Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Płacz młodego ojca: „To było także moje dziecko!”

SAD MAN
Di Sam Wordley - Shutterstock
Udostępnij

Oni także są – ojcowie. Przy poczęciu dziecka zawsze jest mężczyzna. I nie zawsze mężczyźni zmuszają kobiety do aborcji – często są szczęśliwi, że zostają ojcami. Jednak prawa aborcyjne systematycznie ich pomijają.

W metrze zbliża się do mnie pewien młody mężczyzna, wydaje się poruszony. Zauważam, że zaczyna płakać, spoglądając spazmatycznie na swoją komórkę.

– Wszystko ok? – nie mogę nie zapytać.

– Sorry… – odpowiada, ocierając łzy rękawem koszuli.

– Moja narzeczona była w ciąży. Czułem się bardzo szczęśliwy, moja rodzina także. Przed dziesięcioma minutami zadzwoniła do mnie, żeby mi powiedzieć, że dokonała aborcji. Ale ja nic o tym nie wiedziałem, niczego mi nie powiedziała, niczego, myślę, że to nie jest w porządku, to było także moje dziecko! – I ponownie wybucha płaczem.

Jestem poruszona. Dlaczego to ja spotkałam w Nowym Jorku tego mężczyznę zranionego przez aborcję dokonaną przez jego narzeczoną? Często o tym myślę i sprawia mi to ból.

Już samo prawo do aborcji uważam za absurdalne. Jako człowiek nie jestem w stanie pojąć, jak możemy to prawo akceptować, jak możemy je promować. Jako kobieta postrzegam podwójny absurd w tym, że decyzję podejmuje wyłącznie kobieta.

Dziecko zostaje poczęte „we dwoje”, decyzja jest podejmowana „we dwoje”… Dlatego uważam za podwójnie egoistyczny fakt, że ojcowie nie mają żadnego głosu w sprawie aborcji: to dziecko w łonie kobiety „jest także jego dzieckiem”, jak mówił płaczący mężczyzna. Nie mogłam mu nic innego powiedzieć, jak tylko „I’m sorry, you’re right” [ang. Przykro mi, masz rację].

Następnie do metra weszła Hinduska z dzieckiem, usiedli naprzeciwko i zaczęli się bawić.

Zaczerwienione oczy chłopaka zaświeciły się na chwilę. Potem znów napełniły się łzami.

Wyszłam za nim, położyłam mu dłoń na plecach i powiedziałam: „God bless you” [ang. Niech Bóg ci błogosławi]. Nie mogłam nic więcej powiedzieć.

Bardzo mnie zasmuca świadomość, że nie rozumiemy wartości życia i miłości, że potrafimy wymyślić wszelkiego rodzaju nową technologię, a zezwalamy na mnóstwo zabójstw w formie aborcji, co niszczy serca i życia.

Wiem, że nie wolno mi zapomnieć zapadniętych i ciemnych oczu tego chłopaka…

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail