Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Dlaczego to tak ważne, by „być w kontakcie ze sobą”?

KOBIETA
Anthony Tran/Unsplash | CC0
Udostępnij

Czasami dopiero poważniejszy kryzys w życiu daje nam szansę odzyskania go: kontaktu z sobą. Dzieje się tak dlatego, że wiele modeli wychowawczych skupia się na wysiłku, by dziecko skutecznie tego zasobu pozbawić.

By kontakt z sobą samym zerwać, oczekując bezwzględnego dostosowania do otoczenia. To na przykład przymus ubierania dwóch czapek, bo zimno jest mamie. Zjadania do końca, mimo że żołądek odmawia współpracy. Karania za płacz. Krzyku za banie się czegoś. Dziecko uczy się wtedy, że sygnały ze środka są nieważne, a nawet zagrażają więzi z rodzicami.

Brak kontaktu z samym sobą uniemożliwia ochronę siebie i swoich zasobów. Czasem przebiera się za wielkie sukcesy. Fantastyczne wyniki na czele tabeli. Brylowanie w towarzystwie. Wyglądanie zawsze ładnie. Pieczenie tortów na każdą zabawę w przedszkolu. Mówienie zawsze miłych rzeczy. Unikanie sporów i konfrontacji. I zawsze dawanie rady. Do jakiegoś momentu ludzie, którzy żyją poza kontaktem ze sobą, są ogromnie użyteczni. Konkretnie do momentu, gdy coś się nie rozjedzie i przestaną „dawać radę” – co oby.

 

Bycie w kontakcie ze sobą

Bycie w kontakcie ze sobą to dostrzeganie ważnych części siebie, które ciągle nam coś komunikują. Mówią o naszych najgłębszych potrzebach, wartościach (o tym, co dla nas ważne), i o naszych granicach (na co mamy wewnętrzną zgodę, a na co nie). Pierwszym komunikatorem jest ciało, które reaguje na rozmaite wydarzenia albo spokojem i rozluźnieniem, albo napięciem, zmianą oddechu i rytmu serca, bólem. Nie przestaje mówić, nawet jeśli go nie słyszymy. Zwiększa tylko intensywność swojego „nie”. I może być w końcu tak, że nie będziemy w stanie już ani upiec kolejnego tortu, ani mówić miłych rzeczy, ani generować wyników.

Kiedy nie słuchamy tego, co w nas, zaczynamy żyć oczekiwaniami (jestem bardzo wdzięczna jednej z uczestniczek moich warsztatów, która tak to nazwała – „byciem w oczekiwaniach wobec siebie, ale nie w kontakcie ze sobą”). Są to i oczekiwania innych (albo nasze o nich wyobrażenia), jak i te, które mamy wobec siebie samych. Gdy one nawigują moje życie, zatrudniam siebie jako wykonawcę zadań. Tych, które mi wrzucają inni – a ja nie odmawiam, karmiąc się myślami, jak bardzo poczują się zawiedzeni lub źli z powodu mojego „nie”. Druga lista to rzeczy, które „muszę” zrobić, by sprostać własnym wyobrażeniom o mojej roli i często ogromnie wygórowanemu obrazowi idealnego „ja”.

Gdy żyjemy oczekiwaniami wobec siebie, trudno nam widzieć kontekst, w jakim w danym momencie się znajdujemy. Bo być może jest on taki, że w ogóle uniemożliwia to, czemu próbujemy sprostać. Mama piątki małych dzieci nie rozkręci działalności gospodarczej w czasie ich drzemek. Lekarz pracujący w trzech szpitalach nie będzie myślał przytomnie. Dziewczyna, która nie wychodzi z domu i nie ma kontaktu z nikim poza własnymi rodzicami nie spotka miłości życia. A kiedy jedynie dowalamy sobie za to, że nie potrafimy sprawić, by coś działo się jak chcemy, nie szukamy miejsc, gdzie możemy uzyskać pomoc, zweryfikować swoje pomysły, skorzystać ze wsparcia.

 

Dobre wybory

Dlatego potrzebujemy kierować nasze radary regularnie do wewnątrz. I sprawdzać z sobą, jak nam jest. Na co mamy zasoby albo dlaczego całkiem ich brak i życie staje się walką ze zmęczeniem. Na czym nam naprawdę zależy i co wzbogaciłoby nasze życie. Czego potrzebujemy w danym momencie. Co komunikuje nasze ciało – czy jest wykończone czy gotowe do współpracy i wyzwań życia.

Im lepszy kontakt mamy z naszymi uczuciami, tym łatwiej je regulować – złość staje się informacją o potrzebie zmiany, a nie eksplozją raniących słów. Smutek oznacza, że potrzebujemy zaopiekować się sobą. Zazdrość – że czegoś ważnego nam w życiu brakuje. Lęk – że potrzebujemy wsparcia i ochrony, by unikanie nie stało się naszym stylem życia.

Z kontaktu z sobą biorą się mądre decyzje, autentyczne i bliskie relacje, słowo „tak” i „nie”. Gdy odchodzimy od szumu dziania się i kołowrotków naszych myśli, by ubierać słuchawki, które zbierają informacje z naszego wnętrza, życie zaczyna się stawać bardziej „nasze”. I więcej w nim wyborów, które służą nam i ważnym dla nas ludziom.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail