością używałabym tego sposobu częściej i bardziej świadomie.

2/ Wiele bym też dał, żeby lepiej zrozumieć, na jakim etapie rozwoju jestem. Wierzę, że podstawy (przedstawione adekwatnie do wieku) psychologii rozwojowej pomogłyby mi zrozumieć np. że naturalna jest potrzeba ruchu we wczesnej podstawówce, a w okresie nastoletniości naturalne jest zmęczenie i potrzeba snu.

 

3 i 4, czyli nie zmuszać do nauki, ale prowokować do myślenia

Z niewolnika nie ma pracownika. Tak samo wszelkie opresyjne metody przekazania wiedzy mają znikomą efektywność. Zamiast zmuszać, lepiej jest tworzyć przestrzeń i nawyki sprzyjające nauce.

3/ Własne miejsce do pracy to podstawa. Nie mniej ważny jest czas na naukę i kultura pracy. Chodzi o konkretną godzinę (nie za wczesną, nie za późną, nie za długą), o której siadam i zajmuję się (bez rozpraszaczy) tylko tym, co zaplanowane. Kultura pracy to też umiejętność rozkładania większych rzeczy w czasie na mniejsze kawałki. A także nieodkładanie spraw na później. Już po tygodniu (jakie to ważne w kontekście lekcji, które mamy raz w tygodniu) nasz mózg niewiele pamięta…

4/ Prowokowanie mózgu do nauki to też dobieranie dla niego sposobów uczenia się. Oczy otwiera „piramida uczenia się” (warto wpisać to hasło w wyszukiwarkę), która jasno pokazuje, że najlepiej uczy się ten, który uczy innych, a najmniej efektywna jest forma wykładowa. Długie wykłady to duża dawka informacji „przepełniających” hipokamp – naszą „mózgową pamięć podręczną”. Przez ten nadmiar nie następuję proces konsolidacji, czyli zapisania na „mózgowym twardym dysku”.

 

5 i 6, czyli nie ułatwiać, ale też nie utrudniać

Jeśli jedną skrajnością jest ukazywanie nauki jako czegoś niezwykle trudnego, to drugą jest określanie jej jako rzecz beznadziejnie prostą. Jedna i druga skrajność nie jest dobra, bo przecież nie lubimy rzeczy zbyt prostych i zbyt trudnych…

5/ Trud jest dobry i nieduże wewnętrzne napięcie też. Warto budować na tym napięciu, które jest ciekawością i gotowością na wysiłek prowadzący do odkrywania nowych rzeczy. Bo nauczyciel nie ma uczniów wyręczać czy czegoś im ułatwiać, ale nieco się wycofać i pozwolić im działać. Niezwykle cenna jest samoświadomość, dzięki której wiem, co wywołuje we mnie pozytywny dreszcz emocji, co przeraża mnie i paraliżuje, a co identyfikuję za zbyt proste, by się tym zająć.

6/ Utrudnianiem jest też uniemożliwianie regeneracji. Dzieci i ich mózgi regenerują się i „ostrzą” przez ruch. Wspinanie na drzewa, sport, gry i zabawy ruchowe. To dzięki nim w mózgu tworzą się struktury potrzebne do zrozumienia pojęć abstrakcyjnych. To dzięki aktywności wszystkich zmysłów (przecież wszystkie zmysły wysyłają sygnały do mózgu) uczymy się lepiej.

 

Jak uczy się dorosły

Dorośli też się uczą, a w zmieniającym się świecie robią to coraz częściej, choć w innych okolicznościach niż dzieci. Ja dziś uczę się tego co mnie ciekawi lub jest mi potrzebne w pracy. A uczę się, aż się tym nasycę, aż do chwili, kiedy mogę powiedzieć, że już wystarczy. Dziś jest mi łatwiej niż kiedyś, nie tylko dlatego, że mój mózg jest już dojrzały (choć niestety mniej chłonny), ale dlatego, że dziś wiem – to czego żałuję, że nie wiedziałem 30 lat temu!