Aleteia

„Moja wola w sferze seksu przestawała się liczyć”. Mocne świadectwa seksoholików

SEKSOHOLIZM
Maltsev Semion | Shutterstock
Udostępnij

„Chciałem czego innego, a wracałem do pornografii i masturbacji. Za każdym razem czułem się jak wrak człowieka. Najbardziej bolało mnie to, że robię to, czego nie chcę”. Świadectwa osób uzależnionych od seksu i pornografii z książki „Zaplątani w pożądanie”.

Anonimowi Seksoholicy (SA) to wspólnota mężczyzn i kobiet, którzy dzielą się doświadczeniami, siłą i nadzieją, aby rozwiązać problem z uzależnieniem i pomagać innym w zdrowieniu. Jedynym warunkiem uczestnictwa w SA jest pragnienie zerwania z żądzą i osiągnięcia seksualnej trzeźwości. Jeśli sądzisz, że masz taki problem, odwiedź www.sa.org.pl – zrób test i zadzwoń. Poniżej publikujemy świadectwa osób uzależnionych od seksu i opowieść o ich drodze do wyjścia z nałogu.

 

Odkrycie: Jestem seksoholikiem

Bartek: Jestem seksoholikiem. Zacząłem zdawać sobie z tego sprawę podczas studiów. Wtedy zauważyłem w sobie potrzebę ciągłego „zaspokajania się”. To były lata, kiedy internet zaczął być dostępny i szukałem miejsc, w których mógłbym korzystać z pornografii w sieci. Za tym szła masturbacja. Kilkakrotnie zdarzyło się przy tym, że ktoś przyłapał mnie w takiej sytuacji. Ogromny wstyd i poczucie zażenowania, po obu stronach. Musiałem tłumaczyć się przed tymi osobami i próbować naprawiać naszą relację. Wtedy zorientowałem się, że moje zachowanie nie jest normalne. Że nie potrafię odmówić sobie doznań związanych z pornografią i masturbacją. Ponieważ jestem wierzący, zacząłem szukać pomocy w religii, poprzez większe zaangażowanie w wiarę i częstą spowiedź. Dość szybko odkryłem, że ta droga „nie działa” i że częściej wracam do niechcianego zachowania. Jednocześnie zaczęła narastać we mnie racjonalizacja, że inni przecież też tak robią, że może to naturalne, że nie ma powodów do wyrzutów sumienia. Nazwałbym to rozdwojeniem jaźni: z jednej strony miałem świadomość, że coś jest nie tak, z drugiej – tłumaczyłem sam sobie i innym, że wszystko jest w porządku.

Tadeusz: Jestem seksoholikiem. Mam wrażenie, że aby zrozumieć to, że jestem chory, musiałem spaść niżej. Choroba rozwinęła się u mnie w wieku nastoletnim. Gdy miałem dwanaście czy trzynaście lat, znalazłem u mojego taty czasopisma i filmy pornograficzne. Zacząłem je oglądać i mnie zafascynowały. Te obrazy bardzo intensywnie weszły do mojej głowy i szybko zaczęło się we mnie rozwijać uzależnienie. Po pewnym czasie zależność od pornografii, masturbacji i szukania nowych bodźców była na tyle silna, że mimo prób zerwania z nią, nic nie pomagało. Jeżeli były chwilowe przerwy, trwały najwyżej dzień, może dwa. Kiedy już się „uruchamiałem”, wpadałem w wielogodzinne ciągi oglądania filmów pornograficznych i masturbowania się. Straszne przeżycie. Jednocześnie, przez cały ten czas żądza mnie okłamywała: wmawiałem sobie, że to, co robię, jest normalne, że każdy korzysta z pornografii i masturbacji. W takim stanie wszedłem w małżeństwo, przez co skrzywdziłem żonę. Musiałem wobec niej mocno grać i oszukiwać – czekaliśmy nawet ze współżyciem do ślubu, co w jakiś sposób udało mi się przeżyć. Cały czas jednak byłem nieuczciwy – i wobec żony, i w stosunku do samego siebie – bo wciąż żyłem uzależnieniem od pornografii i masturbacji. Po kilku latach nasze małżeństwo znalazło się na krawędzi rozpadu. Towarzyszyły mi myśli samobójcze.

Krzysztof: Jestem seksoholikiem i alkoholikiem. Szukając początków odkrycia seksoholizmu, muszę wskoczyć w środek historii trzeźwienia od alkoholu. W moim przypadku wyglądało to tak, że wraz z odstawieniem picia moje wzorce uzależnienia od żądzy seksualnej – pornografia, masturbacja, nałogowe zakochiwanie się w kobietach – „same” wycofały się na dość długi czas. Choroba jednak nigdy nie odpuszcza całkowicie. Po niemal dziesięciu latach wszystko wróciło. To był stopniowy proces: najpierw sięgnąłem do, jak to określałem, „miękkiej” erotyki, czyli do filmów z treściami erotycznymi. Zanim się zorientowałem, wróciła cała reszta: twarda pornografia, kompulsywna masturbacja, zakochiwanie się.

 

Rozdarcie: Chcę z tym skończyć, ale nie mogę przerwać. Moja wola w sferze seksu przestawała się liczyć

Tadeusz: Alkoholik i seksoholik są świetnymi aktorami. Latami potrafimy kłamać, manipulować, zakładać różne maski dla różnych osób. Tak, że wszyscy wkoło mogą sądzić, że prowadzimy normalne, poukładane życie.

Bartek: Kiedy przygotowywaliśmy się do ślubu, chodziliśmy na nauki przedmałżeńskie, podjęliśmy nawet decyzję o zachowaniu do ślubu czystości (tak jakby w moim przypadku można było o niej mówić!) – a z drugiej strony nie potrafiłem zrezygnować z pornografii, z fantazji, podejmowałem próby romansów w klubach. To było potworne, jakbym żył rozdarty na dwa światy i dwie różne osoby. Ta gra z czasem stawała się też coraz bardziej męcząca, bo musiałem pamiętać, co komu nakłamałem. Najgorsze było jednak poczucie osamotnienia i zagubienia, jakie towarzyszyło życiu w kłamstwie. Przed różnymi osobami zakładałem różne maski, a sam nie wiedziałem, kim naprawdę jestem. Całkowicie się zagubiłem.

Doprowadziło mnie to w końcu do przekonania, że zupełnie nie radzę sobie z masturbacją i pornografią i muszę coś zmienić. Poszedłem jednak w błędnym kierunku, bo zmieniłem jedynie wzorce uzależnienia. Zacząłem spotykać się z innymi kobietami, co było nowym rodzajem przyjemności. W tych spotkaniach nie było nawet dążenia do zbliżenia czy do seksu. Sama relacja z człowiekiem dawała mi poczucie, że nie jestem samotny. Ale to było tylko kolejne oblicze nałogu. Zaczęło mi być mało tych spotkań, chciałem wciąż więcej – coraz silniejszej dawki. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to jest zdrada małżeńska, bo nie szukam relacji ze swoją żoną, tylko z obcymi kobietami. Na szczęście i nieszczęście moja żona odkryła te potajemne spotkania. Wtedy tak naprawdę rozpoczął się proces bardzo trudny, ale prowadzący mnie do zdrowienia i zerwania z nałogiem.

Nie pomagał ani powrót do wiary, ani spowiedź czy czytanie Pisma Świętego i usilne staranie się, bo cały czas wpadałem na tym „pierwszym kieliszku”. Mówiłem sobie, że zerknę tylko w komputerze na wiadomości, a już lądowałem na stronach pornograficznych. Otrzeźwiło mnie poczucie, że jestem na skraju rozpadu małżeństwa, że zaraz stracę wszystko, co mam: rodzinę, dom, pracę. Wiedziałem, że mój głód będzie chciał coraz więcej: doznań, partnerek, romansów i że na tej drodze nie będę potrafił się zatrzymać. Dopiero to na dobre mnie przeraziło i podpowiedziało, że potrzebuję pomocy.

Krzysztof: Dla mnie bezsilność była czymś bardzo bolesnym, z czym nie mogłem się pogodzić. Chciałem czego innego, a wracałem do pornografii i masturbacji. Kiedy się uruchamiałem, nie chciałem myśleć ani wiedzieć, czym to się skończy. Bo kończyło się zawsze tak samo: potwornym cierpieniem, łącznie z fizycznym wyczerpaniem. Za każdym razem czułem się jak wrak człowieka. Ale najbardziej bolało mnie właśnie to, że robię to, czego nie chcę. Ja chcę z tym skończyć, ale nie mogę, nie potrafię przerwać. Moja wola w sferze seksu przestawała się liczyć. To było ogromnie upokarzające.

 

Szeroka droga: Program dwunastu kroków

Tadeusz: Ta choroba nie wybiera. Seksoholizm – podejrzewam, że alkoholizm podobnie – dotyka ludzi z każdej grupy: mężczyzn tak samo jak kobiety, ludzi o różnej pozycji społecznej czy sytuacji materialnej, każdego zawodu i w niemal każdym wieku. Dlatego uniwersalność Programu dwunastu kroków jest wspaniałą wiadomością.

Krzysztof: Niektórym osobom, zwłaszcza określającym się jako niewierzące, pewne trudności może sprawiać odwoływanie się Programu do „siły wyższej od nas samych”. Warto więc podkreślić, że uznanie istnienia takiej siły – niezbędne dla zdrowienia – nie musi oznaczać wiary w Boga jakiejkolwiek religii. „Siła wyższa od nas samych”, o której mówią kroki, może być rozumiana bardzo różnie – dla jednych będzie to Bóg, dla innych na przykład ogół doświadczeń innych zdrowiejących uzależnionych.

*Fragment książki „Zaplątani w pożądanie”, red. Ks. M. Maliński, 2 Ryby 2019
**Imiona osób wypowiadających się w artykule są fikcyjne
***Tytuł, lead, skróty pochodzą od redakcji Aleteia.pl