Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

„Proxima”: Macierzyństwo trudniejsze niż kosmiczna misja?

PROXIMA
Udostępnij

Nie ma idealnych astronautów. Tak jak nie ma idealnych matek. Co wspólnego ma macierzyństwo z misją na Marsa? Wbrew pozorom całkiem sporo. Z tym, że bycie matką jest trudniejsze niż bycie astronautką – przekonacie się, oglądając „Proximę”.

Sarah (w tej roli znakomita Eva Green), bohaterka filmu „Proxima” w reżyserii Alice Winocour, przygotowuje się do misji kosmicznej. Jako kobieta w środowisku astronautów nie ma lekko. Informację, że na Marsa poleci kobieta dowódca kwituje na konferencji prasowej „żartem”, że Francuzki dobrze gotują. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej przeszkód, z którymi musi zmierzyć się Sarah.

 

„Proxima”: Czy matka może lecieć na Marsa?

Częściej niż pytania o szczegóły misji Sara słyszy nieskrywanej troski pytania o to, kto zajmie się jej córką. Fakt, jest samotną matką, ale dziecko ma przecież także ojca. Thomas bardzo cieszy się na wieść o sukcesie byłej żony (utrzymują przyjazne relacje, są z tej samej branży), ale kiedy uświadamia sobie, że spadnie na niego obowiązek bycia pełnoetatowym tatą, zaczyna wykręcać się mnóstwem pracy.

Pytania o opiekę nad dzieckiem pojawiają się nie tylko z powodów formalnych. To takie trudne do wyobrażenia, że matka może zdecydować o tymczasowej rozłące z dzieckiem, by oddać się pracy, która jednocześnie jest jej życiową pasją. Oczywiście nie muszę dodawać, że w tym samym czasie jej kolegów nikt nie pyta o opiekę nad dziećmi podczas misji.

A może to właśnie problem? Może gdyby Sara musiała wyjechać do mało efektownej, ciężkiej pracy, która nie ściągałaby zainteresowania mediów, nie wiązała się z prestiżem, nikt nie interesowałby się opieką nad dzieckiem? Może wciąż niektórym wydaje się, że kobieta decydując się na macierzyństwo, musi wybierać: bycie matką albo pasja. Zupełnie jakby poród był deadlinem na spełnianie marzeń.

 

Nie ma astronautów idealnych. Tak jak nie ma idealnych matek

Oglądając film, nieraz miałam wrażenie, że większe trudności spotykają Sarę nie ze względu na płeć, ale na macierzyństwo. Dowódca misji już na początku treningów sugeruje astronautce, by tak się nie forsowała, że ma zbyt napięty grafik. Chwilę później zostaje wykluczona z ćwiczeń za spóźnienie. Wszystko wygląda tak, jakby koledzy po prostu nie chcieli lecieć na Marsa z kobietą. W dodatku – matką.

„Już czas na odcięcie pępowiny” – rzuca Sarze dowódca misji, kiedy ta w trakcie treningów spotyka się z córką. Mówi to ktoś, kto bez mrugnięcia okiem pozostawił dwóch synów pod opieką matki w odległych Stanach Zjednoczonych (akcja filmu toczy się w Europie).

Z czasem jednak bohaterowie przechodzą przemianę. Sara zdobywa zaufanie kolegów. Zaczynają tworzyć zespół, pojawia się między nimi nić porozumienia. Z początku niezbyt przyjaźnie nastawiony dowódca pociesza nawet Sarę, której kondycja zarówno fizyczna, jak i psychiczna po morderczych treningach i długim rozstaniu z córką zaczyna szwankować, że nie ma astronautów idealnych, podobnie jak nie ma idealnych matek. Niby banał, ale jednak – jak często o tym zapominamy?

 

Czy matka może mieć marzenia? A spełniać je?

„Proxima” to nie jest propagandowe kino o tym, że matki są świetne w porzucaniu dzieci i robią to bez wahania, kiedy tylko chcą zrealizować marzenia, spełnić ambicje, udowodnić coś komuś. To piękny, poruszający do głębi film o pasji i macierzyństwie, o tym, że one się nie wykluczają, aczkolwiek cena za realizację marzeń może być dotkliwa.

Sara w jednej ze scen mówi, że astronautką chciała być od zawsze. Jako mała dziewczynka zakładała na szyję abażur i „leciała w kosmos”. Pasja stała się jej życiem – widać to w takich drobnostkach, jak imię kota (Łajka), a nawet zaraziła córkę, nota bene Stellę (z łac. gwiazda), która np. podróżuje z teleskopem pod pachą, komendy wypowiadane podczas startu rakiety zna na pamięć, a do kąpieli „lata” na plecach mamy, odliczając 10, 9, 8, 7…

Jest i druga strona medalu. Dziewczynka rozumie, że mama na jakiś czas wyjedzie, że to dla niej ważne, czuje się jednak osamotniona. Zwłaszcza kiedy po przeprowadzce do taty zmienia szkołę, a nawiązanie przyjaźni z nowymi kolegami nie przychodzi łatwo. Co więcej, kontakt z Sarą jeszcze na długo przed wylotem jest coraz bardziej utrudniony (treningi, później kwarantanna), co nadszarpuje relację matka-córka.

 

Wyprawa w kosmos – mniejsze wyzwanie niż bycie matką?

Najtrudniej jest wrócić” – słyszy krótko przed wylotem Sarah. I wcale nie chodzi o kwestie techniczne, ale o powrót do rzeczywistości, w której bliscy nauczyli się już żyć bez ciebie. Dlatego najważniejsze, i chyba jedyne, co może zrobić Sarah to zadbanie o powrót jeszcze przed wylotem.

Momentów wzruszeń podczas seansu nie brak, ale chyba najbardziej dotyka scena pożegnania matki i córki. Sarah nie chce ryzykować, że ostatni raz (być może dosłownie: ostatni) widzi córkę jedynie przez szybę. Podejmuje więc kolejne ryzyko, że zaprzepaści życiowe marzenie i zostanie wykluczona z misji, bo… – zresztą, zobaczcie sami!

Choć akcja „Proximy” dzieje się w nieodległej przyszłości, nie jest to film science fiction. W dramacie nie ma spektakularnych efektów specjalnych, akcja koncentruje się wokół przygotowania do misji, zaś fundamentem opowieści jest relacja matka-córka oraz poszukiwanie odpowiedzi na pytania o to, jaką cenę muszą płacić matki za realizację pasji. Jasne, mogą je odłożyć na półkę. Ale co, jeśli swojej córce, w ogóle dzieciom, chcą nie tylko teoretycznie pokazać, że mogą wszystko, mogą spełniać swoje, choćby najbardziej – nomen omen – kosmiczne marzenia?

*Po napisach końcowych zobaczymy autentyczne zdjęcia kobiet-astronautek i ich dzieci wraz z datami misji, w których uczestniczyły. Jakby obraz był hołdem złożonym kobietom, które podjęły ryzyko i odważyły się marzyć, będąc matkami. Jestem pewna, że z taką empatią i wrażliwością mogła to pokazać jedynie kobieta. Jakże to miła odmiana po tych wszystkich filmach, w których kosmicznymi bohaterami byli jedynie faceci… A jednocześnie, jakże skłaniająca do pytań o to, co jest trudniejsze – misja na Marsa czy bycie matką?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail