Aleteia

Uczucia rzekome: czym są i dlaczego potrzebują uwagi

KOBIETA, OCZY
Sharon McCutcheon/Unsplash | CC0
Udostępnij

„Czuję się ignorowany”. „Czuję się pominięta”. „Czuję się upokorzony”. To szczególny rodzaj mówienia o tym, co czujemy, bo odnosimy się do relacji z kimś drugim i tego, co ten ktoś nam w naszym odczuciu zrobił. Przytoczone przykłady noszą nazwę „uczuć rzekomych” i myślę, że właśnie one potrzebują, by je oglądać, szukać ich źródeł i nimi się opiekować.

Spotkałam się po raz pierwszy z tym określeniem, gdy zaczęłam poznawać język serca Marshalla Rosenberga (Porozumienie Bez Przemocy, NVC). Rosenberg w swojej książce podaje około stu słów dla trudnych emocji; unika jednak tych, które nazywają czyjeś intencje wobec nas. Jest na przykład słowo „zawiedziony” i „zdruzgotany”, ale nie ma takich jak: „wykluczony” czy „odrzucony”. Jeśli ktoś nie zaprasza mnie na urodziny – „odrzucony” oznacza domysł. Nie wiem bowiem, czy znajomy miał intencję odrzucenia mnie (być może zaprosił też swoje dwie koleżanki z pracy, za którymi ja nie przepadam – nie będę tego wiedzieć, dopóki nie sprawdzę u źródeł).

 

Trudny partner w dialogu

Uczucia „rzekome” są trudnym partnerem w dialogu. „Czuję się przez ciebie olana” – powie żona, gdy mąż obiecał zająć się dziećmi, by ona mogła wyjść na spotkanie z koleżankami, po czym okazało się, że zapomniał i zgodził się zostać w pracy do wieczora. W słowach żony po pierwsze usłyszy ocenę: „ty mnie olewasz” i zacznie się bronić, bo lekceważenie żony nie było jego intencją.

To dlatego, że uczucia „rzekome” opisują domysły i oceny, nie budują mostów. Może się nam wydawać, że używamy komunikatu „ja” i dziwić się, jak negatywne są tego rezultaty. „Czuję się pomijany” – „Co ty wygadujesz? Cały czas przecież robię coś z myślą o tobie”. Dlatego sensowniejsze będzie: „Czuję się rozczarowany i zły, gdy planując nasz dzień, nie pytasz o to, czego ja bym chciał, ponieważ potrzebuję wiedzieć, że jestem ważną częścią naszej rodziny i mogę do niej wnosić także swoje pragnienia”. „Rozczarowany” i „zły” opowiadają tylko o tym, co moje.

Czy to znaczy, że nie mamy prawa czuć się „ignorowani” lub „oszukani”? Myślę, że wręcz przeciwnie. To, co wyrażamy przez uczucia „rzekome”, jest ogromnie ważną informacją o nas, naszej historii i potrzebach. Warto się przyglądać słowom, które przychodzą nam do głowy. Jeśli czuję się „wykorzystywana”, to dobrze po pierwsze sprawdzić, jak faktycznie jest. Jeśli druga osoba nie oczekuje ode mnie nic, a ja obdarowuję ją przysługami i źle się potem z tym czuję, to mogę zapytać siebie, ile naprawdę mogę dać, by nie czuć się źle. Jeśli jednak ktoś mi zleca pracę i za nią nie płaci albo za marny grosz zleca jej zbyt wiele, mogę się czuć wykorzystywana. I dobrze zadać sobie pytanie, czego potrzebuję, by tak się nie czuć.

 

Zaopiekowana pamięć

Uczucia „rzekome” pokazują nam też nasze złe doświadczenia, które pamięć emocjonalna zachowuje z wielką pieczołowitością. Gabor Maté, zajmujący się bólem emocjonalnym, mówi, że w szczególności to bardzo wczesna pamięć, rejestrująca wydarzenia do trzeciego roku życia. I pyta: „kiedy poczułeś/ poczułaś to po raz pierwszy? Co się wydarzyło? Co ci się stało?”. Ignorowany – bo rodzice ciebie nie zauważali? Ośmieszony – bo tyle było zawstydzania i ośmieszania? Podobnie zresztą działa trauma.

Ta pamięć często potrzebuje zaopiekowania na drodze terapii. Oglądając trudne uczucia, możemy dochodzić do zrozumienia swoich miejsc wrażliwych i otaczać je troską. Jeśli czuję się lekceważony, bo ktoś podejmuje decyzje bez pytania mnie o zdanie, odżywa we mnie zranione i opuszczone kiedyś dziecko, które nic nie mogło zrobić we własnej sprawie. I nie jestem w stanie przeciwdziałać powtarzającym się sytuacjom. Jak żona, która odgrzewa pięć razy obiad, bo mąż kolejny dzień pod rząd nie zadzwonił poinformować o spóźnieniu. Co z tego, że powie mu, że czuje się „olana”? By naprawdę zaopiekować swoje granice, może przestać z tym obiadem czekać.

Potrzebujemy też nie robić sobie tego samego. Nie olewać siebie, nie ignorować, nie wyśmiewać. Bo jeśli tak się czujemy, znaczy, że coś kruchego w nas się domaga, by było inaczej. Byśmy siebie zauważali, szanowali, przyjmowali i kochali.