Aleteia

Misjonarz usłyszał, że ktoś rozsiewa o nim plotki. Już miał mu wygarnąć, gdy odezwał się głos

MĘŻCZYZNA
Jamie Street/Unsplash | CC0
Udostępnij

„Wiele mnie to kosztowało, ale postanowiłem, że będę posłuszny Bogu” – opowiada misjonarz. Niewielu z nas stać na taki gest. A może warto?

Ta historia wydarzyła się wiele lat temu, ale konfrontuje mnie za każdym razem, gdy o niej myślę. Pozwala sprawdzić temperaturę ważnych dla mnie relacji. Jeśli coś poszło w którejś z nich nie tak, zachęca, aby sięgnąć po właściwy klucz, który pomoże otworzyć zabarykadowane drzwi i wpuścić nieco świeżego powietrza.

 

Głos, którego nie chciałem słyszeć

– Pewnego dnia usłyszałem, że w kościele, w którym pracowałem, zaczęły krążyć zupełnie nieprawdziwe informacje na mój temat. Nie jestem nieomylny, jak każdy człowiek popełniam błędy. Zacząłem jednak nagle słyszeć od innych ludzi rzeczy na swój temat, które nijak miały się z prawdą. To było bardzo niesprawiedliwe – opowiadał w czasie jednego z nabożeństw w kościele Word of Life (Słowo Życia) w Szwecji misjonarz Carl-Gustaf Severin.

Okazało się, że informacje te rozprzestrzeniała jedna konkretna osoba. Miała jednak na tyle donośny głos, że jej słowa szybko znalazły się w szerokim obiegu. Raz wzburzona fala hejtu ruszyła i pociągnęła za sobą innych.

– Pewnego dnia stwierdziłem „Dość tego! Ile można znosić coś takiego? Zadzwonię i powiem mu, jak jest naprawdę”. Podniosłem słuchawkę telefonu, żeby wybrać właściwy numer. I nagle, zupełnie niespodziewanie, w mojej głowie pojawiła się myśl: „Nie powinieneś dzwonić do niego”. Czyżby to Duch Święty w tak bardzo konkretny sposób upominał mnie?

– Ale jak to? – pomyślałem. – On powinien usłyszeć prawdę! Całą prawdę!

„Może i potrzebuje… Ale nie od ciebie”. Czułem, że Duch Święty mówił dalej. „Co masz w zamrażarce?” To nie było zbyt komfortowe pytanie.

Zamrażarka była pełna po brzegi. Rodzina misjonarza dopiero co wróciła ze świniobicia. Półki uginały się od schabu, polędwic, karkówki i żeberek. A w myślach plany jak najlepiej i najsmakowiciej zagospodarować zapasy.

„Weź to mięso i zanieś mu”.

– Moja reakcja była tak silna, że niemal usłyszałem swoje własne myśli: „Ale przecież taka z niego świnia! No tak się zachował … Dlaczego to on ma zajadać się pieczonym schabem w ziołach? Przecież to my go dostaliśmy!” – buntowałem się.

 

Bracie, kocham cię…

– Wiele mnie to kosztowało, ale postanowiłem, że będę posłuszny Bogu. Wziąłem reklamówkę i zacząłem pakować do niej lodowate opakowania. Wypełniłem nimi całą torbę, a w zamrażarce było ciągle mnóstwo zapasów. Sięgnąłem po kolejną reklamówkę.

Pakunki wylądowały w aucie. Podróż ulicami oświetlonego girlandami lampek miasta dłużyła się niemiłosiernie. Mężczyzna mieszkał na czwartym piętrze. W budynku bez windy! Torby ciążyły tak, jakby ważyły co najmniej 40 kilo.

– Z każdym piętrem czułem, że ta misja coraz bardziej mnie przerasta – wspominał Carl-Gustaf Severin.

Trzecie piętro, czwarte…. Nie ma odwrotu. Przenikliwy dźwięk dzwonka u drzwi przerwał ciszę. Drzwi otworzyły się, a w nich on.

– A ty czego tu chcesz? – zapytał.

– Oj, gdybyś ty wiedział, czego ja naprawdę chcę w tej chwili –  pomyślałem. I nagle usłyszałem, że mówię do niego:

– Bracie, kocham cię („Przez wiarę”, dopowiedziałem sobie od razu w myślach). Proszę, to dla ciebie. Świeży schab ze świniobicia.

A w myślach już dokańczałem: „A z ciebie taka świnia…”. Uczucia buzowały w środku.

– Może się przyda – wydukałem. – Już chciałem obrócić się na pięcie i uciec, gdy nagle, zupełnie niespodziewanie, usłyszałem:

– Dziękuję ci. Skoro już tu jesteś, to… może wejdź na chwilę. Napijesz się herbaty?

To co stało się później, przeszło najśmielsze oczekiwania misjonarza. Mężczyźni przegadali nie kwadrans, nie godzinę, ale cały wieczór. 

– To był niespodziewany początek wieloletniej przyjaźni. Gdy siedziałem tak z nim sącząc herbatę, spojrzałem na niego w zupełnie nowy sposób. Zobaczyłem w nim brata. Czułem, jak żal i gorycz powoli znika. Do dziś przyjaźnimy się.

Niespodziewana zachęta, aby przełamać się i zdobyć na przyjazny gest wobec osoby, która rozpuszczała plotki doprowadziła do uzdrowienia relacji. Przebaczenie stało się faktem.

 

Przebaczenie realnie nas zmienia

Sama przekonałam się nieraz, jak ważne jest, żeby poplątane relacje mogły zostać wyprostowane.

Masz takie smutne oczy, gdy mówisz o tej pracy – usłyszałam kiedyś od przyjaciela, gdy piliśmy herbatę.

– Naprawdę? To aż tak to widać? – nie dowierzałam. Choć rozmawialiśmy dobrych parę lat temu, do dziś pamiętam, co było powodem tego smutku, którego nawet nie próbowałam wtedy ukryć. Sytuacja, w której zostałam niesprawiedliwie potraktowana w pracy, wracała do mnie przez kilka miesięcy. Jak bumerang. Do czasu, gdy podjęłam decyzję, że koniec z tym. Wybaczam! Przestaję rozpamiętywać to, co miało miejsce. Po prostu: już wystarczy. I idę dalej. Zaczynam modlić się za tę osobę i chcę życzyć jej dobrze.

To nie znaczy, że następnego dnia doznałam amnezji i zapomniałam, co miało miejsce. To oznacza, że dzień po dniu zaczynałam zupełnie inaczej patrzeć na tę osobę. Konfrontacja z nią nie nastąpiła, ale moje myślenie przeszło istną transformację. I z każdym dniem, na myśl o tej osobie, czułam coraz większą ulgę i… pokój.

Przebaczenie realnie nas zmienia! Dodaje lekkości. Zabiera ciężar, z którym naprawdę nie musisz iść przez życie. Sprawia, że inaczej patrzysz na ludzi, którzy są wokół ciebie i zupełnie inaczej o nich mówisz. W twoich oczach jest więcej radości i entuzjazmu! Serio.

 

Nie bagatelizuj tego

Dlatego zachęcam cię… Zatrzymaj się i przyjrzyj swojej twarzy, zmywając wieczorem make-up. Co kryje się w twoich oczach, które odbijają się w lustrach na siłowni?

Może jest to smutek albo żal do kogoś? Nie chodzi tu o zbytnią drobiazgowość ani przesadne rozkminy. Może jednak jest coś na rzeczy? Może w czasie czytania tego tekstu co chwilę wraca do ciebie konkretne imię lub twarz osoby, z którą nie masz już dobrej relacji, a chciałabyś/ chciałbyś ją naprawić?

Nie bagatelizuj tego… Nie spychaj pod dywan… Może wreszcie czas przegadać ten temat z kimś kompetentnym, kto może doradzić właściwe rozwiązanie? Może trzeba wreszcie wyjaśnić… Wybaczyć… Odpuścić… Zrobić przyjazny gest, który otworzy drogę do pojednania… A może czas zacząć mówić o tej osobie w bardziej przyjazny sposób?

Każda relacja jest inna i wymaga innego klucza. Twoje życie jest zbyt wiele warte, żeby przeżyć je z kulą u nogi, jaką są żal i skrywane latami pretensje…. Jeśli ktoś cię zranił, może bardzo mocno, to życzę ci, abyś miała/ miał odwagę poszukać klucza, który może naprawić tę relację. Być może będzie cię to wiele kosztować. Wiem, z perspektywy czasu, że warto!