Aleteia

Przez zabawę możesz dotrzeć do serca dziecka

ZABAWA
Oleggg | Shutterstock
Udostępnij

Żadne dziecko nie powie: Miałem dzisiaj ciężki dzień w szkole, czy możemy o tym porozmawiać? Zamiast tego zapyta, czy pójdziemy się z nim pobawić.

Dom pełen… pustki

Ośmioletni chłopiec odwiedził dziadków. Ulubione pierogi tym razem nie zrobiły na nim wrażenia. Siedział przygnębiony nad talerzem.
– Krzysiu, czy wszystko dobrze? Źle się czujesz? – zapytała zatroskana babcia.
– Czuję się dobrze – odpowiedział.
– Ale jesteś smutny. Coś się gryzie?
– Bo wiesz, babciu, mama w ogóle nie ma dla mnie czasu. Wracam ze szkoły i cały czas muszę coś robić sam – żalił się wnuczek.
– Rozumiem, mama dużo pracuje w domu. A tata?
– Więcej go nie ma, niż jest. A kiedy już wraca, to jest zmęczony…

Reszty rozmowy już nie słyszałam. W mojej głowie wciąż wybrzmiewały słowa „mama nie ma dla mnie czasu” i szczery smutek dziecka wypływający z ich treści. Chłopiec z pozoru miał wszystko – idealnie urządzony pokój, najnowsze i najmodniejsze ubrania i zabawki, ciekawe zajęcia pozalekcyjne. A jednak – brakowało mu czegoś bardzo ważnego. Czasu i uwagi rodziców.

 

Przez zabawę do serca

Lawrence Cohen, amerykański psychoterapeuta rodzin, podkreśla bardzo wyraźnie, że zabawa z naszym dzieckiem to nie jest jedynie sposób na zajęcie mu czasu, lecz także (a może przede wszystkim?) moment uczenia się go, budowania relacji, nauki komunikacji.

Odmawiając udziału w zabawie, tracimy znacznie więcej niż ją samą. To podczas niej dzieci dzielą się z nami swoimi najskrytszymi uczuciami i doświadczeniami, o których normalnie nie potrafiłyby lub nie chciałyby rozmawiać. Musimy wysłuchać tego, co mają nam do powiedzenia, a one potrzebują okazji, żeby się tym z nami podzielić. To dlatego musimy wejść z nimi do ich własnego świata, na ich własnych warunkach. Żadne dziecko nie powie: „Miałem dzisiaj ciężki dzień w szkole, czy możemy o tym porozmawiać?”. Zamiast tego zapyta, czy pójdziemy się z nim pobawić („Rodzicielstwo przez zabawę”).

 

Zabawki, zabaweczki…

Każde dziecko lubi nowe zabawki. Nowe są bardziej interesujące i dzieci spędzają przy nich więcej czasu. Co za tym idzie – dają rodzicom więcej „wolnego” od dziecka. Każda nowa zabawka staje się jednak w końcu starą zabawką. Więc kupujemy znowu coś nowego i tworzy się błędne koło. I stos rupieci w domu. Nawet najwspanialsza zabawka nie zastąpi dziecku kontaktu z najbliższymi osobami. Na żadnym etapie rozwoju.

Jasne, jeśli nasze dziecko się czymś interesuje i widzimy, że na przykład uwielbia budować z klocków, to kupowanie nowych modeli do składania wydaje się sensowne. Jeśli natomiast to kolejna mało przemyślana zachcianka na chwilę, która w żaden sposób nie sprzyja naszej więzi, zadajmy sobie pytanie: czy kupujemy ją dla dziecka czy dla siebie i świętego spokoju?

 

„Nie teraz”

Nie zawsze jako rodzice chętnie odpowiadamy na prośby dziecka dotyczące wspólnej zabawy. To zrozumiałe, że czasami musimy zająć się innymi obowiązkami i nie ma co owijać w bawełnę – bywa, że zwyczajnie nam się nie chce. Warto pamiętać o tym, że nasze „tak” może być w danym momencie dla dziecka bardzo ważne:

Jeśli się zgodzimy, odegra to, co mu się przytrafiło, tak jak potrafi najlepiej. Albo nie powie nic, czekając, aż przejmiemy inicjatywę. Być może w przeciągu tej jednej zabawy pomożemy mu odnaleźć pewność siebie i sprawimy, że na nowo poczuje się kochane – a tego właśnie potrzebuje, by następnego dnia w szkole samo rozwiązać problem, z którym nie mogło sobie poradzić.

Istotne, żeby odpowiedź „nie” była wyjątkiem, a nie regułą. Kiedy bowiem po raz dwudziesty dziecko usłyszy naszą odmowę, dwudziesty pierwszy raz może już nie zapytać. I rzeczywiście, będzie się zajmowało same sobą. Możemy jednak wtedy stracić niepowtarzalną okazję na zbudowanie z nim dobrej relacji. Dajmy sobie czas…

W artykule wykorzystałam fragmenty książki Lawrence’a Cohena „Rodzicielstwo przez zabawę”.