Aleteia

Dwie podróże, które naprawdę kształcą

PODRÓŻ
Claudio Schwarz/Unsplash | CC0
Udostępnij

Łatwo jest dziś podróżować. Nawet do bardzo odległych krajów. Przez tę łatwość poznawania innego świata twarzą w twarz możemy jednak nie pamiętać, że każda naprawdę udana podróż ma przynajmniej dwa wymiary.

Kogo kształcą podróże?

Wycieczka objazdowa. Tu krzywa wieża, tam stalowa i widokowa, a w jeszcze innym mieście zegarowa. Wszystkie słynne i koniecznie trzeba je zobaczyć. Jakby człowiek sam znalazł się w obcej stolicy, to by pewnie nawet nie wiedział, co tu jest niezwykłego. No bo skąd, skoro nikt mu o tym nie powiedział. Dlatego podróże kształcą tych, co i tak wiedzą, na co i dlaczego zwrócić uwagę.

Podróż to w jakimś sensie pogłębienie tego, co już wiem. Znawcy miast zawsze mogą pokazać rzeczy niezwykłe, które jednak są poza głównymi ścieżkami zwiedzania. Zresztą wracając po latach (bogatsi o wiedzę i doświadczenie) w miejsce, w którym byliśmy znacznie wcześniej, odkrywamy nową jakość poznania tego miejsca. Podróże kształcą – wykształconych.

 

Kontrolna lista cudów

Zbyt proste podróżowanie naszych czasów, przeradza się często w listę kontrolną. Bo jeśli są na tym świecie cuda, które warto zobaczyć, to cóż stoi na przeszkodzie, żeby wpisać je na listę spraw do zrobienia? Co chwilę słyszę o łowcach takich miejsc niezwykłych, którzy byli już wszędzie. Co mają ze sobą robić dalej?

Z niezwykłymi miejscami jest trochę jak z niezwykłymi ludźmi. Można nawet spróbować poznać ich wszystkich. Można nawet na liście odfajkować poznanie kolejnej osoby. Czy jednak poznając wszystkich, naprawdę uda się poznać każdą z tych osób? Między „zobaczyć” a „poznać” jest duża różnica. Na to drugie potrzebny jest czas.

 

Podróżować jak bohater

Podróż bohatera (właściwie dowolnej książki lub filmu) jest taka sama. Ot choćby mój ulubiony Hobbit, ale nie tylko on. Każdy na początku wiedzie zwykłe życie. Później niespodziewane zdarzenia zmuszają go do wyruszenia w podróż. Potrzeba czasu, by dynamika podróży (przeciwnicy, sojusznicy, zmiany akcji) zmieniła naszego bohatera. A kiedy wreszcie wraca do domu, jest to nadal ta sama osoba, ale już nie taka sama.

Podróże, które kształcą, podobne są do podróży bohaterów. Są fizycznym wyjściem z tego co przewidywalne i wejściem w to, co niewiadome. Podróże zbyt „sterylne” mogą zamykać na to doświadczenie i „zabijać” to, co w podróży najważniejsze: wracanie tym samym, ale nie takim samym.

 

Najtrudniejsza z podróży

Gdzieś wysoko w górach, w małym kościółku, na mszy zgromadziła się cała wioska. Będąc tam, czułem się jak kwiatek do kożucha. Wkoło mnie ludzie o ogorzałych twarzach i spracowanych rękach. Pomyślałem wtedy, że lepsze zrozumienie siebie i świata (oto czego szukam, podróżując) część z tych ludzi odnalazła, nigdy nie opuszczając swojej wioski.

Nie ma trudniejszej podróży niż podróż w głąb siebie. A przecież by ją odbyć, nie trzeba nigdzie jechać. To tam ukryte są niezwykłe odpowiedzi na pytania, z którymi się zmagamy. Podróż ta wymaga wiele uważności i otwartości na w pełni świadome „czołowe zderzenie” z szarą codziennością.

Wielu dziś próbuje ją odbyć w odciętych od świata pustelniach czy klasztorach. Gdzie rytm dnia wyznacza praca i modlitwa. Gdzie paliwem dla ciała jest chleb i woda. A o elektronicznych znieczulaczach rzeczywistości nawet nie ma co marzyć. Kiedyś odbywał ją każdy, co nie znaczy, że skutecznie.

 

Nie idealizuj – podróżuj!

Nie ma co idealizować trudu wiejskiego życia. Ono może i jest prawdziwsze, ale czasem wręcz śmiertelnie prawdziwe. Nie ma co idealizować idealnych podróży, bo „dalej i bardziej egzotycznie” zdecydowanie nie jest tożsame z „lepiej i mądrzej”. Warto jednak wyruszyć w drogę, szczególnie taką nieidealną.

Jeśli podróżowanie po świecie (mniej lub bardziej dalekim) może kształcić, to przede wszystkim dlatego, że daje impuls do podróży w głąb siebie. Ta pierwsza podróż powinna być służącą tej drugiej – ważniejszej. Bo cóż da nam poznanie całego świata, jeśli ani trochę nie pomoże nam poznać samych siebie?