Aleteia

Jak radzić sobie z krytyką?

KOBIETA
Ilyuza Mingazova/Unsplash | CC0
Udostępnij

Zrobienie czegoś z krytyką jest tym trudniejsze, im więcej mamy doświadczeń, że jechała ona po nas jak walec i czyniła bezbronnymi. Im więcej zaznaliśmy zawstydzania i ocen. I przede wszystkim także wtedy, gdy takie doświadczenia miały miejsce w naszym życiu bardzo wcześnie i było ich więcej niż wsparcia. Odporność na krytykę wtedy słabnie, cienka skóra wpuszcza wszystko, co powiedzą inni, do środka.

Gdy jesteśmy mało odporni na krytykę, możemy przeżywać ją tak, jakby ktoś wchodził do naszego życia i zarządzał: „Tę szafę musimy przesunąć, tu przemalować sufit i przestawić ściany. A w ogóle to jaki tu straszny bajzel”. Krytyka może sprawiać, że wydaje się nam, iż nie ma nas już w sobie.

Czasem symboliczne wieki zajmuje uporanie się z nią. Najpierw obracanie w głowie raniących słów, potem wyczerpująca walka z nimi i udowadnianie sobie i innym, że jesteśmy ok. Potem może próba zapomnienia o niej – choć zapewne każdy posiada w głowie księgę pamiątkową tekstów, które zabolały tak bardzo, że do dzisiaj w określonych okolicznościach przypominają się jak komiksowa chmurka i pozbawiają skutecznie wiary w siebie.

 

Zawiedzione oczekiwania

Bardzo mi pomogła myśl usłyszana dość dawno temu, że ludzie wypowiadając krytykę, opowiadają tak naprawdę różne rzeczy o sobie. Myślę, że można je pogrupować w rozmaity sposób. To na przykład własne przekonania na temat życia i świata – zdania, które zaczynają się od „wszyscy” albo „każdy”. Maksymy z podmiotem w postaci „porządnego człowieka”. Ostatnio ktoś z bliskich mi ludzi stwierdził, że ciekawie by wyglądała lista cech „porządnego człowieka” – i w pełni się z tym zgadzam. W dodatku dla każdego byłaby trochę inna.

Gdy ktoś cię krytykuje, może opisywać swój świat, w którym na przykład „porządna matka karmi dzieci mięsem trzy razy dziennie”. „Dobry człowiek ma porządek w biblioteczce”. „W sobotę się sprząta/myje auto/trzepie dywany”. I według swoich przekonań próbuje zmierzyć twoje działanie.

Krytykując, ludzie opowiadają też o swoich oczekiwaniach i potrzebach. Gdyby ktoś przyszedł do mnie na warsztat o granicach i powiedział: „to bez sensu”, bo spodziewał się narzędzi do takiego mówienia do dzieci, żeby szybko zrobiły, co rodzic każe, to wiedziałabym, że mówi o swoich zawiedzionych oczekiwaniach – nie o mojej pracy. Mogłabym zapytać: „czy to jest dla ciebie trudne, że dzieci nie chcą współpracować, jak ty im coś »każesz«?”. Mogłabym też zaproponować znalezienie niewspierających przekonań (np. „w dobrym domu dorosły mówi, a dziecko słucha”). I moglibyśmy poszukać czegoś bardziej wspierającego (np. „dobrze, jeśli w domu ludzie słuchają siebie nawzajem”, „ludziom jest łatwiej współpracować, gdy są obdarzani zaufaniem/mają relację” itd.).

 

O tobie, a nie o mnie

Krytyka jest sposobem wyrażenia, że z czymś nam jest ciężko lub coś nie trafia w potrzeby. Ludzie czasem mówią „ale nudny wykład”, gdy mają na myśli: „nie rozumiem, o czym to jest”. „Czy ty zawsze musisz płakać?” – zamiast „to dla mnie za trudne, gdy płaczesz, bo nie wiem, co wtedy mam zrobić”. „Wydajesz za dużo”, gdy chcą powiedzieć „martwię się, czy budżet się zepnie”. „To bez sensu, co gadasz”, gdy chodzi im o to, że potrzebowaliby więcej jasności.

Dlatego gdy słyszymy krytyczne słowa, możemy powiedzieć sobie: „to coś o tobie, a nie o mnie”. O twoim samopoczuciu, potrzebach i wizji świata. Kiedy to wiem, mogę cię zapytać, co masz na myśli, a nawet ci pomóc sobie to poukładać. „Jak mówisz, że tu straszny bałagan, to czy chcesz powiedzieć, że nie masz siły tego sprzątać, a wydaje ci się, że powinieneś?”. „Czy mówiąc »co za bajzel«, gdy patrzysz na porozrzucane klocki, chcesz powiedzieć, że chciałbyś w naszym życiu więcej ładu i przewidywalności?”.

Mogę zdecydować, czy chcę coś z tej informacji wziąć dla siebie. Jednakże kiedy krytyka jest szczególnie dotkliwa, mogę potraktować ją jak przesyłkę, którą odsyłam do nadawcy bez rozpakowania. A nawet ograniczyć kontakt z osobami, które nadają takich przesyłek zbyt wiele. I znajdować wsparcie w tych relacjach, gdzie otrzymujemy bezwarunkową akceptację i prawo do błędów.