Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dziękował Bogu za miłość do muzyki. Dziś 4. rocznica śmierci Bogusława Kaczyńskiego

BOGUSŁAW KACZYŃSKI
EAST NEWS
Udostępnij

Jako nastolatek wstawał o trzeciej rano, by dotrzeć pociągiem do Warszawy na lekcje gry na fortepianie. Muzyka była jego wielką pasją, był dla niej gotów znieść najróżniejsze niedogodności.

Bogusław Kaczyński urodził się w Białej Podlaskiej, w rodzinie, w której muzyka była zjawiskiem tak powszednim jak chleb na stole. Mama pięknie śpiewała, a ojciec grał na wielu instrumentach – gitarze, mandolinie, akordeonie. Swoją przygodę z muzyką rozpoczął, gdy miał niespełna cztery lata. „Pod opieką ojca jeździłem na występy po całym powiecie. Dziecko nie ma tremy. Granie dla publiczności wyłącznie je cieszy” – powiedział w wywiadzie dla magazynu „Kraina Bugu”.

 

Bogusław Kaczyński dziękował Bogu za miłość do muzyki

Dla muzyki Kaczyński był gotów znieść najróżniejsze niedogodności. Jako nastolatek wstawał o trzeciej rano, by dotrzeć pociągiem do Warszawy na lekcje gry na fortepianie. Jego drugą pasją, obok muzyki, były książki. Twierdził, że wstydem jest ich nie czytać. Był wybitnym krytykiem muzycznym, propagatorem opery, operetki i muzyki poważnej, dziennikarzem, prezenterem telewizyjnym i radiowym, wieloletnim dyrektorem Festiwalu im. Jana Kiepury. Uwielbiał twórczość Fryderyka Chopina, Marii Callas i Luciana Pavarottiego. Zawsze taktowny, elegancki, dystyngowany.

W 2007 r. przeszedł udar niedokrwienny mózgu. Choroba przyszła z zaskoczenia. Był marcowy poranek. Artysta zjadł śniadanie, wypił kawę i czekał na menadżera, który miał zawieźć go na koncert. Nagle poczuł potworny ból głowy, zaczęły drętwieć mu prawa noga i ręka. „Cudem zupełnym, za piętnaście dziewiąta do drzwi mieszkania zadzwoniła moja asystentka. Przyszła do pracy wcześniej, niż przychodzi zazwyczaj” – opowiadał w wywiadzie z Mariuszem Bągartem i Sebastianem Szyperem ze Stowarzyszenia „Udarowcy – Liczy się wsparcie”, którego po udarze został honorowym członkiem. Z trudem doczołgał się do drzwi. Gdy je otworzył, jedyne, co zdążył jeszcze powiedzieć, to: „wzywaj pogotowie, źle ze mną”.

Lekarze natychmiast zabrali go do szpitala. Pobyt w nim był dla Bogusława Kaczyńskiego silnym przeżyciem nie tylko z uwagi na własną chorobę, ale też z uwagi na cierpienie i śmierć innych pacjentów. Widok umierających obok ludzi przygnębiał artystę. Zastanawiał się, czy za godzinę, dwie, za dzień śmierć nie przyjdzie również po niego. I w pewnym momencie, jak sam opowiadał, wyzwolił w sobie antyciała: „Powiedziałem sobie: mnie to nie dotyczy. Nie przyjąłem do wiadomości, że jestem tak poważnie chory”. Będąc w szpitalu, nie potrafił nie myśleć o zawodowych zobowiązaniach. Twierdził, że choroba przyszła nie w porę:

Byłem bardzo obrażony na chorobę, autentycznie obrażony, że przyszła do mnie bez uzgodnienia terminu, w nieodpowiednim czasie. Miałem czarny od terminów kalendarz i inne sprawy rodzinne, które wymagały natychmiastowego rozwiązania i nagle choroba wyłączyła mnie z aktywnego życia.

 

Bogusław Kaczyński o udarze: Nigdy nie spytałem Opatrzności, dlaczego mnie to spotkało 

Gdy w szpitalu podano mu lusterko i zobaczył, jak bardzo choroba zdeformowała jego twarz (opadnięty kącik ust sięgał brody), był w szoku. „Co to będzie w telewizji? Jak ja wystąpię z takimi ustami?” – zmartwił się. Myśl o tym, co dalej – z życiem, ze sprawnością, z karierą – zmobilizowała go do walki o siebie, do intensywnej rehabilitacji.

W szpitalu jeden z lekarzy poradził artyście, chociaż ten o radę nie prosił, by nigdy nie zadawał pytania, dlaczego właśnie jego to spotkało: „Niech pan nigdy o to nie pyta – powiedział – no i ja nigdy o to Opatrzności nie spytałem. Uznałem, że zachorowałem, więc muszę skoncentrować się na tym, żeby z tej choroby jakoś, najlepiej jak to jest możliwe, wyjść”.

Choroba nie przyćmiła jego miłości do muzyki. Już podczas trzeciego dnia pobytu w szpitalu założył na uszy słuchawki i słuchał muzyki klasycznej, co pozytywnie wpływało na jego samopoczucie i ogólny stan zdrowia. Po wyjściu ze szpitala, a także długiej i żmudnej rehabilitacji, wrócił do pracy. Dalej prowadził audycje radiowe i telewizyjne, spotykał się z ukochaną publicznością.

Cztery lata temu doznał kolejnego udaru mózgu, tym razem ze skutkiem śmiertelnym. Zmarł 21 stycznia. Jego pogrzeb odbył się w kościele św. Karola Boromeusza w Warszawie, a prochy zostały złożone na Starych Powązkach.

Źródło: „Kraina Bugu”, udarowcy.com.pl

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail