Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Wystarczy mieć 10 ubrań. Kreatorka wizerunku radzi, jak się ubierać

GARDEROBA KAPSUŁOWA
Chiociolla | Shutterstock
Udostępnij

Przeciętna Polka ma ok. 100 elementów garderoby, a nosi z tego tylko 20%. A potem rano otwiera zagraconą szafę i nie ma co na siebie włożyć. Tymczasem każdej z nas wystarczyłoby ok. 20 ubrań na sezon – ale dobrej jakości i dopasowanych do figury i potrzeb. Kreatorka wizerunku Dorota Kopaczewska radzi, jak się ubierać… oraz jak robić selekcję w ubraniach.

Joanna Operacz: Od czego zaczyna się porada stylistki?

Dorota Kopaczewska: Nie jestem stylistką, tylko kreatorką wizerunku…

A jaka jest różnica?

Stylistka to osoba, która stylizuje ludzi – dla mediów, telewizji, wystąpień; a ja pomagam ludziom odkrywać to, co w nich piękne. Stylizacja to usługa trochę zarezerwowana dla osób prezentujących publiczny wizerunek. Ja zwracam się do zwykłych ludzi i staram się odkryć ich naturalne, uśpione piękno.

Jak to robisz?

Najpierw diagnozuję problem – czego dana osoba potrzebuje. Niektórzy klienci uważają, że wiedzą, w czym jest im dobrze, ale mają problem ze skomponowaniem stroju. Są również tacy, którzy chcą nosić inne rzeczy niż do tej pory, zmienić coś w swoim wizerunku. Kompletna usługa, którą oferuję, składa się z analizy kolorystycznej, analizy stylistycznej i przeglądu szafy. Kiedy już wiesz, w czym dobrze wyglądasz i jaki styl lubisz, łatwo jest przejrzeć ubrania i zostawić tylko te, w których rzeczywiście będziesz chodzić.

A co z resztą ubrań?

Można je oddać komuś potrzebującemu, a to, co nie nadaje się już do użytku, trzeba wyrzucić. Tu często pojawiają się myśli – może jeszcze się przyda? Przecież jest w dobrym stanie! My, Polki, mamy problem z pozbywaniem się ubrań. Jesteśmy też podatne na promocje i wyprzedaże. Kupujemy coś, co wydaje nam się świetne, ale potem okazuje się, że założyłyśmy to tylko raz. Wiele pań trzyma ubrania z sentymentu.

Ktoś mówi np.: „Tę sukienkę szyłam na bal maturalny”. Łudzi się, że schudnie i jeszcze w nią wejdzie. Nawet jeśli faktycznie schudnie, to sukienki o takim stylu i fasonie raczej nie założy. Sylwetka zmienia się z czasem. Zdarza się, że rozmiar jest ten sam, ale jeśli minęło 20 lat, a my urodziłyśmy kilkoro dzieci, to wyglądamy inaczej. Z badań wynika, że przeciętna kobieta ma ok. 100 elementów garderoby w szafie, a nosi z tego tylko 20%. Ile to zmarnowanych pieniędzy i zmarnowanego miejsca! Ile bałaganu! A potem i tak otwieramy rano szafę i… nie mamy co na siebie włożyć [śmiech].

Co sezon powinnyśmy robić selekcję. Sezony to: wiosna-lato i jesień-zima. Jeśli w czymś nie chodziłyśmy przez rok, to spokojnie możemy tę rzecz oddać i odżałować wydatek.

Podobno wystarczy mieć w szafie ok. 40 ubrań?

40 to dużo.

To ile powinno wystarczyć?

Kilka lat temu weszły w użycie tak zwane szafy kapsułkowe. Amerykanka, która spędziła kilka lat we Francji, zauważyła, że Francuzki mają bardzo małe szafy. Trzymają w nich np. 10 ubrań na sezon – ale tak skomponowanych, że wszystko do siebie pasuje, i takiej jakości, że można w nich chodzić często, a one się nie zużywają. Dzięki jej książce szafy kapsułkowe stały się modne w Stanach i w Europie. Mam klientkę, z którą spotykamy się dwa razy w roku i robimy zestawy z ponad 10 ubrań. Ona te zestawy fotografuje i potem je nosi.

Jeśli kobieta pracuje zawodowo i prowadzi dom, to musi mieć ubrania i do pracy, i do domu. Ale do biura wystarczą np. dwie spódnice, trzy bluzki, dwie sukienki i dwie marynarki. Można to wymieniać i każdego dnia w tygodniu komponować inny zestaw. W domu nie będziesz przecież w marynarce gotowała obiadu i bawiła się z dziećmi, tylko potrzebujesz „uniformu domowego”. Byle to nie były dresy! Ale wystarczą na przykład dżinsy, spodnie z miękkiego materiału, wygodna spódnica, 2-3 bluzki czy koszule. Do tego sukienka na wyjście i żakiet. I tyle!

Warto przy tym zwrócić uwagę na obuwie, w którym chodzimy po biurze i po domu. Do pracy potrzebujemy 2 par wygodnych czółenek, do domu balerinek lub wygodnych mokasynów. Kapci używamy w sypialni i w łazience.

Czyli dżinsy są OK?

Nie mam nic przeciwko dżinsom. Uważam, że to świetny wynalazek i każda kobieta powinna mieć w szafie dwie pary – ciemne na sezon jesienno-zimowy i jasne na wiosnę-lato. Muszą tylko być dobrze skrojone i dobrze dopasowane do sylwetki.

Jakie błędy ubraniowe najczęściej popełniamy?

Nagminne używanie legginsów. Legginsy są bardzo wygodne, ale nie są spodniami, tylko raczej obciętymi rajstopami. Na siłownię, zajęcia sportowe są OK. Jeśli ktoś lubi, może je też nosić na co dzień, ale potrzebuje odpowiednio długiej tuniki – co najmniej takiej, która zakryje pupę. Jeśli na przykład tęga kobieta z brzuszkiem ma ładne nogi, które chciałaby wyeksponować, i założy legginsy, to niestety nie będzie dobrze wyglądała – bo powstanie masywna góra i zbyt szczupły dół. W komponowaniu wizerunku dążymy do tego, żeby tworzyć wizualną całość, harmonię.

Kolejna sprawa to długość spódnic i sukienek. Mówi się, że spódnica powinna kończyć się tam, gdzie noga jest najwęższa – czyli w okolicach kolana. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę fakt, że spódnica się podciąga, kiedy siadamy lub pochylamy się. Kiepsko, jeśli np. dojrzała kobieta siadając odsłania nogi do połowy uda… W protokole dyplomatycznym zalecana długość to do 5 cm za kolano, kiedy stoimy, i do 5 cm przed kolano, kiedy siedzimy.

Trzecia rzecz to stosowność stroju do miejsca. Nie ma nic złego w pokazywaniu gołych ramion na plaży czy na ulicy w gorący dzień, ale kiedy idziemy do kościoła czy do biura, w którym jest wymagany dress code, musimy ramiona zasłonić. Dbajmy też o to, żeby nie było widać bielizny. Ramiączka biustonosza wystające spod cienkich ramiączek typu „spaghetti” to też błąd. Tak samo jak prześwitująca bluzka, przez którą widać biustonosz.

Czy są ubrania, które powinny się znaleźć w każdej kobiecej szafie?

Zawsze powinna być w niej biała koszula. Niekoniecznie śnieżnobiała, bo każda z nas ma inny typ urody i jednej jest dobrze w śnieżnej bieli, a innej w kremie. Taką koszulę można zestawić i z dżinsami, i z elegancką ołówkową spódnicą. Kolejny niezbędnik to dobrze skrojona marynarka w neutralnym kolorze (beż, szarość, granat) i kurtka dżinsowa albo z ekoskóry.

A sukienka? Mam wrażenie, że trochę nie doceniamy sukienek na co dzień.

W biznesie sukienki są teraz bardzo na czasie, wyparły nawet tradycyjny kostium. Nic dziwnego, bo taki strój upraszcza życie. Jeśli zakładasz spódnicę, musisz dobrać do niej odpowiednią bluzkę i sprawdzić, czy dobrze pasuje do marynarki. Sukienki to całościowy outfit. Sukienka dodatkowo wysmukla sylwetkę, bo nie „tnie” jej na pół.

Podoba mi się zdanie amerykańskiej kostiumolog Edith Head, że sukienka powinna być wystarczająco obcisła, żeby było widać, że jesteś kobietą, i wystarczająco luźna, żeby było widać, że jesteś damą.

Czy panowie są trudniejszymi klientami? A może raczej łatwiejszymi?

Jak już zdecydują się na współpracę, to raczej słuchają rad. Są zadaniowi – chcą, żeby im konkretnie powiedzieć, co powinni nosić, i tego się trzymają. Kobiety często dyskutują.

Mężczyznom dobieramy fason marynarki do sylwetki. W ostatnich latach zmienił się krój marynarki. Kiedyś była ona dłuższa – kończyła się mniej więcej na końcu dłoni przy opuszczonych rękach. Teraz sięga do połowy bioder i jest bardziej dopasowana. Tak samo jest z koszulami – kiedyś były luźne, wygodne, a teraz są bardziej taliowane. Jeśli pan ma trochę brzuszka, trzeba wybrać luźniejszy fason, czyli „regular fit”, a nie „slim fit”.

Kolor koszuli dobieramy do koloru marynarki. Do tego dodatki: krawat, poszetkę, skarpetki, buty, zegarek. Mężczyźni coraz częściej odchodzą od krawatów, wolą muszki. Nie warto rezygnować z takich dodatków, bo to jedna z niewielu okazji do wprowadzenia koloru w męskim ubraniu. Teraz jeszcze doszły skarpetki. Niektórzy panowie, zwłaszcza ci młodsi i odważniejsi, zakładają kolorowe skarpetki. Uważam, że to super wygląda.

Sama masz pięć córek, w tym nastolatki. Jak je uczyć ubierania się ładnego, modnego, ale też nienaruszającego godności i przyzwoitości?

Trzeba dzieci od małego uwrażliwiać na piękno – piękno natury, muzyki, sztuki. Wtedy będą w naturalny sposób wybierały ładne ubrania. Ich wybory niekoniecznie muszą być zgodne z naszymi. Dziewczynki w wieku nastoletnim często przestają nas słuchać i kierują się tym, co mówią rówieśniczki i media społecznościowe. Są na etapie eksperymentowania i poszukiwania własnego stylu. To jest naturalny proces rozwojowy. Trzeba wtedy wiele cierpliwości i wyrozumiałości. Mama powinna wtedy przyjąć rolę doradcy. Ważna jest też opinia taty – powinien chwalić córkę, że ładnie wygląda, i czasem powstrzymać się od komentarza, kiedy widzi, że jest gorzej.

Ubranie w tym wieku może być wyrazem buntu, informacją, że dzieje się coś złego. Dzieci podświadomie próbują wtedy zwrócić na siebie uwagę. Trzeba starać się wychwytywać takie sygnały i rozmawiać o tym.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail