Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Ostatnie chwile Tomka Mackiewicza. Revol rozlicza się z Nanga Parbat

ELISABEH REVOL
AFP/EAST NEWS
Udostępnij

„Zrobiłam wszystko, co mogłam” – pisze stanowczo Elisabeth Revol w książce-podsumowaniu tragicznej wyprawy na Nanga Parbat, podczas której zginął Tomasz Mackiewicz.

Mija druga rocznica tragicznej wyprawy Elisabet Revol i Tomasza Mackiewicza na Nanga Parbat. 25 stycznia 2018 himalaiści zdobyli szczyt, ale podczas schodzenia pojawiły się komplikacje. Czapkins zapadł na chorobę wysokościową, oślepł, miał liczne odmrożenia. Revol sprowadzała go, jednocześnie wezwała pomoc. Mackiewicz opadał jednak sił, dalsze schodzenie stało się niemożliwe. Francuska wspinaczka podjęła najważniejszą decyzję życia – zostawiła Czapę w bezpiecznej jamie śnieżnej i postanowiła schodzić sama. Wierzyła, że jak to zrobi, zabierze ją helikopter, zaś himalaiści, którzy nim przylecą w ramach akcji ratunkowej, pomogą Mackiewiczowi. Tak się nie stało. Do tamtych dramatycznych wydarzeń Revol wraca w książce „Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat”.

 

Elisabeth Revol: Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat

Publikacja nie jest biografią, nie prezentuje ścieżki kariery Revol ani powodów, dla których trafiła w najwyższe góry świata. Książka to jedno wielkie rozliczenie z wyprawą na Nanga Parbat. Minuta po minucie, od momentu zdobycia Nagiej Góry.

Serce wali mi jak szalone. Zalewa mnie potężna fala uczuć. Chciałabym krzyczeć z radości, ale w tym przeraźliwym mrozie głos więźnie w gardle. Chciałabym płakać, ale łzy natychmiast zamarzają (…). Jestem zimą na Nanga Parbat, na szczycie góry, w której zakochałam się dziesięć lat temu!

Radość nie jest długa, bo niespodziewanie u Tomka pojawiają się objawy choroby wysokościowej. Mówi partnerce, że nie widzi. Na szczycie 8-tysięcznika! „Wszystko wokół zaczyna się chwiać. Robi mi się niedobrze, dusi mnie strach, nogi uginają się pode mną, są jak z waty. Słowa Tomka dudnią w mojej głowie. Chcę, żeby stamtąd wyszły, żeby ich nie było” – wspomina Revol.

View this post on Instagram

I miss you so much

A post shared by Elisabeth Revol (@elisabeth_revol) on

 

Nanga Parbat: Wolność, a zarazem więzienie

Francuzka szybko porzuca dramatyzowanie i działa. Oddaje Czapkinsowi swoje rękawiczki, kijki. Sprowadza go krok po kroku, za rękę, jak małe dziecko… „Muszę walczyć za niego, za nas oboje, muszę sprowadzić go na dół!” – powtarza. Razem z nią czytelnik przeżywa moment grozy, kiedy wspomina, jak próbowała zrobić Tomkowi zastrzyk z lekiem, ale igła – jedyna, jaką przy sobie miała! – złamała się. Jednocześnie łamie zasady filozofii, która przyświecała im w Himalajach i wzywa pomoc.

Szybko pojawiają się propozycje, by schodziła sama, co dla niej od początku jest nie do przyjęcia. „Przecież nie zostawię Tomka! Dla niego wezwałam ratunek, to nie ja jestem w niebezpieczeństwie, tylko on!”.

Revol i Mackiewicza łączy silna więź, są zespołem, jednością. Może to przyciąganie przeciwieństw? Bo mimo licznych podobieństw różnic jest wiele, nie tylko fizycznych (Revol jest maleńka, waży mniej niż 50 kg, na wyprawach nawet 40, Tomek to „chłop jak dąb”), ale i dotyczących filozofii wspinania czy w ogóle życia. Jej nieznana jest mistyczna komunia Tomka z górą, który rozmawia z bóstwem Fairy. Ona jest zadaniowa, konkretna, u niego fale entuzjazmu przeplatają się ze stanami depresyjnymi. On chodzi powolnie, bez planu. Ona ma wszystko wyliczone. On przez całą wyprawę prawie nie odzywa się do bliskich, ona jest z nimi w kontakcie.

Połączyła ich Nanga Parbat, na którą wspólnie wspinali się po raz kolejny (Mackiewicz po raz siódmy, Revol czwarty). „To jak narkotyk. Jak gdyby Nanga była jego wentylem bezpieczeństwa, jego wolnością, a zarazem więzieniem!” – pisze dziś Francuzka.

 

Revol: Nie mogę porzucić Tomka. Jestem rozdarta…

Himalaistką targają wątpliwości. Z jednej strony nie może zostawić partnera, z drugiej – zostając z nim, ryzykuje życiem obojga. Schodząc, może sprowadzić pomoc – ją zabierze helikopter, jemu pomogą wspinacze. Akcja ratunkowa jednak się opóźnia, przychodzą wiadomości o przesuwanym starcie helikoptera.

Co mam robić? Czy mogę zostawić go na kilka godzin? Czy powinnam schodzić w dół? Czy zostać z nim i czekać? Nie mogę go porzucić. Jestem rozdarta…

Revol mówi partnerowi, że zejdzie, by sprowadzić pomoc.

„Tak, Eli, to jest rozwiązanie” – odpowiada mi Tomek. Potem dodaje: – Jest mi zimno, chcę odpocząć”. To były ostatnie słowa, które wypowiedział.

Himalaistka na Nanga Parbat w oczekiwaniu na pomoc spędziła samotnie dwie noce. Kiedy akcja ratunkowa nadal się opóźniła, kolejnej nocy postawiła podjąć próbę zejścia jeszcze niżej, nawet do bazy. W końcu 28 stycznia o godz. 1:50 dojrzała światła czołówek Adama Bieleckiego i Denisa Urubki.

…podziwiam balet płynących w moją stronę świetlnych strumyków. Najwspanialsze przedstawienie, jakie w życiu widziałam.

 

Revol: Zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby uratować Mackiewicza

Powrót był dla Revol piekłem. Nie tylko z powodu licznych odmrożeń. W końcu sama ledwo uszła z życiem! Jest koszmarem, bo dochodzi do niej, że Tomka nie da się już uratować, że zostanie na Nandze na zawsze. Nie może pojąć, że jego już nie ma. Czuje się tak, jakby nadal czekała na pomoc na zboczach Nagiej Góry. „Głos Tomka, jego oczy, okropny obraz jego zamarzniętej twarzy, jego dłoni, które mróz na zawsze zacisnął w pięści prześladowały mnie dniami i nocami”.

Teraz muszę żyć, mając w pamięci jego ostatni obraz, jego ochrypły głos i nadzieję, którą mu zostawiłam, odchodząc.

Poczucie winy dławi ją i przytłacza. Ciągle na nowo analizuje łańcuch faktów, które doprowadziły do katastrofy. Wciąż zadaje sobie samej litanię pytań o to, co się stało, gdzie popełnili błąd.

Zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby go uratować (…). Ale on nie żył, a ja żyłam. I to życie było nieznośną torturą. Pogrążałam się w niezgłębionej otchłani wyrzutów sumienia i poczucia winy.

Od psychiatry usłyszała:

„Nie przepraszaj za to, że żyjesz, Elisabeth. Nie przepraszaj, że przeżyłaś. Tomek nie chciałby, żebyś dla niego zginęła”. Kilka miesięcy później ciągle mi to się nie udaje. Wciąż jestem zamknięta w labiryncie pytań bez odpowiedzi.

Książka Revol jest rozliczeniem z Nanga Parbat, zamknięciem tamtego tragicznego rozdziału w jej życiu. Owszem, minuta po minucie analizuje wyprawę, dziesiątki razy rozlicza błędy. To boli, jest rozdrapywaniem ran, jak powiedziała Anna Solska-Mackiewicz, ale bardzo potrzebnym. Na końcu Revol zdobywa się na publikację osobistego pożegnalnego listu do Czapkinsa, w którym dziękuje mu za to, że był taki, jaki był.

***
Revol „wyleczyła się” z Nangi. Rozliczyła z tragedią. I wróciła w Himalaje. W 2019 w dwa dni zdobyła Mount Everest i Lhotse. Wróciła tam, gdzie od dziecka bije jej serce. W książce wspomina przecież wiszący nad jej łóżkiem plakat z Everestem i cytatem: „Gdy się położę, zasypiam spokojnie, bo Ty sam jeden, Panie, pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie”.

*Elisabeth Revol: Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat, Agora 2020

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail