Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego lepiej przygarnąć niż kupić psa?

SCHRONISKO DLA ZWIERZĄT
hedgehog94 | Shutterstock
Udostępnij

W pisaniu tego tekstu usilnie próbuje „pomagać mi” Misia. W praktyce wygląda to tak, że uparcie włazi na klawiaturę i… efektu można się domyślić. Cóż… kocie prawo. Kiedy miała do mnie trafić moja pierwsza kotka, szefowa fundacji, która mi ją przywiozła, zaznaczyła: pamiętaj – pies jest płaski, kot jest 3D. To znaczy: psa masz na podłodze, ewentualnie na łóżku – kota masz wszędzie…

Misia jeszcze dwa miesiące temu mieszkała w schronisku. Trafiła tam, bo jej właścicielka nie mogła się nią dłużej zajmować. Dla takiego domowego kota to dramat – dotąd miała swoje kolanka, łóżko, w którym spała ze swoją panią i przysmaki podsuwane pod nos. Nagle w niezrozumiały dla siebie sposób straciła to wszystko i znalazła się w towarzystwie 40 innych kotów. I choć schronisko robiło, co mogło, żeby zapewnić podopiecznym najlepsze warunki, to nie zastąpi jedynego opiekuna…

 

Smutne schroniska

Według danych Głównego Inspektoratu Weterynarii w 2017 roku w Polsce funkcjonowało 213 schronisk. Przebywało w nich ponad 100 000 psów i 32 000 kotów. Liczba bezdomnych zwierząt rośnie z roku na rok. A wystarczy tylko raz wybrać się do schroniska, żeby zobaczyć, jak smutne są to miejsca. Psy zamknięte w kojcach – niektóre na widok człowieka wyrywają się, całym swoim psim ciałem wołając o nowy dom, inne, już pozbawione nadziei, nawet nie podnoszą głowy.

Po uchyleniu drzwi do kociarni pod nogami roi się stado mruczących, ocierających się futrzaków. Tymczasem w internecie nietrudno znaleźć ogłoszenia: szczeniaki labradora – 500 zł. Buldog angielski z rodowodem – 200 zł. – To są pseudohodowle, w których nie dba się o dobro zwierząt – mówi Justyna Piekarczyk, psia behawiorystka, która razem z Adamem Polakiem prowadzi stronę internetową i fanpage „Nie kupuj – adoptuj”. Zachęcają na niej do świadomej decyzji o przygarnięciu zwierzęcia, które ma trafić do nowego domu.

 

„Taśma produkcyjna”

Dlaczego lepiej przygarnąć niż kupić psa?

„Co do zasady nie mamy nic przeciwko kupowaniu zwierząt z hodowli, pod warunkiem, że są to sprawdzone i zarejestrowane hodowle, a nie „taśmy produkcyjne”. W takich hodowlach rozmnaża się rasy czyste, które są zdrowe fizycznie i psychicznie. Natomiast jesteśmy przeciwnikami kupowania psów za kilkaset złotych. Jest bardzo dużo pseudohodowli, dla których to jest czysty biznes – nie dba się tam o sukę ani o szczeniaki. Zdjęcia robi się w ładnych okolicznościach, ale pieski przekazuje się na jakimś parkingu, żeby klient nie widział, jak żyje matka. Często bez szczepień, nawet bez książeczki. A rodowodu nie mają bo są „ostatnie z miotu”. Rodowód to nie jest „nic nieznaczący papier”. To dowód na to, że pies urodził się w dobrych warunkach, jest zsocjalizowany z otoczeniem i innymi psami, a jego matka nie cierpi, co pół roku rodząc kolejne mioty. Chcemy uświadamiać ludzi, że jeśli szczeniak kosztuje 500 zł zamiast 2000 zł to nie jest to szansa na interes życia, tylko żerowanie na krzywdzie zwierząt” – wyjaśnia autorka strony.

Niestety, nawet zwierzęta doświadczają tego, co nazywamy prawem rynku: jest popyt – jest podaż. Ludzie kupują pseudorasowe psy, więc nieuczciwi hodowcy masowo produkują kolejne szczeniaki, które sprowadzane są na świat tylko dla zaspokojenia potrzeb człowieka.

„W schroniskach najwięcej jest psów rasy husky i labradorów. Ludzie naoglądają się reklam, w których psiak biega sobie za papierem toaletowym. Pod wpływem emocji, czasem nawet nacisków ze strony dzieci chcą mieć takiego psa w domu. I nawet jeśli kupią go z porządnej hodowli, to muszą mieć świadomość, że każdy pies ma potrzeby. A labrador to tak naprawdę bardzo wymagający pies, który będzie w przyszłości potrzebował więcej niż miski z jedzeniem i 3 spacerów dziennie. To samo dotyczy rasy husky. Kto by nie chciał mieć pięknego, futrzastego, niebieskookiego psa? Tylko ten przepiękny zwierzak potrzebuje kilku godzin dziennie aktywnego ruchu. Ludzie o tym nie wiedzą… i potem psy lądują w schronisku, bo niszczą, wyją albo uciekają” – tłumaczy behawiorystka.

 

Bezpieczne źródło

Wiele osób boi się jednak, że przygarnięcie psa czy kota „z przeszłością” wiąże się z ryzykiem. Czy tak jest w rzeczywistości? „Problemy behawioralne, lęk, agresja czy choroby mogą ujawnić się i u zwierzęcia ze schroniska, i takiego z profesjonalnej hodowli” – wyjaśnia Justyna. Aby zminimalizować ryzyko, radzi wybierać zwierzaka z takiego miejsca, w którym wolontariusze potrafią o nim coś powiedzieć.

W ostatnim czasie powstaje wiele fundacji, w których podopieczni przebywają w tak zwanych domach tymczasowych. W takim domu pies czy kot może nauczyć się życia w domu czy mieście, a opiekunowie mają okazję poznać jego charakter, dzięki czemu mogą doradzić potencjalnemu nowemu właścicielowi. Pseudohodowca ma jeden cel: jak najszybciej sprzedać cały miot, bo w drodze jest już kolejny.

Dalszy los „towaru” niewiele go obchodzi. W przeciwieństwie do niego opiekunowi z fundacji zależy na tym, żeby zwierzę trafiło ręce odpowiedzialnych ludzi i nie wróciło z powrotem do schroniska. Dlatego zdarza się, że wolontariusze czy pracownicy odradzają przygarnięcie konkretnego psa czy kota, w zamian wskazując inne zwierzę, bardziej odpowiadające stylowi życia przyszłego opiekuna. A wszystko po to, aby i ludziom, i zwierzętom żyło się dobrze.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail